„Ratchet i Clank” to początek budowy przez Sony filmowego uniwersum. Choć nikt nie potwierdził żadnych cross-overów, to w produkcyjnej kolejce czeka już „Sly Cooper” czy „Uncharted”. Zanim jednak uroczy lomabx i jego wierny robot napotkają na swej drodze szopopodobnego złodziejaszka, w „Ratchet i Clank” poznajemy historię obu kultowych postaci. I w zasadzie nie byłoby w tym nic złego, bo młodsza widownia, do której zdecydowanie skierowany jest film, może ich nie znać, to starsi widzowie powinni skierować swoje zainteresowanie na wydaną na tydzień przed premierą filmu grę, która bawi o wiele lepiej.

1

Ratchet (Maciej Musiał) jest ostatnim przedstawicielem rasy lombaxów. W młodości został przygarnięty przez mechanika zamieszkującego pustynną planetę. Ratchet od najmłodszych lat był niesforną osobą, ciągle bujającą w obłokach, że któregoś dnia uda mu się zasilić szeregi odważnych Strażników Galaktyki dowodzonych przez największego bohatera wszechczasów – Kapitana Qwarka (Łukasz Nowicki). Po zniszczeniu czterech planet przez złego Prezesa Dreka (Waldemar Barwiński) i jego armii Blarków przy pomocy potężnego statku-broni, Kapitan Qwark zmuszony jest do przeprowadzenia rekrutacji do jego elitarnej jednostki. Wątłej budowy i psotny Ratchet szybko zostaje odrzucony. Na szczęście napotyka na robota stworzonego przez Prezesa Dreka, który ma poważną wadę techniczną i zamiast likwidować Strażników Galaktyki, chce ostrzec ich przed wielką i groźną armią robotów. Clank (Jerzy Kryszak) – bo tak nazwał go lombax, wyrusza wraz z Ratchetem w podroż celem odszukania Kapitana Qwarka i jego załogi.

2

Film żywcem kopiuje niemal całą fabułę znaną z pierwszej odsłony gry wydanej w 2002 roku. Niewiele dodaje od siebie, za to wiele wątków i postaci zostało usuniętych. Ale nawet bez tego, fabuła w grze nigdy do skomplikowanych nie należała i podobnie jest w przypadku kinowej produkcji. Tylko, że to co sprawdza się w grze wideo, w filmie już tak dobre nie jest. „Ratchet i Clank” leży pod względem scenariusza. Historia jest nieciekawa i infantylna. Rozumiem, że to film animowany i głównym targetem są dzieci, ale dorosłe już osoby, które zagrywały się w grę sprzed 14 laty, skuszą się na kinowy seans i wyjdą niestety rozczarowani. Ani historia Ratcheta, ani przygody Strażników Galaktyki i w rezultacie walka ze złym Drekiem, nie potrafią dostatecznie przykuć uwagi. Nawet droga od mechanika z ogromną wyobraźnią po bohatera całej Galaktyki nie sprawia, że z wypiekami na twarzy będziemy oglądać tę produkcję.

Nawet tak charakterystyczne postaci jak Ratchet, Kapitan Qwark, Cora (Anna Sroka) czy Prezes Drek nie ratują tego filmu. Ratcheta ciężko polubić ze względu na jego bardzo prostą osobowość, Kapitan Qwark to przygłup działający wyłącznie dla sławy, Cora i Brax (Grzegorz Kwiecień) to wyłącznie bezbarwni żołnierze, żądni ciągłej rozwałki, a główny zły to najbardziej stereotypowy antagonista jaki mógł powstać. Sytuację poprawia Clank – jako jedyny niehumanoidalny bohater ma najwięcej serca i rozumu. Zaś po stronie tych złych na uwagę zasługuje Doktor Nefarious (Mirosław Wieprzewski), dawny znajomy Strażników Galaktyki, który po sfingowaniu własnej śmierci pomaga Drekowi.

3

„Ratchet i Clank” pełen jest nielogiczności fabularnych i słabych dialogów. W usta bohaterów wciśnięto masę absurdalnych słów, które nie sprawdziłyby się nawet w grze, a co dopiero w filmie. Bohaterowie na lewo i prawo rzucają wyjętymi z kontekstu zdaniami, często nie kierując ich nawet do konkretnej osoby. Ileż można słuchać ciągle tych samych nieśmiesznych żartów o fejsbookowych lajkach. Film co prawda jest auto parodystyczny, ale to autoparodia, która zupełnie nie śmieszy, a wręcz żenuje. Jest to o tyle denerwujące, że polski dubbing mocno kuleje. Ostatnio Disney przy „Zwierzogrodzie” pokazał, jak powinno wykonywać się dubbing filmów animowanych.

Zresztą pod każdym względem „Ratchet i Clank” jest daleko w tyle za Disneyem, Pixarem czy Dreamworks. Filmowi bliżej do „Planety 51” czy „Rodzince nie z tej ziemi” niż wspomnianego „Zwierzogrodu”, „W głowie się nie mieści” czy „Kung Fu Panda 3”, zarówno pod względem ożywienia wirtualnego świata, kreacji bohaterów, liczby absurdów fabularnych czy nawet oprawy graficznej. CGI w „Ratchet i Clank” mocno odstaje od tego co zaprezentowały tegoroczne filmy animowane z najnowszymi przygodami pandy Po na czele.

4

Kevin Munroe ma stanąć także na czele zespołu tworzącego „Sly Coopera” i mam spore obawy, czy to jest dobra decyzja Sony. „Ratchet i Clank” zapowiadał się znakomicie, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała oczekiwania fanów uroczego lombaxa i jego towarzysza robota. Nie jest to film zły, ale starsi widzowie nie mają tu czego szukać. Lepiej zainwestować pieniądze w dopiero co wydany remake pierwszej części. Zabawa będzie o wiele lepsza.

5/10

promocja