Roberto Duran (Edgar Ramirez) dorastał w burzliwych dla Panamy czasach. Bieda, ubóstwo, głód i strach przed amerykańskim reżimem nie był mu obcy. Potrafił jednak walczyć o swoje, pokazując swoje bokserskie umiejętności w ulicznych bójkach. Podczas jednej z nich został zauważony przez lokalnego trenera Plomo (Pedro Perez). Kilka lat później, już na zawodowym ringu, Duran zaczął odnosić sukcesu, zawdzięczając to jedynie siłom swoich pięści. Jego menadżer Carlos Eleta (Rubén Blades) zaniepokojony marną techniką swojego podopiecznego, zatrudnia gwiazdę wśród trenerów boksu, Amerykanina Raya Arcela (Robert De Niro). Początkowo podchodzący z rezerwą do nowego trenera, Duran odkrywa pozytywne strony nowych metod i strategii walki. Bokser w końcu dostaje szansę zmierzyć się z Sugar Ray Leonardem (Usher Raymond) – niepokonanym amerykańskim bokserem, który swoją technikę walki wzoruje na legendarnym Muhammadzie Alim.

1

W filmie Jonathana Jakubowicza na pierwszy plan wysuwa się polityka rządu USA wobec Panamy w latach 70 i 80 XX wieku. „Kamienne pięści” rozpoczynają się od pierwszej walki Roberto Durana w Madison Square Garden, gdzie ma okazję spotkać Raya Arcela. Szybko jednak zostajemy przeniesieni o kilka lat wstecz, gdzie poznajemy młodego Roberto, który musi radzić sobie z niebezpieczeństwem otaczającego go świata. Obrazy, które zobaczy w tak młodym wieku odcisną swoje piętno w dorosłym życiu, a swoją nienawiść do okupujących Kanał Panamski Amerykanów przeleje na kolejnych przeciwników na ringu. Wątek polityczny ciągnie się przez cały film, wręcz spychając to co w kinie bokserskim najważniejsze, czyli figurę samego boksera, jego niełatwe relacje z trenerem i w ostateczności brutalne i emocjonujące pojedynki pięściarskie. Jakubowicz zbyt szybko stawia pomnik Duranowi, przekonując nas, że od jego bokserskiej kariery zależne są losy całego kraju. Tym samym sytuacja w Panamie staje się metaforą życia Roberto Durana.

Skutkuje to tym, że reżyser nie pozwala wybrzmieć swoim postaciom. Roberto Duran nie jest bohaterem, z którym można sympatyzować. Aroganckiego, zarozumiałego, impulsywnego, egocentrycznego boksera ciężko polubić, a co dopiero mu kibicować czy współczuć, nawet jeżeli niejednokrotnie powtarza, że poznał prawdziwe znaczenie głodu i nigdy więcej nie chce tego poczuć. W rozwinięciu się postaci nie pomaga także zupełnie pozbawiony charyzmy Edgar Ramirez. „Kamienne pieści” odgrywa doskonale znane toposy z kina bokserskiego. Szlachetny i dobroduszny weteran trenerskiego rzemiosła staje się dla głównego bohatera przyszywanym ojcem, którego nigdy nie miał. Seksowna żona Felicidad, która po uszy zakochuje się w Duranie, żeby ostatecznie odkryć jego zdradę, ale i tak do niego wraca, bo wie, że mąż ją potrzebuje. Zresztą cały wątek miłosny trzyma się jedynie dzięki uroczej Anie de Armas. Nie zabrakło także chciwego menadżera dbającego o własny interes (Rubén Blades), trzęsącego całym bokserskim półświatkiem gangstera (John Turturro), czy zwariowanego przyjaciela z dzieciństwa (Óscar Jaenada), który żeruje na pieniądze i sławę Durana. Jedynie Sugar Ray Leonard wybija się spośród całej plejady schematycznych postaci, niestety na swoją niekorzyść. Usher Raymond zupełnie nie nadaje się do roli boksera. Mający na karku ponad 70 lat De Niro wzbudziłby o wiele większe wrażenie jako bokser niż popularny muzyk. Sugara Ray Leonarda ciężko polubić z dokładnie przeciwnych powodów niż Roberto Durana. Wiecznie uśmiechnięty, wręcz tańczący bokser nie wzbudza żadnej sympatii, chociaż sprawia wrażenie, jakby nie chciał nikomu zrobić krzywdy i jako jedyny czerpał radość z boksu. Nie wiem co podyktowało twórcom, aby zatrudnić do tej roli Ushera, ale to był najgorszy możliwy wybór.

2

„Kamienne pięści” ciepią na masę niedoróbek zarówno technicznych jak i scenariuszowych. W jednej ze scen Duran przygotowujący się do walki o pas, trenuje w czapce z logiem Myszki Miki, chociaż reżyser usilnie co jakiś czas przypomina nam, jak to Roberto nienawidzi Ameryki i wszystkim co z tym związane. W filmie brakuje wyrazistych i emocjonujących pojedynków pięściarskich, co powinno stanowić esencję filmu i wisienkę na torcie. Zapomnijcie o emocjach z „Creeda” czy nawet „Do utraty sił”. Tutaj częściej wybrzmiewają słowa trenerów w narożniku niż kolejne ciosy, a walki kończą się bardzo szybko. Bokserzy pomimo morderczych 8 czy 15 rund spędzonych na ringu, nie mają żadnych obrażeń na ciele, wyglądając jakby wyszli dopiero co z sauny po całym dniu w spa. Jeżeli zaś chodzi o kwestie fabularne, to mamy zbyt wiele niepotrzebnych postaci lub niewyjaśnionych wątków. Nie wiemy czemu Duran zgodził się, aby trenował go podstarzały Amerykanin. Niepotrzebne było również wprowadzenie rodziny młodego Roberto, która w późniejszym jego życiu nie pojawia się nawet na minutę, nie wspominając już o powrocie biologicznego ojca czy owego przyjaciela z dzieciństwa Chaflana, którego zbędność musieli dostrzec sami twórcy, bo jego wątek w drugiej połowie filmu nagle się kończy.

3

Boks to bardzo wdzięczny temat w temacie biograficznych sportowych dramatów. Gdy zatrudnia się do roli trenera Roberta De Niro mamy praktycznie samograj, ale Jonathana Jakubowicza zagubiła ambicja stworzenia czegoś więcej, niż opowieści o przezwyciężaniu losu przez jednego z najbardziej wyrazistych bokserów świata. Jednak pomimo tak wielu minusów i praktycznie zerowych emocjach podczas pojedynków na ringu, film ogląda się nie najgorzej, choć głównie to zasługa wyrazistej roli De Niro oraz seksownej Anie de Armas.

6/10