Po kilku solowych filmach najbardziej znanych bohaterów z uniwersum Marvela, w końcu musiał nadejść ten moment, kiedy kolejne przygody Kapitana Ameryki, Thora czy Iron Mana będą miały wpływ nie tylko na głównego bohatera oraz kilku pobocznych postaci, ale na cały świat wykreowany w kinowym uniwersum. „Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” z powodzeniem mógłby być kolejną częścią „Avengersów”, gdzie zamiast wspólnie bić przybyszów z kosmosu czy wrogie inteligentne roboty, cała superbohaterska śmietanka toczyłaby bratobójczy pojedynek o własne racje i przekonania. Jednak gdy kolejne przygody „Avengersów” są odrealnione i brak w nim czasu na bardziej przyziemne sprawy, tak od pierwszej części „Kapitana Ameryki” polityka została bardzo wyraźnie nakreślona. Dlatego ciężko wyobrazić sobie, aby to nie Steve Rodgers stał na czele buntu przeciw władzy, prawo i ograniczenia prywatności. A robi to w sposób o wiele lepszy niż w „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości”.

1

Wydarzenia z filmu są bezpośrednią kontynuacją „Avengers: Czas Ultrona”, do tego produkcja mocno nawiązuje do „Kapitana Ameryki: Zimowego żołnierza”, więc jeżeli nie widzieliście jeszcze tych dwóch filmów, czas nadrobić zaległości przed „Wojną bohaterów”. Kapitan Ameryka (Chris Evans) staje na czele nowej grupy Avengersów, która mierzy się z nowym przeciwnikiem w Laos w Nigerii. Tak jak w przypadku Nowego Jorku i Waszyngtonu i tu nie obyło się bez strat w cywilach. Po aktualnych wydarzeniach, jak również zniszczeniu Sokowii przez Ultrona, rząd USA we współpracy z ONZ i grubo ponad setką innych krajów, chcą kontrolować poczynania superbohaterów, tak aby już nigdy więcej nie dochodziło do podobnych incydentów. Jednym z popierających nową ustawę jest Tony Stark (Robert Downey Jr.), który czuje się odpowiedzialny za starty w Sokowii. Po jego stronie stają War Machine (Don Cheadle), Czarna Wdowa (Scarlett Johansson), Vision (Paul Bettany), Czarna Pantera (Chadwick Boseman) oraz Spider-Man (Tom Holland). Kapitan Ameryka nie zgadza się na rejestrowanie superbohaterów, gdyż po wydarzeniach z „Zimowego żołnierza” nie jest już w stanie zaufać żadnej organizacji. Z jego przekonaniami zgadzają się Falcon (Anthony Mackie), Scarlet Witch (Elizabeth Olsen), Hawkeye (Jeremy Renner) oraz Ant-Man (Paul Rudd). Avengersi zostają podzieleni na dwa obozy. W międzyczasie światu zagraża nowy przeciwnik – Zemo (Daniel Brühl), który ma na celu zgładzenie wszystkich superbohaterów.

2

Jak na standardy kina akcji przystało, „Wojnę bohaterów” otwiera widowiskowa scena bitwy, gdzie grupa Avengersów dowodzona przez Kapitana Amerykę ściga Crossbones’a (Frank Grillo). Znany z „Zimowego żołnierza” przestępca chce wykraść z centrum chorób zakaźnych w Laos w Nigerii groźną substancję. Podczas walki dochodzi do incydentu, gdzie giną cywile. Po trzech poprzednich zdemolowanych miastach, czwarte przelało czarę goryczy i światowe rządy wraz z ONZ postanowiły raz na zawsze ukrócić samowolkę Avengersów. „Wojna bohaterów” nie popełnia tego samego błędu co „Batman v Superman” i polityka oraz sprawy bezpieczeństwa narodowego cały czas są na uboczu historii. Są przyczynkiem do podzielenia superbohaterów, ale w żadnym momencie nie wyłaniają się na pierwszy plan. Historia skonstruowana jest w taki sposób, aby to poprzez relację i wątpliwości między postaciami budować polityczno-społeczne podłoże całej historii.

Motywacje bohaterów są jasne i po raz kolejny i nie ostatni bracia Russo wychodzą ze starcia ze Zackiem Snyderem z niebiesko-czerwoną tarczą z gwiazdą na samym środku. Tony Stark ściśle współpracujący z rządem, po porażce ze stworzeniem Ultrona, zdaje sobie sprawę, że ma krew na rękach, której nie da się zmyć. On, Ultron, ale i poniekąd reszta Avengersów są winni śmierci cywili w Nowym Jorku, Waszyngtonie, Sokowii i Laos. Z drugiej strony mamy Kapitana Amerykę, który cały czas wierzył w ideały T.A.R.C.Z.Y., a po wydarzeniach z „Zimowego żołnierza” nie jest w stanie zaufać żadnej organizacji rządowej. Reszta znanych superbohaterów podąża śladami Steve’a Rodgersa lub Tony’ego Starka i ich motywacje są w zasadzie jasne. Część pozostaje przy swoich najlepszych przyjaciołach, inni wierzą w swoje przekonania. Najgorzej w tym wszystkim wypada Natasha Romanoff, która w płomiennej przemowie w zakończeniu drugiej części „Kapitana Ameryki”, jasno dała znać, że nie da się usidlić przez żadne rządy, zaś z miejsca popiera inicjatywę traktatu i pomysł z kontrolowaniem i rejestrowaniem ludzi z nadprzyrodzonymi zdolnościami.

