Kino kumpelskie trzyma się bardzo dobrze. Shane Black, reżyser „Kiss Kiss Bang Bang” i „Iron Mana 3” oraz scenarzysta pierwszej części „Zabójczej broni”, powraca do swoich korzeni z najnowszą komedią kryminalną. I po raz kolejny udowadnia, że jest prawdziwym mistrzem godzenia ze sobą dwóch skrajnie różnych charakterów. Czerpie to co najlepsze z napisanych przez siebie przygód Martina i Rogera, nie zapominając o ukazywaniu ludzkiej strony swoich postaci, tak jak to czynił w trzeciej odsłonie o Tonym Starku. Tym razem reżyser przenosi widza do pękającego w słońcu Los Angeles lat 70. XX wieku. Nie brakuje więc seksu (z mocno zaakcentowaną branżą porno), narkotyków, kultu disco i hipisów. Wszystko to oblane historią niczym z filmów noir. „Nice Guys. Równi goście” doskonale odnajdują się w tym wielobarwnym świecie.

1

Jackson Healy (Russell Crowe) jest cynglem do wynajęcia, który nie boi się żadnej roboty, najpierw bijąc, a dopiero później pytając. Nie jest tani, ale bardzo skuteczny. Holland March (Ryan Gosling) to jego totalne przeciwieństwo. Choć jest prywatnym detektywem, to najprawdopodobniej najgorszym w tym zawodzie. Podejmuje się jedynie bezpiecznych zadań, wykorzystując przy tym swoich zleceniodawców wyciągając od nich jak największe wynagrodzenie. Samotnie wychowuje swoją córkę Holly (Angourie Rice). Podejmuje się on zadania odnalezienia gwiazdki porno Misty Mountains (Murielle Telio), która co prawda zginęła w tajemniczym wypadku, ale jej stara ciotka Amelia twierdzi, że widziała ją parę dni po wypadku. Healy przyjmuje od Amelii (Margaret Qualley) zlecenie pozbycia się nasłanych na nią dwóch gości. Jednym z nich jest March. Jak się później okazuje, Amelia poszukiwana jest przez wiele osób, a wszystko kręci się wokół zagadkowej śmierci Misty.

Jak na standardy kina noir przystało, film rozpoczyna się od narracji z offu jednego z głównych bohaterów (i tak też się kończy). W latach 50. i 60. uwielbiano opowieści o dzielnych detektywach, spiskach sięgających samej góry, podejrzanych zleceniodawcach, a w tle przewijający się motyw morderstwa jakiejś celebrytki. Dokładnie wszystko to znajdziemy w „Nice Guys. Równi goście”, z tym wyjątkiem, że detektyw jest pierdołowatym, stroniącym od przemocy, zmęczonym życiem alkoholikiem. Takiego też poznajemy Hollanda Marcha, który budzi się nad ranem w wannie pełnym wody, najwyraźniej nie pamiętając poprzedniego dnia. Zupełnie inaczej dzień rozpoczyna Healy. On nie traci czasu na takie ekscesy i od samego rana podejmuje się kolejnych zadań, żeby kilka chwil później je zrealizować

2

Healy i March nie przepadają za sobą. March uważa swojego nowego partnera za brutala, który najpierw działa a później myśli. March za to w oczach Healy’ego jest kimś niekompetentnym, zwykłym oszustem, wyłudzającym pieniądze pod pretekstem bycia detektywem. Dodatkowo jest strasznym ojcem, który nie potrafi upilnować swojej 13-letniej córki. Holly pragnie jedynie być dumna z ojca, dlatego pomaga mu w pracy jak może, będąc chociażby szoferem dla swego ojca. Jak się okazuje, rezolutna dziewczynka jest o wiele lepszym detektywem niż jej ojciec, a jak na swój wiek jest bardzo dojrzała. Tym samym Angourie Rice dosłownie kradnie show Russellowi Crowe’owi i Ryanowi Goslingowi. Panowie są naprawdę świetni i dzięki wielu scysjom między nimi nie brakuje w filmie humoru, który w przeciwieństwie do komedii kryminalnych z udziałem Melissy McCarthy, ani przez chwile nie stają się żenujące, nawet gdy podobne gagi zostały przerobione już przez kino wielokrotnie (scena w toalecie czy windzie). Mimo to filmowa Holly to najjaśniejszy punkt filmu.

3

Shane’owi Blackowi udało się stworzyć film, jakiego już dawno w kinie nie było. Świetnie połączenie zwariowanych i pozbawionych wszelkich zasad lat 70. XX wieku z bardzo sprawnie napisanym scenariuszem, pełnym nawiązań do kina noir. Cały wątek kryminalny rzeczywiście angażuje, nawet jeżeli miejscami jest przewidywalny, a na sam koniec dostajemy po prostu ogromną strzelaninę z rozpierduchą. „Nice Guys. Równi goście” jest filmem bardzo równym, aktorzy współpracują ze sobą aby stworzyć dwójkę niearchetypicznych bohaterów, a bardzo dobry scenariusz dodatkowo spotęgowany jest świetnym klimatem.

8/10