VR i AR nie osiągnęły globalnego sukcesu do momentu wydania Pokemon GO dwa miesiące temu. Był to zupełnie inny wymiar zabawy, gdzie gracze musieli wyjść z bezpiecznego miejsca zwanego domem i wyruszyć co najmniej wokół własnej okolicy, w poszukiwaniu coraz to liczniejszych jak i rzadszych gatunków Pokemonów. To dopiero początek wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości. „Nerve” próbuje odpowiedzieć na pytanie, do jakich granic może posunąć się człowiek, aby nakarmić swoją rządzę adrenaliny, rozrywki oraz sławy.

1

Vee (Emma Roberts) jest wycofaną, nieco introwertyczną dziewczyną, która od wielu lat jest w cieniu jej najlepszej przyjaciółki, przebojowej i popularnej Nancy (Emily Meade). Przyjaciółka namawia dziewczynę do wzięcia udziału w grze, w której gracze wykonują najróżniejsze, najbardziej wymyślne i niebezpieczne wyzwania, zarabiając przy tym pieniądze, wpłacane przez dyktujących warunki gry obserwatorów. Jednym z pierwszych zadań Vee jest pocałowanie nieznajomego. Tak natrafia na przystojnego i odważnego Iana (Dave Franco), z którym na zlecenie obserwatorów tworzy parę graczy. Vee nie wie jednak, że niewinna gra szybko przerodzi się w prawdziwą walkę o życie, w której nie można ufać innym graczom.

„Nerve” zaczyna się jak przeciętna komedia dla nastolatków o problemach sercowych i trudnościach z akceptacją rówieśników. Henry Joost i Ariel Schulman najwyraźniej zainspirowali się telewizyjną produkcją pt. „Cyberszantaż” z 2015 roku, z której podebrano wiele pomysłów na przedstawienie cybernetycznego świata. Gdy Vee stanie się graczem, film skręca o 180 stopni, tworząc niebezpieczną mieszankę ekscytacji, strachu, napięcia oraz ciekawości. Po kilku dosyć łatwych zadaniach, przychodzi czas na prawdziwą próbę, gdzie bohaterowie będą musieli postawić swoje życie na szali, a wszystko to dla sławy, pieniędzy i chęci udziału w dalszej grze, ponieważ niepowodzenie oznacza utratę wszystkich zarobionych wcześniej pieniędzy. Twórcom rewelacyjnie wyszło budowanie napięcia w scenach z najbardziej ryzykownymi wyzwaniami. Siłą „Nerve” są właśnie towarzyszące emocje podczas wykonywania przez bohaterów kolejnych zadań. Ciężko jest nam się utożsamić czy to z Vee, czy z Ianem, o Nancy już nie wspominając, a mimo wszystko szybko zaczyna zależeć nam, aby bohaterowie cali i zdrowi wypełnili swoje wyzwanie.

2

Duża w tym zasługa chemii między Emmą Roberts oraz Dav’em Franco. Żadna z postaci nie ma czasu na odpowiednie rozwinięcie i szybko grzęzną w swoich archetypach, ale parę aktorów ogląda się na ekranie po prostu dobrze. Emma Roberts po raz kolejny wciela się w niewinną i nieśmiałą dziewczynę, Dave Franco zaś powiela swoje emploi znane, chociażby z „Sąsiadów” czy obu części „Iluzji”, ale ich wspólna gra rekompensuje nieco gorszy drugi plan, w którym nie ma ani jednej ciekawej postaci.

Twórcy stylistykę „Nerve” wykradli z filmów Nicolasa Windinga Refna, a w szczególności z „Tylko Bóg wybacza”. Błękitno-pomarańczowo-fioletowe neonowe światła, mieszają się z barwnymi kolorami ubrań postaci oraz wiecznie rozświetlonymi drapaczami chmur Nowego Jorku. Gra światłem buduje doskonały klimat podczas wykonywania wyzwań przez bohaterów, obrazując tym samym uczucia i emocje towarzyszące im w danej chwili. Na pochwałę zasługuje także ścieżka dźwiękowa, która łączy w sobie kawałki pop, klasycznego rapu z lat 80 XX wieku, czy muzyki klubowej.

3

Nie rozczarowuje także zakończenie. Choć inspirowane „Igrzyskami śmierci”, to w logiczną całość zamyka historię, przy czym twórcy dopiero od tego momentu zaczynają moralizować widza. Anonimowość w sieci jest fikcją, a przy tym niebezpiecznym narzędziem dla poszczególnych jednostek, którzy mogą paść ofiarą czujących się bezkarnie w cyfrowym świecie społeczności. Na szczęście „Nerve” nie kończy się na pogadance pouczającej, bo dostajemy całkiem zaskakujący i trzymający w napięciu zwrot akcji.

4

„Nerve” to produkcja skierowana przede wszystkim do nastolatków. Jest głośna, szybka, kolorowa, a przy tym cała masa bezpretensjonalnej zabawyy, ale gdzieś w tym wszystkim nieco dojrzalszy widz może nie wczuć się w konwencję, a przy tym wiele stracić z emocji zawartych w filmie. Pomimo tego warto dać „Nerve” szansę, bo tak dobrego filmu o niebezpieczeństwie cyfrowego świata już dawno nie było.

8/10

promocja