W kinie dyskurs na temat miłości homoseksualistów ma się coraz lepiej. Mocne, choć wyjęte wprost z filmów pornograficznych sceny symulowanego seksu między dwiema młodymi kobietami widzieliśmy chociażby w „Życiu Adeli”. Niedawno na ekranach naszych kin mogliśmy oglądać francuską produkcję „Oddychaj”. Choć pozbawiona jest erotycznego zabarwienia, ciężko nie doszukiwać się w relacji dwóch licealistek czegoś więcej niż zwykłej przyjaźni. W końcu trafia do nas nominowana do sześciu Oscarów „Carol”, w której nie tylko liczy się zakazana miłość, ale również intymne kontakty między dojrzałą i pewną siebie kobietą a niewinną i ufną dziewczyną, rozpoczynającą dopiero swoje dorosłe życie. I gdy w poprzednich filmach dobrze działało przede wszystkim nakreślenie relacji między bohaterkami, tak najnowszy film Todda Haynesa mocno w tym aspekcie zawodzi.

1

W „Carol” przenosimy się do Nowego Jorku lat 50-tych XX wieku. Nastoletnia Therese Belivet (Rooney Mara) pracuje w domu handlowym. Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, a sklep aż puchnie w szwach od nadmiaru klientów. W tym samym domu handlowym zakupy robi Carol Aird (Cate Blanchett) szukająca lalki na prezent dla swojej kilkuletniej córki. Carol akurat obsługuje Therese, która poleca jej na prezent kolejkę. Po zakupie kobieta zostawia w sklepie rękawiczki. Dziewczyna wysyła jej zgubę do domu. Carol w ramach podziękowania proponuje Therese spotkanie na lunchu. Zwykła koleżeńska relacja wkrótce zamienia się w romans, który wkrótce wpłynie na prawo do opieki nad dzieckiem Carol i dalsze życie Therese’y.

Todd Haynes w swoim filmie nakreśla zupełnie dwa inne światy, w których żyją bohaterki. Z jednej strony – niewinna, nieco zagubiona Therese, szukająca swojej ścieżki kariery. Lekko introwertyczna dziewczyna uwielbia fotografię, ale do tej pory jej hobby było jedynie pobocznym zajęciem. Z drugiej -pewna siebie Carol, lubiąca stawiać na swoim, sprawiająca wrażenie kobiety władczej, wiedzącej do czego dąży, przez co ciężko jej się oprzeć. Nie udaje się to młodej dziewczynie, która z nie do końca wiadomych przyczyn, zgadza się na odwiedziny w jej domu. Od początku jasnym jest, że Carol uwodzi Theresę. Nastolatka najwyraźniej zaintrygowana jest nietypową relację ze starszą i dopiero co poznaną kobietą. I tu rodzi się pierwszy problem „Carol”. Ciężko uwierzyć jest w relację między kobietami, bo twórcy idą na skróty, nie prezentując nam kolejnych etapów znajomości. Therese jak gdyby nigdy nic, beznamiętnie zgadza się na kolejne zaproszenia, czy to do restauracji, czy do domu kobiety. Nie ma w tym za grosz jakiegoś uczucia czy emocji. Relacje budowane są na zasadzie rozkazującej Carol i uległej Therese. Tak się po prostu w realnym życiu nie zdarza.

2

Gdyby jeszcze między Cate Blanchett a Rooney Marą była jakakolwiek chemia, mogłoby to nieco uratować obraz, ale tej po prostu nie ma. Jedyna scena seksu wygląda sztucznie, wręcz karykaturalnie w stosunku do tego co przez ostatnie kilka lat mogliśmy oglądać w innych filmach, jak chociażby we wspomnianym wcześniej „Życiu Adeli”. Rozumiem, że to nie tego kalibru film, nie ma szokować, a opowiadać o pewnej relacji między dwiema kobietami, ale w filmie brakuje nawet szerszego społecznego kontekstu. W powojennej Ameryce temat miłości homoseksualnej był tematem tabu, ale nikt krzywo nie patrzy się na jednoznaczne zachowanie obu kobiet.

Rozczarowuje również drugi plan. Szczególnie Kyle Chandler w roli Harge Airda. I nie ma tu winy aktora, który jako jedyny próbuje nieco zdynamizować ten i tak przynudzający i pozbawiony emocji film, bo scenarzyści nie postarali się o zapełnieniu tła ciekawymi osobami. Harge Aird wie o „dewiacji” swojej żony, ale jedyne co robi na ekranie, to zapewnia ją o swojej miłości poprzedzając te zapewnienia salwą krzyków. To co łączy obie kobiety, to porzucenie swoich partnerów na rzecz realizacji swojej prawdziwej natury. Richard Semco (Jake Lacy) jest przedstawiony jako nachalny chłopak Therese, proponujący jej nie tylko małżeństwo, ale także przeprowadzkę do Europy, na co dziewczyna nie jest gotowa. Ponownie bohater jednowymiarowy i irytujący swoim zachowaniem. Nawet najlepsza przyjaciółka i była kochanka Carol Abby Gerhard (Sarah Paulson) pełni tu w zasadzie wyłącznie rolę pocieszycielki kobiety. O jej życiu, ani intymnych szczegółów jej romansu z Carol nie wiemy praktycznie nic.

3

„Carol” jest jednym z dwóch oscarowych filmów opowiadających o miłości w latach 50. XX wieku. Na tle dobrego „Brooklyn” wypada blado. Rozumiem, że Todd Haynes chciał nakręcić subtelną produkcję o zakazanym uczuciu, które nie było wtedy akceptowalne w społeczeństwie, ale zamiast tego film miejscami trąci pretensjonalnością. Może byłoby trochę lepiej, gdyby Cate Blanchett nie grała z nadmierną teatralnością zainspirowaną dobrą wersją Cruelli de Mon, a Ronney Mara wyrażała nieco więcej emocji.

promocja