Sympatyczna panda Po powraca. Zaskakujące wydarzenia z zakończenia drugiej części jasno wskazywały, że studio Dreamworks ma w planach jeszcze jedną część „Kung Fu Pandy”. Miks filmów z Brucem Lee i kina wuxia w animowanej otoczce okazał się strzałem w dziesiątkę. Tylko czy widzowie, a w szczególności dzieci, chcą po raz trzeci oglądać film, gdzie niepozorny smoczy wojownik przywraca równowagę kung-fu we wszechświecie? Po świetnych dwóch pierwszych częściach, można było mieć spore obawy, czy zamknięcie trylogii spełni oczekiwania. Jak się jednak okazuje, nie należy przedwcześnie lekceważyć potęgi pand.

1

Do świata żywych powraca Kai (J.K. Simmons), niegdyś wielki wojownik i brat w boju Oogway’a (Randall Duk Kim), który zebrał energię chi od każdego nieżyjącego mistrza kung fu. W międzyczasie Po (Jack Black) przejmuje rolę nauczyciela od Shifu (Dustin Hoffman). Nie radzi sobie jednak najlepiej z nowymi obowiązkami. Do wioski przybywa tajemnicza panda, łudząco podobna do smoczego wojownika. Szybko okazuje się, że Li (Bryan Cranston) jest zaginionym ojcem Po. W obliczu nowego zagrożenia, Po wyrusza wraz z Li i Panem Pingiem (James Hong) do ukrytej krainy, gdzie mieszkają pandy. Po ma od nich nauczyć się opanowania zapomnianych technik chi, które pomogą mu pokonać Kaia i uwolnić mistrzów z niewoli.

„Kung Fu Panda 3” trwa tyle samo co poprzednie części (ok. półtorej godziny), a mimo wszystko fabuła gna do przodu, nie zwalniając aż do wielkiego finału. Już na początku dochodzi do wielkiego starcia między Kaiem a Oogway’em, dzięki której znany i lubiany mistrz (wyraźnie wzorowany na Yodzie z „Gwiezdnych Wojen”) pokazuje swoją wielką moc, zaś Kaia poznajemy jako potężnego, ale i szalonego przeciwnika, który nie cofnie się przed niczym. Gdy wracamy z zaświatów, jest już tylko lepiej. Po nie radzi sobie w roli mistrza, co nie podoba się wielkiej piątce z Tygrysicą na czele (Angelina Jolie). Może jednak szybko zapomnieć o niepowodzeniach i poznać swoich pobratymców.

2

Smoczy wojownik zafascynowany jest nowym miejscem, jak i resztą pand. Musi nauczyć się jak być pandą, co jest zadaniem o tyle trudnym, że Li i reszta ferajny wyznają pandzią filozofię. Nie chodzą a turlają się, nie znają pałeczek do jedzenia, bo wystarczają im łapy (dzięki którym mogą więcej jeść), ich metody treningowe polegają na spaniu, zaś ich ulubioną rozrywką jest taniec. Sielanka jednak nie będzie trwała zbyt długo, bo Kai depcze po piętach największemu wojownikowi w historii kung fu. Po będzie musiał zmierzyć się z wyznaniem, od którego próbował uciec i nie tylko odkryć kim jest, ale także stać się nauczycielem dla dziesiątek pand.

3

Seria „Kung Fu Panda” zawsze stała humorem. Nie inaczej jest w trzeciej części, kiedy to niezdarne pandy z Po na czele, rozśmieszają najróżniejszymi żartami sytuacyjnymi. Mogłoby się wydawać, że taka ilość pand na ekranie zaburzy nieco powagę i dramatyzm całej historii, ale nic bardziej mylnego. W „Kung Fu Panda 3” jest czas zarówno na zabawę, walki jak i dramatyczne wejścia (na czym budowany jest jeden z pierwszych gagów). I choć można czepiać się, że Wielka Piątka nie odgrywa tu żadnej znaczącej roli, zaś nowy antagonista to kolejny bezbarwny przeciwnik do pokonania, ale postać Po i jego wielka odwaga sprawiają, że trzecia część dorównuje poprzednim dwóm. Dreamworks nie zdecydowało się na kolejny cliffhanger, więc można chyba uznać trylogię za zamkniętą całość. Nie oznacza to jednak, że nie doczekamy się spin-offa z pandami w rolach głównych. Czyżbyśmy mogli liczyć na kolejną wersję  „Pingwinów z Madagaskaru”?

8/10

foto: DreamWorks Animation
promocja