Destiny jest grą, która zapowiadała się na przełom w kategorii produkcji z rodzaju MMO. Mieszanka genialnej fabuły oraz iście wybuchowej rozgrywki rodem z gier FPS, miała nadać nowej świeżości gatunkowi MMO. Pierwsze zapowiedzi producentów sprawiły, że zamówiłem ten tytuł jeszcze przed premierą w wersji limitowanej z przepustką do dwóch dodatków, które miały ukazać się w przyszłości. Niestety w dniu premiery okazało się, że Destiny cierpi na wiele poważnych bolączek, a gracze doszukując się szczegółów odkryli, iż producenci prawdopodobnie wycięli z gry mnóstwo zawartości przed samą jej premierą. Spekulacji było mnóstwo, a sama gra nie spełniała oczekiwań w 100%. Brakowało zawartości, bardzo szybko dochodziło się do momentu, w którym produkcja studia Bungie stawała się zwyczajnie monotonna. Nawet dwa dodatki nie zdołały pobudzić w graczach woli walki, ponieważ nie zmieniły rozgrywki w taki sposób, aby wciągała jak prawdziwy tytuł MMO.

destiny-the-taken-king-oryx

Dopiero najnowsze rozszerzenie pod tytułem „The Taken King” wprowadziło do gry kolosalne zmiany. Wraz z nim cały system zdobywania ekwipunku, doświadczenia i kolejnych poziomów uległ kompletnemu przemodelowaniu. Są to zmiany na lepsze. Po około roku przerwy czuję jak bym ogrywał zupełnie nowy tytuł. Ale nie wszystkie problemy zostały rozwiązane. Fabuła nowego dodatku jest ciekawa. Niestety jednak odwiedzamy często znane już lokacje i zabijamy tych samych, lekko zmodyfikowanych wrogów. Spodziewałem się więcej kreatywności ze strony twórców serii Halo. Nie wiem czy dodatek jest wart kwoty jaką żąda sobie wydawca, ponieważ dostajemy jedynie 3h nowej fabuły, nową klasę postaci oraz dodatkowy ekwipunek oznaczony jako „Year Two”. Reszta zmian weszła do gry jako update dostępny dla każdego. Niestety bez dodatku zostajemy praktycznie z niczym, ponieważ nie możemy robić w grze tego, co mogliśmy wcześniej, zanim się ukazał. Większość opcji zwyczajnie zablokowano. Ograniczono dostępność trybów PVP, zablokowano dostęp do większości ekwipunku sprzedawanego przez NPC i znacznie więcej… na dobrą sprawę bez DLC nie ma po co grać! Dobra gra MMO ma w wersji podstawowej tyle zawartości, że dodatki są dodatkami, a nie fundamentem dalszej rozgrywki. Większość osób uważa, że Destiny wcale nie jest grą MMO, tylko mutantem różnych gatunków, który nastawiony jest na zarabianie pieniędzy.

exotic-weapon-blueprints-taken-king

Przechodząc jednak do samego dodatku: The Taken King to drugi rok w uniwersum Destiny. Zmian jest na tyle dużo, iż przeskok ten wydaje się być uzasadniony. Współczuje jednak wszystkim, którzy spędzili setki godzin zdobywając najlepszy sprzęt w roku pierwszym. Dlaczego? Teraz jest on zupełnie bezużyteczny. Zaczynamy wszystko od nowa, ponieważ „Light Level”, który wcześniej był jedyną możliwością osiągnięcia poziomu wyższego niż 20, stał się wyznacznikiem siły naszego Guardiana. Maksymalny poziom 40 osiągniemy zdobywając doświadczenie. Nie jest to w porządku dla weteranów „Year One”, ale daje dobry start dla początkujących graczy. Jak widać Ci są znacznie ważniejsi, ponieważ to właśnie oni skuszą się na edycję ze wszystkimi dodatkami. Wszystkie DLC włącznie z „The Taken King” powinny znaleźć się w podstawowej wersji gry w dniu premiery… Wiadomo jednak, że czasu nie cofniemy. Bungie nareszcie naprawiło swoją grę i każdy nowy gracz będzie wniebowzięty rozpoczynając przygodę z Destiny. Wreszcie mogę gorąco polecić wam ten tytuł.

Starzy wyjadacze tacy jak ja nie dadzą się natomiast tak łatwo przekupić i dostrzegą jedno poważne niedociągnięcie, które od premiery po dziś dzień psuje zabawę z produkcją twórców Halo. Jest nim brak wyzwania po osiągnięciu maksymalnego poziomu doświadczenia i ekwipunku.

Oto droga do sukcesu w Destiny:

– Ukończ fabułę

– Zdobądź poziom 40, aby ukończyć dostępny „Raid”

– Zdobądź sprzęt z Radiu, aby przejść go na poziomie trudnym

– Zdobądź najwyższy poziom ekwipunku (310)

– Baw się w trybie PVP

TheTakenKing1

Oczywiście opisałem to w bardzo dużym skrócie,. Problem polega na tym, że wykonanie tych 4 punktów zajmuje naprawdę niewiele czasu i brakuje czegoś, co zmusi graczy do grania po osiągnięciu maksymalnego poziomu ekwipunku. Mało tego, nie ma jakiejś szczególnej nagrody za osiągnięcie tego poziomu. Zwyczajnie nie ma do czego dążyć, z kim się zmierzyć. Nadal brakuje zawartości. Pokazuje to doskonale, że Destiny zostało stworzone z myślą o dodatkach, a nie zapewnieniu jak najlepszego doświadczenia podczas samej rozgrywki. Oczywiście można bawić się w kolekcjonowanie egzotycznego sprzętu, ale nadal brakuje „Świętego Graala” – czegoś, co sprawiłoby, iż każdy gracz wypruwałby sobie flaki, aby to zdobyć.

promocja