Gdy trzy lata temu pierwszy film John Wick zaatakował kina, wziął wszystkich zaskoczenia. Postać, w jaką wcielił się aktor Keanu Reeves to hołd złożony na ołtarzu dobrego kina akcji. Tym bardziej oczekiwania względem następnej części były bardzo wysokie.

Widziałem raz, jak zabił trzech ludzi ołówkiem w barze…” – ta kwestia wypowiedziana przez jednego z antagonistów w pierwszej części przeszła już do klasyki. John Wick, zwany również przez rosyjskich mafiosów „Babą Jagą”, był niegdyś płatnym mordercą o niekwestionowanych umiejętnościach. Przeszedł jednak na emeryturę, by cieszyć się normalnym życiem u boku swojej żony. Sielankę przerywa ciężka choroba, a później śmierć małżonki. Żeby było tego mało, kilka dni po pogrzebie zostaje zaatakowany w swoim domu, co kończy się solidnym poturbowaniem, zabiciem szczeniaka – ostatniego podarku od ukochanej i kradzieżą cennego auta – Mustanga Boss 429 ‘69.

John nie mógł puścić tej zniewagi płazem, zwłaszcza że rabunku dokonał niczego nieświadomy Iosef Tarasov – syn dawnego pracodawcy słynnego w półświatku Baby Jagi. Po odesłaniu na tamten świat kilku tuzinów żołnierzy rosyjskiej mafii, wraz z ich przełożonymi i dopełnieniu zemsty wydawać by się mogło, iż John może w końcu oddalić się na zasłużoną emeryturę. Nic bardziej mylnego, albowiem nikt nie może wrócić do fachu zabójcy i ot, tak wszystko zostawić, szczególnie gdy ciążą na nim długi.

Zaledwie pięć dni po wydarzeniach z pierwszego filmu do drzwi Johna puka włoski mafioso Santino D’Antonio, oczekując spłaty dawnych zobowiązań. Kodeks nie pozwala odmówić naszemu bohaterowi, szczególnie gdy pakt przypieczętowano własną krwią. Ten jednak odrzuca propozycję już na samym wstępie, co rozpoczyna serię niefortunnych zdarzeń, testujących umiejętności Johna Wick’a do absolutnych granic możliwości.

Scenariusz do rozdziału drugiego, podobnie jak dla części pierwszej, napisał Darek Kolstad. Niestety duet reżyserski pracujący nad oryginałem uległ rozpadowi, dlatego na pokładzie został sam Chad Stehelski – niegdyś kaskader w filmach akcji, dziś reżyser. Chad, biorąc pod uwagę jego doświadczenie zawodowe, doskonale rozumie zasady, jakimi kieruje się wartkie kino akcji. Jego najnowszy film to tak naprawdę przeniesienie całej formuły pierwowzoru na nowy szkielet, rozbudowując jednocześnie poszczególne wątki, przy okazji doładowując film niezrównaną ilością energii. „Rozdział Drugi” to dosłownie John Wick na turbo-sterydach, wypełniony po brzegi wzbogaconym uranem, ale jednocześnie zmontowany z gracją baletnicy i wyczuciem smaku.

Zasadniczo formuła filmu jest prosta, by nie powiedzieć wręcz banalna. Mamy wątek nieugiętego (anty)bohatera, a także zemsty realizowanej, dopóki nie padnie ostatni wróg. Niemniej John Wick to prawdziwy hołd złożony na ołtarzu filmów akcji lat 80. i 90., tak chętnie niegdyś „kradzionych” na weekend z licznych osiedlowych wypożyczalni kaset VHS. To jednak wyłącznie jedna strona medalu, bowiem cała nadbudowa została tak skrojona, by sprostać wymaganiom estetycznym współczesnego kina z wręcz niespotykaną dotąd dbałością o szczegóły. John Wick 2 oferuje widzowi wyraziste postacie, dialogi które pamiętać będziemy długo i niezrównaną dozę czarnego humoru. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż zastosowana komiksowa stylistyka zadziałała w praniu idealnie. Do tego dochodzą zdjęcia – sceny kręcone w Rzymie i Nowym Jorku urzekają – współgrające z genialną muzyką, nadającej odpowiedniego tempa obrazowi.

Największy ukłon należy się jednak aktorowi Keanu Reeves, który po pierwsze stworzył ciekawą postać, ale również mimo swojego wieku (52 lat na karku) porusza się z szybkością i gracją pantery na ekranie. Potyczki Johna przypominają niemal taniec, wręcz śmiercionośny balet, gdy w zwarciu kładzie trupem kolejnych adwersarzy. Liczenie ciał nie ma sensu, gdyż szybko stracicie rachubę. Ostatni pokaz tak wyrafinowanej sztuki posługiwania się bronią palną widzieliśmy lata temu w filmie Equilibrium z 2002 roku.

Czy recenzowany obraz ma jakieś wady? Oczywiście, nie ma filmu idealnego i uważniejszy widz na pewno może przyczepić się do montażu jednej czy dwóch scen, albo poszczególnych wątków w scenariuszu, ale to tak naprawdę margines. John Wick jako cały obraz daje wiele radości z seansu. Nie da się lepiej obecnie spędzić dwóch godzin w kinie. Spostrzegawczy, tudzież obyty obserwator wyłapie smaczki z filmów, w których kiedyś zagrał Keanu – choćby Matrixa, z jednoczesnym odwołaniem do ikonicznych scen z klasyki kina akcji. Nie mogę i nie będę więcej zdradzać. Nie taka jest rola recenzji.

Jeśli zastanawiacie się nad wybraniem do kina, nie zwlekajcie dłużej. Do „Rozdziału Drugiego” możecie przysiąść nawet bez oglądania pierwszej części, ale jakaż byłaby to strata. Szczególnie jeśli dopowiem, iż historia Wick’a została rozpisana na trylogię. Sequel pod każdym względem okazał się godną kontynuacją „jedynki”, dlatego o losy trzeciego filmu jestem spokojny. Ten tytuł to czarny koń kończącego się powoli sezonu zimowego. Jednym słowem polecam!