„Królewna Śnieżka i Łowca” z 2012 roku była jedną z pierwszych produkcji, które zapoczątkowały trend przenoszenia klasycznych baśni na duży ekran. Film odniósł kasowy sukces, co dało światło kolejnym filmom z „Czarownicą” i „Kopciuszkiem” na czele, które rozpoczęły szturm na kina, tak jak kilka lat temu uczyniło to kino superbohaterskie czy mniej więcej w tym samym czasie biblijne. Mało kto jednak spodziewał się, że doczekamy się kontynuacji historii Śnieżki i Królowej Ravenny. Twórcy chcieli upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i w filmie „Łowca i Królowa Lodu” otrzymujemy zarazem prequel jak i sequel do filmu sprzed czterech lat.

1

Po zabójstwie króla, jego żona Ravenna (Charlize Theron) objęła władzę nad całym królestwem. Było to jednak dla niej za mało i chciała władać całym Południem. Pomóc w tym jej miała jej siostra Freya (Emily Blunt), która jednakże wciąż nie obudziła swoich mocy, przez co w oczach siostry stała się bezużyteczna. Wkrótce później Freya powiła dziecko z przystojnym księciem z innego królestwa. Starsza siostra uknuła intrygę i przy wykorzystaniu swoich demonicznych mocy zmusiła księcia do zabójstwa swojego potomka. Gdy Freya dowiedziała się o tym, jej serce zamieniło się w bryłę lodu, tym samym zyskując lodowe moce. Opuściła swoją siostrę i wyruszyła na północ, zbierając armię i podbijając całą tamtejszą krainę. Z podbitych miast i wsi zabierała dzieci, które szkoliła do swojej armii łowców. Wiele lat później Eryk (Chris Hemsworth) i Sara (Jessica Chastain) łamią jedyne prawo ustanowione w lodowym królestwie, w którym miłość jest zabroniona.

Poznanie wcześniejszych wydarzeń, głównie pod kątem złej wiedźmy Ravenny, wydawało się całkiem dobrym konceptem na film. Moje rozczarowanie było ogromne, gdy cała przeszłość Królowej, jej siostry i tytułowego łowcy została zamknięta w niecałych 30 minutach. Co prawda dowiadujemy się skąd siostry mają swoje moce, a także w jaki sposób powstali łowcy z Erykiem na czele, ale ciężko nie odnieść wrażenia, że budowanie świata nie wychodzi twórcom zbyt dobrze. Nadal pewne wątki nie zostały domknięte, czy to w pierwszej czy drugiej części filmu, ale sądząc po cliffhangerze z zakończenia „Łowcy i Królowej Lodu”, można spodziewać się kontynuacji.

2

Kolejne 75 minut, czyli ta część, w której poznajemy wydarzenia po pokonaniu Ravenny i objęciu tronu przez Śnieżkę, nie jest aż tak ciekawa jak poprzednia. To po prostu przeciętny film przygodowy, łączący w sobie wątki zaczerpnięte z „Władcy Pierścieni”, „Hobbita”, „Opowieści z Narni”, „Czarownicy”, „Kronik Shannary” a nawet „Wiedźmina”, lecz nie filmu, a growej trylogii. Eryk wyrusza wraz z dwoma krasnoludami – Nionem (Nick Frost) i Gryffem (Rob Brydon), gdzie już w pierwszej karczmie robią rozróbę, żeby chwilę wcześniej przeszukiwać teren w poszukiwaniu złotego lustra, ze skutecznością, której nie powstydziłby się sam Geralt. Gdyby tego było mało, Nion łudząco podobny jest do Zoltana z powieści Sapkowskiego i tak jak jego kolega z innego uniwersum, on również ma spore poczucie humoru. Zresztą wszystkie krasnoludy, włącznie z Panią Bromwyn (Sheridan Smith) i Doreeną (Alexandra Roach) dostarczają sporej dawki rozrywki.

3

Jeżeli film miał czymkolwiek przyciągnąć nieco bardziej wymagającego widza, to nazwiskami widniejącymi w materiałach promocyjnych. Obsada niestety zawodzi nie mniej niż scenariusz, ale nie jest to winą aktorów, a reżysera Cedrica Nicolasa-Troyana, który najwyraźniej nie potrafił wykorzystać potencjału drzemiącego szczególnie w żeńskiej obsadzie. Emily Blunt od początku do końca gra na jednej i tej samej chłodnej linii. Rozumiem, że jej postać miała nie okazywać żadnych uczuć, ale wypada po prostu blado w porównaniu do doskonałej Charlize Theron. Gdyby tylko w filmie byłoby więcej Ravenny, może dałoby się tę produkcję jakoś uratować, ale Charlize Theron pojawia się wyłącznie na początku i końcu filmu. Nie najlepiej wypada też Jessica Chastain, która aktorsko dała zepchnąć się na dalszy plan Chrisowi Hemsworthowi, który co prawda nie odgrywa tu roli Thora, ale też nie zaskakuje niczym, czego nie widzieliśmy w „Królewnej Śnieżce i Łowcy”.

4/10