Oglądając w kinie liczne zwiastuny nadchodzących blockbusterów miałem nieodparte wrażenie, że te filmy nie spełnią moich oczekiwań. Najpoważniejszym problemem niemal każdego zwiastuna kinowego jest bowiem zdradzanie przebiegu całej fabuły w trzyminutowym montażu. Da się to jeszcze przeboleć, bo jak film jest dobry, to obroni się nie tylko scenariuszem, ale i innymi aspektami. Gorzej, jeżeli filmy na zwiastunach wyglądają przeciętnie, nie przekonują pomysłem,  konwencją, ani tym bardziej efektami specjalnymi. Tak też miałem w przypadku najnowszego hitu Disneya „Księga dżungli”, który jednakże… olśniewa od pierwszej do ostatniej minuty!

1

Mowgli (Neel Sethi – jedyny ludzki aktor) został odnaleziony przez panterę Bagheera (Ben Kingsley) pośrodku dżungli. Małego chłopca przygarnęło stado wilków pod dowództwem Akeli (Giancarlo Esposito). Ludzkie szczenię wychowała Raksha (Lupita Nyong’o) wpajając chłopcu prawa i zasady rządzące w dżungli. Po kilku latach, gdy na dżunglę spada widmo suszy, znów daje o sobie znać groźny tygrys Shere Khan (Idris Elba). Postrach dżungli ma prywatne porachunki z ludźmi, a pojawia się przed nim doskonała okazja, aby zemścić się za krzywdy wyrządzone mu przed laty. Shere Khan postanawia zabić Mowgliego. Chłopcu w ucieczce przed tygrysem pomaga Bagheera i niedźwiedź Baloo (Bill Murray).

„Księga dżungli” zachwyca pod względem efektów specjalnych i kreacji świata, który został w całości stworzony za pomocą komputerów. To wizualne piękno objawia się w każdym ujęciu, każdym źdźble trawy czy spadającym z drzewa liściu. Nie jest przesadą napisać, że to najładniej wykreowany wirtualny świat od czasów „Avatara”. Film Camerona rozgrywał się jednakże na fikcyjnej planecie i twórcy mogli tam popuścić wodze fantazji. W „Księdze dżungli” musiano zachować zgodność z tym, co naprawdę możemy podziwiać w dżungli, dlatego tym bardziej należą się twórcom brawa za stworzenie świata tak barwnego, a jednocześnie niedostępnego i wrogiego dla ludzi. Jeszcze większe wrażenie robią zwierzęcy bohaterowie tej opowieści. W końcu na ekranie doczekaliśmy się wirtualnych zwierząt, które nie odstraszają swoim wyglądem. W filmie mamy całą paletę barwnych gatunków, od żab i myszoskoczków, po nosorożce i słonie, a każdy z nich wygląda perfekcyjnie.

2

Dlatego też z taką łatwością da się uwierzyć i wciągnąć w świat przedstawiony w filmie Jona Favreau’a. Duża też w tym zasługa doskonałego Neela Sethiego. Młody aktor nie tylko doskonale pasuje do swojej roli, czując motywacje i wątpliwości swojej postaci, odgrywając ją z pełną powagą – szybko zapominamy, że na planie wcale nie rozmawiał z niedźwiedziem czy monstrualną małpą.

Koniec końców ulubieńcem publiczności i tak zostanie Baloo. Filmowy niedźwiedź nie jest tak niedojrzałym i niezdarnym osobnikiem jak ten z filmu animowanego, ale to wciąż leniwy, wysługujący się innymi, beztroski miś-filozof, mający wielkie serce i skrywający w sobie ogromną odwagę.

Również polski dubbing zdał w tym przypadku egzamin. Nie wiem jak prezentują się oryginalne głosy, ale Bernard Lewandowski (Mowgli), Jerzy Kryszak (Baloo), Jan Peszek (Bagheera) i Jan Frycz (Shere Khan) sprawiają, że ani przez chwilę nie żałowałem, że nie wybrałem się na wersję z napisami. Ich głosy, jak i innych aktorów dubbingujących, brzmią naturalnie i zostały odpowiednio dobrane do swoich ról.

THE JUNGLE BOOK (Pictured) MOWGLI and BALOO. ©2016 Disney Enterprises, Inc. All Rights Reserved.

„Księga dżungli” to koronny przykład doskonałej pracy reżysera. Jon Favreau po autorskim „Szefie”, może wpisać do swojego dorobku kolejny bardzo dobry film familijny. Na „Księdze dżungli” dobrze bawić będą się nie tylko najmłodsi widzowie, ale również ci starsi, niezależnie od tego czy znają książkowy pierwowzór czy też film animowany od Disneya sprzed prawie 50 lat. Nowe przygody Mowgliego stoją gdzieś pośrodku obu produkcji, wciąż posiadając wdzięczny i przygodowy charakter z filmu animowanego, ale pozostawiając dojrzałą opowieść o dorastaniu, przyjaźni i tolerancji z powieści Rudyarda Kiplinga.

4

„Księga dżungli” to jedno z pierwszych pozytywnych zaskoczeń tego roku. Przed nami prawdziwy wysyp wiosennych i letnich blockbusterów, dlatego dobrze, że najnowsza produkcja Disneya pojawiła się przed nieco bardziej komercjalnymi produkcjami, bo szczerze kibicuję jej sukcesu finansowego. „Księga dżungli” nie jest jedynym filmem aktorskim, który chce odświeżyć Disney. W kolejce czeka chociażby Dumbo i choć podczas ogłaszania prac nad tą produkcją, zastanawiałem się, jaka idea przyświeca Disneyowi, tak teraz jestem spokojny o losy remake’u przygód słonia z wielkimi uszami.

8/10

foto: Disney Enterprises, Inc.
promocja