Wyraźnie przestraszona postać grana przez Chloë Grace Moretz wchodzi do pomieszczenia, w którym napotyka na rannego chłopaka. Młody mężczyzna cierpi z powodu postrzału w okolice brzucha. Główna bohaterka wie, że zagrożenie może czyhać z każdej strony, nawet od pozornie bezbronnego człowieka. Tylko czy na pewno to człowiek, a nie Przybysz? Chłopak wyraźnie ukrywa coś przed dziewczyną, ta ani przez chwile nie waha się w niego wycelować swej broni. Gdy każe mężczyźnie pokazać ukrytą rękę, nagle dostrzega w niej coś błyszczącego. Oddaje kilka strzałów, tym samym uwalniając chłopaka od dalszego cierpienia. Tak rozpoczyna się „Piąta fala”, kolejna seria skierowana do nastolatków, która po zakończeniu sagi „Zmierzch” i „Igrzysk śmierci”, ma wypełnić po nich lukę.

1

Przytaczam otwarcie filmu nieprzypadkowo, bo „Piąta fala” rozpoczyna się sceną, której ładunek i ciężar emocjonalny nie powstydziłby się sam Robert Kirkman („The Walking Dead”). Film od pierwszej minuty chce pokazać, że nie jest kolejną bajeczką o miłości, a dreszczowcem z prawdziwego zdarzenia, gdzie bohaterowie będą musieli walczyć o życie. Nic bardziej mylnego, bo „Piąta fala” już chwilę później udowadnia, że jest tworem wyprodukowanym na pewnej popularnej kanwie, a władze studia liczą wyłącznie na szybki zysk.

Cassie Sullivan (Chloë Grace Moretz) wiedzie normalne życie amerykańskiej nastolatki. W liceum gra w futbol, a wieczorami chadza na imprezy z najlepszą przyjaciółką Lizbeth (Gabriela Lopez). Podkochuje się w najprzystojniejszym chłopaku w okolicy – Benie Parishu (Nick Robinson). Sielankę przerywa nagłe pojawienie się niezidentyfikowanego obiektu latającego na terytorium USA. Obcy przybysze nie komunikują się z mieszkańcami Ziemi przez kilkanaście dni, aż w końcu odcinają od prądu całą ludzkość. Impuls elektromagnetyczny to dopiero pierwsza z kilku niespodzianek przygotowanych przez Przybyszy. Drugą jest użycie rzek, jezior i mórz do zniszczenia jak największych połaci infrastruktury. Trzecią śmiertelny wirus roznoszony przez ptaki. Czwartym zejście Przybyszy na ziemię i wtopienie się wśród ludzi. Nikt jeszcze nie wie co przyniesie piąta fala, ale ta najprawdopodobniej wyeliminuje wszelkie życie na planecie. Po przybyciu wojsk do jednego z bezpiecznych przystanków ludzkości, Cassie zostaje rozdzielona ze swoim bratem Samem (Zackary Arthur). Dziewczyna za wszelką cenę chce odnaleźć brata.

2

Już sam materiał źródłowy, czyli powieść Ricka Yanceya o tym samym tytule, nie należy do najlepszych. Prosta opowieść o dorastaniu, miłości, przezwyciężaniu losu i próby radzenia sobie z zagrożeniem, nie jest czymś, co przez popkulturę nie zostało już wystarczająco dużo razy przemielone. „Piąta fala” pomimo sporej niedorzeczności i dziur fabularnych, broni się ciekawym podejściem do ekspansji obcych na naszą planetę. Dlatego szkoda, że twórcy filmu po macoszemu potraktowali prezentację kolejnych fal dziesiątkujących ludzkość. Na każdą z nich przypada jedna scena, która poraża słabymi efektami specjalnymi.

„Piąta fala” razi sztucznością i fabularnymi absurdami. Na przedstawienie wszystkich nie starczyłoby mi miejsca, ale wspomnę jedynie, że w jednej ze scen ojciec Cassie (Ron Livingston) uczy ją, jak odbezpieczyć pistolet. Kilkanaście minut później, dziewczyna potrafi nie tylko celnie strzelać, ale także korzystać ze znalezionego w obozie wojskowego karabinu. W drugiej części filmu, Sam wraz z Benem Parishem, zwanym „Zombie”, trafiają do placówki wojskowej, gdzie przechodzą trening. Już pomijam fakt, że tak młode osoby jak brat Cassie, raczej nie nadawałyby się na żołnierzy, nawet jeżeli byłyby ostatnią nadzieją ludzkości na powstrzymanie obcych. Przeszkadza jednak to, że postać Sama, czyli kluczowa dla całej pierwszej części zapowiedzianej książkowej trylogii (po marnym „sukcesie” filmu raczej ciężko spodziewać się kontynuacji), jest zupełnie pomijana i cały ten wątek skupia się wokół Bena, który jest postacią nieciekawą i bez wyrazu.

4

Zresztą taka jest w zasadzie cała, bardzo źle dobrana obsada filmu. Chloë Grace Moretz zupełnie nie pasuje do tego widowiska, odgrywając raczej rolę Carrie z filmu Kimberly Peirce. Zupełnym nieporozumieniem jest obsadzenie Alexa Roe w roli Evana Walkera, który pomaga głównej bohaterce w zrealizowaniu zadania, samemu mając ukryty w tym cel. Jego gra jest tak sztywna i drewniana, że otaczający bohaterów las, wydaje się odgrywać rolę godną najważniejszych filmowych nagród. Między aktorami brak jakiejkolwiek chemii, a nietrudno się domyślać, że Evan skradnie kilka pocałunków nowej ukochanej. Nawet Liev Schreiber wcielający się w pułkownika Voscha wypada po prostu źle.

5

Reżyserowi J Blakesonowi brakuje doświadczenia w tego typu produkcjach i jest to widoczne na każdym kroku. „Piątej fali” brak tożsamości, przez co wygląda jak zrealizowany naprędce fanowski film na Youtubie. W produkcji dosłownie nic nie zagrało jak powinno. Kino katastroficzne, które twórcy uraczają nas prezentując pokłosie kolejnych fal, nie ma startu chociażby do takiego „San Andreas” z Dwaynem Johnsonem, a kinowe romanse dużo lepiej wypadają w każdej innej serii dla młodzieży, ze „Zmierzchem” na czele. Skoro nie ma na czym zawiesić oka, to może chociaż jest czego posłuchać? Ścieżka dźwiękowa do filmu to jakiś kiepski żart, szczególnie uwydatniony w scenach pocałunków, gdzie w miłosnych uniesieniach bohaterom przygrywa muzyka żywcem wyjęta z filmów erotycznych z lat 80.

3/10

foto: SONY PICTURES ENTERTAINMENT INC.