Jak ugryźć trudny i krępujący dla Amerykanów temat sprzedaży broni i amunicji na Bliski Wschód przez dwóch dwudziestoparulatków, którzy zakpili sobie z rządu Wuja Sama i niewyobrażalnie się na tym wzbogacili? Todd Phillips, twórca trylogii „Kac Vegas”, ma na to prostą receptę. Wziąć z jego opus magnum wszystko co najlepsze, oblać to sosem z klimatu zaczerpniętego z „Wilka z Wall Street”, a wszystko posypać dynamiczną mieszanką rodem z „The Big Short”. „Rekiny wojny” pomimo przedstawienia faktycznych wydarzeń nie ma startu do dwóch przytoczonych przeze mnie filmów o rekinach biznesu, ale film ogląda się na tyle dobrze, że łatwo zapomnieć, że zwiastuny obiecywały komedię pełną gęba, a nie dramat sensacyjny.

1

David Packouz (Miles Teller) jest dwudziestodwuletnim masażystą, oferującym swoje usługi bogaczom z Miami. Na pogrzebie spotyka swojego najlepszego kumpla z licealnych lat – Efraima Diveroliego (Jonah Hill). Szybko na jaw wychodzi, że Efraim jest handlarzem bronią, który w rok zarabia więcej, niż David przez całe życie jako masażysta. Dawno niewidziany przyjaciel oferuje chłopakowi pracę, po tym gdy ten dowiaduje się, że jego dziewczyna zaszła z nim w ciążę. David potrzebuje szybkich i łatwych pieniędzy, a takie zaoferować może mu tylko Efraim. Obaj szybko wzbogacają się na niskopłatnych, ale wciąż wielomilionowych transakcjach z amerykańskim rządem na sprzedaży broni i amunicji. Wkrótce ich firma się rozrasta i otrzymują szansę na zrealizowanie kontraktu wynoszącego ponad 300 mln dolarów. Podczas transakcji okazuje się, że popełnili szereg błędów.

„Rekiny wojny” w żadnym momencie nie przekraczają linii, której dla swojej produkcji wyznaczył reżyser. W wielu momentach aż prosi się o zupełnie inne podejście w inscenizacji niektórych scen, ale Todd Phillips konsekwentnie brnie w wierne i poważne przedstawienie wydarzeń, nawet jeżeli jeden z głównych bohaterów mu to notorycznie utrudnia. Film porusza poważne tematy, a finał pozostawia nie mniejsze poczucie pustki i zdenerwowania jak chociażby w „Wilku z Wall Street” czy „The Big Short”. Wszystko to jednak podane w przyjemny dla oka sposób, pełnym szybkiego montażu, głosu z offu jednego z bohaterów, gdy nagle pauzuje scenę i objaśnia nam jej kontekst czy naprawdę dobrze dobranej muzyki.

2

Produkcja twórcy trylogii „Kac Vegas” ma poważny problem, gdy do głosu dochodzi polityka oraz wątek miłosny. Ten pierwszy jest o tyle nietrafiony, że w zbyt nachalny sposób krytykuje politykę i rządy prezydenta Busha. W pierwszej połowie filmu jest tego zbyt wiele, nawet jeżeli przedstawione jest to wyłącznie poprzez programy telewizyjne włączone gdzieś w tle. W drugiej zaś w ogóle znika i bohaterowie są pozostawieni z tym wszystkim samemu sobie, jakby rząd próbował umyć od tego ręce. Wątek miłosny między Davidem a Iz (Ana de Armas) jest rozciągnięty przez cały film i wyraźnie reżyser próbował kopiować relację między Jordan Belfort a Naomi z „Wilka z Wall Street”, ale nie dość, że zabrakło mu czasu na rozwinięcie, to w ich kłótniach brakuje pazura, przez co ciężko nam współczuć którejś ze stron. Wyjaśnia to też, czemu Todd Phillips w trzech częściach „Kac Vegas” unikał jak ognia podobnych scen, bo najzwyczajniej nie radzi sobie z nimi najlepiej.

3

Za to po raz kolejny rewelacyjnie potrafił oddać relację i emocję towarzyszące dwójce głównych bohaterów. Inna sprawa, że ogromna w tym zasługa świetnego duetu Miles Teller – Jonah Hill. Od pierwszej do ostatniej sceny czuć między nimi prawdziwą chemię, niezależnie od tego czy grane przez nich postacie widzą się pierwszy raz od lat, robią wspólnie wielomilionowe transakcje, czy się kłócą, ich wspólna gra może być wzorem dla innych filmów z klasyczną męską przyjaźnią.

4

„Rekiny wojny” mają wiele humorystycznych wstawek, ale podczas seansu nie popłaczecie się ze śmiechu. Todd Phillips najwyraźniej chciał spróbować czegoś nowego i zamiast klasycznej komedii dostaliśmy dramat sensacyjny z odrobiną humory, który dzięki stojącej na wysokim poziomie reżyserii, ogląda się naprawdę przyjemnie. Choć film rozkręca się dosyć wolno, a niektóre sceny mogłyby zostać nieco bardziej rozciągnięte, tak łatwo uwierzyć i wsiąknąć w tę opowieść. A na osłodę pozostaje doskonała relacja odtwórcy głównych ról z przerażającym, ale zabawnym śmiechem Jonah Hilla.

7/10

foto: Warner Bros. Entertainment Inc.