Kino nie sięga po magię tak często jak by mogło. W sztuczkach magicznych czy iluzjach najważniejszy jest moment zaskoczenia, a przez zbyt dużą ilość takich filmów, magiczne pokazy szybko by się przejadły. Niezależnie od samych pokazów, najważniejszy jest sam ich koniec. Dlatego „Prestiż” Nolana i „Iluzja” tak bardzo zapadły nam w pamięć, bo na sam koniec zostawiały rozwiązanie najważniejszych tajemnic. Teraz Czterej Jeźdźcy powracają z kolejną porcją sztuczek, wplątując się w kolejny międzynarodowy spisek, a wszystko to w o wiele lepszym materiale scenariuszowym.

1

Czwórka Jeźdźców: Atlas (Jesse Eisenberg), Merritt (Woody Harrelson), Jack Wilder (Dave Franco) oraz Henley Reeves (Isla Fisher) po dokonaniu skoku stulecia ukrywają się przez okrągły rok. Grupa magików nie ma ze sobą stałego kontaktu, a chodzą słuchy, że Henley zrezygnowała z dalszej współpracy. Atlas zniecierpliwiony brakiem aktywności ze strony ich szefa Dylana (Mark Ruffalo), marzy o zostaniu liderem grupy i bezpośrednio odpowiadać przed tajemniczą organizacją Oko. Wkrótce dostają zadanie, aby na zbliżającej się konferencji jednej z firm technologicznych, wyjawić wszystkie sekrety i kłamstwa jego prezesa. Do grupy dołącza Lula (Lizzy Caplan), dawna znajoma Atlasa. Zostają jednak wrobieni i trafiają do Chin, gdzie zagraża im uważany za zmarłego Walter Mabry (Daniel Radcliffe), który wykorzystuje Jeźdźców do zdobycia pewnej technologii pozwalającej przejąć kontrolę nad każdym komputerem na całym świecie.

Pierwsza „Iluzja” pełnymi garściami czerpała z genialnego „Prestiżu” oraz z heist movie jak „Ocean’s Eleven”. Jednak w całej tej otoczce magii i iluzji zabrakło logiki w opowiadanej historii. Kontynuacja niewiele zmienia w tej materii, ale na wiele spraw można przymknąć oko, a scenarzyści pewne niedomówienia starają się jak najszybciej wyjaśnić. Dzięki czemu „Iluzję 2” ogląda się o wiele lepiej niż pierwszą część. W fabułę filmu nadal musimy w pewien sposób uwierzyć, dokładnie tak jak w magię, aby w pełni cieszyć się z seansu, ale ta oprócz kilku nielogiczności, jest naprawdę sprawnie napisana. W pewnych momentach potrafi przykuć do ekranu (nie tylko ze względu na magiczne sztuczki), a na losach bohaterów rzeczywiście nam zależy. Tym razem jest to opowieść o Dylanie, co nie powinno zupełnie dziwić oglądając pierwszą scenę. Poznajemy jego przeszłość oraz powiązania z Thaddeusem Bradley’em (Morgan Freeman) i Arthurem Tresslerem (Michael Caine), co dodaje do fabuły nieco osobistego wydźwięku.

2

Na umiejscowieniu w samym środku Dylana traci niestety cała reszta z wesołej ferajny. Atlas z jednej z ciekawszych postaci, w dwójce nie ma zbyt wiele do zaoferowania, a jego motywacje polegają jedynie na zdobyciu przywództwa w grupie magików. Jeszcze mniej czasu otrzymuje Jack Wilder, który nie dostaje żadnej solowej sceny. Na ich tle o wiele lepiej wypadają w podwójnej roli Woody Harrelson, dodający nieco humoru do filmu, tak samo jak Lizzy Caplan jako nowy członkini Jeźdźców, kradnąca większość grupowych scen. Również Morgan Freeman i Michael Caine ponownie doskonale sprawdzają się w swoich rolach. Kilka ciepłych słów można także napisać o Danielu Radcliffe’ie. Bad guy w jego wychowaniu to wyrachowany, pozbawiony skrupułów, nieradzący sobie z nagłymi wybuchami agresji typ, który na pierwszy rzut oka sprawia wrażenia kogoś miłego. Dla niektórych może być ciężko przełknąć, że odtwórca roli Harry’ego Pottera przeszedł na stronę zła, ale mimo wszystko jego występ świetnie wpasowuje się w charakter filmu.

3

W połowie „Iluzji 2” fabuła skręca nieco za bardzo w stronę kryminału w stylu Jasona Bourne’a, przez co film sporo traci na widowiskowości i tempie akcji. Dlatego to co robi największe wrażenie, to po raz kolejny rewelacyjnie zrealizowane sekwencje pokazujące sposób działania grupy i ich współpracę. Każdy z Jeźdźców dostaje wtedy swoje pięć minut, gdzie może zaprezentować pełnie swoich możliwości, a nam pozostaje jedynie z zapartym tchem oglądać ich pracę. Najlepiej to wypada na początku filmu, gdy bohaterowie próbują dostać się na konferencję i tylko dzięki ścisłej i dopracowanej do perfekcji współpracy im się to udaje. Dla właśnie takich magicznych warto skusić się po raz drugi na pokaz iluzji w wykonaniu Czterech Jeźdźców, nawet jeżeli pewne sztuczki są już zbyt ograne, reżyserowi Jonowi M. Chu udało się w nich tchnąć drugie życie.

7/10

promocja