„BFG: Bardzo Fajny Gigant” to dla Stevena Spielberga dopiero trzecia próba stworzenia obrazu dla najmłodszego widza. „Przygody Tintina” z 2011 roku, które stworzył przy współpracy z Peterem Jacksonem nie należały do jego najlepszych filmów, ale sprawdzały się w konwencji kina nowej przygody skierowanej dla dzieci. „E.T.” nadal w tej materii pozostaje niedoścignionym wzorem, lecz tym razem Spielberg był naprawdę blisko powtórzenia sukcesu sprzed ponad 30 lat. Gdyby tylko nie zbyt wygórowane ambicje reżysera, „BFG” byłby filmem wręcz idealnym dla młodszego odbiorcy.

2

Sophie (Ruby Barnhill) mieszka w sierocińcu, gdzie pomaga niczego nieświadomej opiekunce w codziennych czynnościach. Mała dziewczynka cierpi na bezsenność, a noce spędza na czytaniu i rozmyślaniu, czy duchy przychodzą o północy, drugiej w nocy czy jednak trzeciej. Pewnego razu spoglądając przez okno zauważa czyjąś gigantyczną rękę. Po chwili jej oczom ukazuje się gigant, który bez żadnego słowa porywa ją z sierocińca. BFG (Mark Rylance) zabiera dziewczynkę do swojego domu, gdyż boi się, że mały człowiek rozpowie całemu światu o gigantycznych stworzeniach. Sophie nawiązuje więź z BFG, który odkrywa przed nią magiczny i niedostępny dla ludzi świat.

„BFG: Bardzo Fajnego Giganta” otwiera świetna scena spowitego w mroku Londynu, przywodzącego na myśl to co widzieliśmy w filmach o „Harrym Potterze”. Twórcom doskonale wychodzi gra światłem, która potęguje wrażenie tajemnicy i niepokoju. Aż szkoda, że Londyn wraz z bohaterami filmu odwiedzamy zaledwie dwa krótkie razy, ponieważ już dawno w żadnym filmie dla dzieci klimat nie wylewał się wprost z ekranu. Sama kraina gigantów aż takiego wrażenia nie robi, ma kilka bardzo ładnych i kolorowych miejsc, a w jaskini BFG jest sporo szczegółów, więc w każdej chwili jest o co zahaczyć wzrok, ale brakuje jej aż takiej atmosfery.

 1

Świetne wrażenia wizualne nie idą jednak w parze z historią. Spielberg nakręcił dosyć prosty w przekazie film o dwóch zupełnie różnych osobach, z własnymi problemami, które znajdują wspólny język i nawzajem sobie pomagają. W relację między Sophie a BFG rzeczywiście można uwierzyć, a tytułowy gigant szybko przestaje być magicznym stworem, a widzimy w nim najzwyklejszego człowieka, lecz to bardziej zasługa bardzo dobrych ról Marka Rylance i genialnej Ruby Barnhill (Spielberg odkrył nową Drew Barrymore). Problem pojawia się w momencie, gdy historia zmierza ku końcowi, gdzie wyraźnie zabrakło świeżych pomysłu i braku konsekwencji.

3

Film trzyma dosyć równy poziom do momentu, gdy Sophie wraz z BFG tworzą plan pozbycia się dziewięciu groźnych gigantów ludojadów, którzy zagrażają nie tylko Sophie, ale również przyjacielskiemu olbrzymowi, który dla nich jest jedynie popychadłem. Bohaterowie proszą o pomoc samą brytyjską Królową. Już sam pomysł wykorzystania jakiejkolwiek formy polityki w filmie wydaje się zbędny, ale nawet jego realizacja pozostawia sporo do życzenia. Choć muszę przyznać, że scena wspólnego śniadania z gigantem należy do najzabawniejszych w całym filmie, choć wykorzystano tu niemal wszystkie żarty niskich lotów o braku etykiety i savoir-vivre. Podobny problem jest gdy dochodzi wreszcie do ostatecznego rozstrzygnięcia, które jest zbyt krótkie i zupełnie niesatysfakcjonujące. Dzieci w wieku 7-11 lat będą jednak zachwycone „BFG: Bardzo Fajnym Gigantem”, dla całej reszty to będzie dobra, choć zepsuta na sam koniec rozrywka.

6/10

promocja