3

Swoje debiuty w szeregach Avengersów zaliczyła trójka nowych bohaterów. Znany z solowego filmu Ant-Man jest wielkim fanem całej superbohaterskiej grupy, a daje o tym znać już przy pierwszym spotkaniu z Kapitanem Ameryką, kiedy nie może uwierzyć, że będzie walczył u jego boku. Humor w filmie pojawia się dosyć późno (co nie znaczy, że „Wojna bohaterów” jest sztywna i pompatyczna jak „Batman v Superman”), ale braki szybko nadrabiają Scott Lang wraz z Peterem Parkerem. Całe szczęście, że Marvel dogadał się z Sony w sprawie postaci Spider-Mana, bo nastoletni człowiek-pająk kradnie większość filmu. Ma doskonałe wejście, a Tom Holland wydaje się stworzony do tej roli. Tak samo jak Lang, jest ogromnym fanem Avengersów, a jako najmniej doświadczony z całej zgrai, Stark musi stać się mentorem dla młodego protegowanego, który potrzebuje pomocy na polu walki. Spider-Man zalicza genialny występ i nawet animowany kostium nie sprawia, że alter ego Petera Parkera odstaje od urealnionych kostiumów całej reszty. Niestety podobnych pochlebnych opinii nie można napisać o Czarnej Panterze. Kostium wojownika z Wakandy wywiera ogromne wrażenie, tak samo jak i jego styl walki, ale bohaterowi brakuje nieco charakteru, lecz jako T’Challa wypada o wiele bardziej przekonująco. Jednakże każda z postaci blednie przy zjawiskowej i niezwykle seksownej cioci May (Marisa Tomei), która tym razem nie jest podstarzałą panią, a atrakcyjną kobietą w średnim wieku. Skoro odmłodzono Petera Parkera, zrobiono to samo z jego opiekunką, a efekt jest wręcz olśniewający,

4

Każdy z superbohaterów, począwszy od Kapitana Ameryki, a skończywszy na Visionie, War Machine czy Agentce 13 (Emily VanCamp) dostaje swój czas na ekranie. Podział jest sprawiedliwy, choć nie można zapominać, że to historia Kapitana Ameryki, więc siłą rzeczy on i jego ekipa zabiera najwięcej uwagi na ekranie. I jak nie można czepiać się gościnnych występów Ant-Mana, Spider-Mana, Visiona i Hawkeye, tak War Machine wyraźnie zostaje daleko w tyle. Po początkowych kilku scenach, szybko znika, aby pojawić się dopiero w wielkiej bitwie między drużynami Kapitana Ameryki i Iron Mana.

Bitwa na lotnisku na długo pozostanie wizytówką filmów Marvela. Przebija to wszystko co do tej pory widzieliśmy w obu częściach Avengersów czy licznych solowych filmach. Sekwencja walk może i nie jest tak widowiskowa jak było to w komiksach, ale wszelkie niedoskonałości inscenizacyjne twórcy zamaskowali rewelacyjnym montażem, gdzie każdy z superbohaterów może zaprezentować swoje możliwości. A że Avengersi chętnie ze sobą współpracują, przechylając tym samym szalę zwycięstwa na swoją korzyść, mamy całą feerię barw z rewelacyjną choreografią walk. Zresztą wojna bohaterów na lotnisku nie jest ostatnią bitwą w całym filmie, a ta ostatnia potrafi wzbudzić emocje, nie tylko poprzez spory ładunek emocjonalny obu postaci, ale i kilka nowych sztuczek, którymi nas raczą.

5

Jedną z przypadłości filmów Marvela są słabi przeciwnicy. W „Wojnie bohaterów” mamy ich trzech, z czego jeden znika z ekrany równie szybko jak się pojawia. Dużo ciekawiej jest z pozostałymi dwoma. Bucky Burnes (Sebastian Stan) to postać z ogromną dawką potencjału. Tym razem nie jest zimnokrwistym zabójcą z „Zimowego żołnierza”, a kimś, kto boi się swojego wewnętrznego demona. Jak się okazuje, Bucky jest jedną z najważniejszych postaci w całym uniwersum, który miał ogromny wpływ na kształtowanie charakterów wielu postaci. Dwóch z nich pragnie zemsty na Zimowym żołnierzu, na co nie może pozwolić Kapitan Ameryka, wierzący w dobroć swojego przyjaciela sprzed lat. Na tle panteonu superzłoczyńców całkiem nieźle wypada Zemo. Twórcy długo każą nam czekać na poznanie motywów tajemniczego przestępcy, a na tym zabiegu cierpi sama postać. Zemo byłby genialnym złoczyńcą, gdyby odpowiednio przedstawiono jego motywację, bo przez większość filmu jedynie realizuje swój plan, a my kompletnie nie wiemy co ma na celu, dlaczego to robi i skąd ma tak duże możliwości.

6

„Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów” to najlepsze co spotkało kino superbohaterskie od czasów pierwszego „Iron Mana”. Obok pierwszych przygód Tony’ego Starka i „Strażników galaktyki”, trzecie przygody Kapitana Ameryki to najlepsza część kinowego uniwersum Marvela i jeden z najlepszych filmów o superbohaterach w historii kina. Dynamiczna, angażująca i sprawiająca dużo frajdy akcja łączy się z dojrzałą fabułą, która w odróżnieniu od obu „Avengersów”, nie jest tylko powodem do wielkiej rozwałki. „Wojna bohaterów” będzie miała jeszcze większe odbicie w świecie wykreowanym przez Marvela niż „Czas Ultrona” i „Zimowy żołnierz”, a ja z wypiekami na twarzy oczekuję kolejnych produkcji z Kapitanem Ameryką, Iron Manem i Spider-Manem w rolach głównych.

Ocena: 9/10

foto: Marvel
promocja