Amerykańskie komedie mają to do siebie, że z jednego schematu próbują wycisnąć wszystko co się da. Tak też było z trylogią „Kac Vegas”, gdzie druga, ale i poniekąd również trzecia część, korzystały z lubianego i sprawdzonego wzorca pierwszego filmu. Wykorzystanie tych samych rozwiązań w kolejnych filmach skutkuje, że kolejne części nie są aż tak świeże i nie pomaga nawet bawienie się konwencją czy autoparodią. Tych samych błędów nie ustrzegł się Nicholas Stoller w drugiej części „Sąsiadów”.

1

Mac i Kelly Radner (Seth Rogen i Rose Byrne)  właśnie oczekują przyjścia na świat drugiego dziecka. Ich obecny dom jest zbyt mały dla czteroosobowej rodziny i pomimo tylu wspomnień z nim związanych, oraz wygranej wojnie z bractwem Delta Psi, postanawiają go sprzedać. Nabywcy posiadłości decydują się na zakup domu, ale według prawa, mają 30-dniowy okres na odstąpienie od umowy oraz na wizyty kontrolne w dowolnym momencie. W tym samym momencie, w domu obok wprowadza się nowa siostrzana organizacja Kappa Nu, których przewodnikiem i mentorem jest sam Teddy Sanders (Zac Efron). Mac i Kelly rozpoczynają drugą w ich życiu wojnę z grupą imprezowych studentów, a pomagać im w tym będzie Teddy, który zostanie nagle usunięty z siostrzanej organizacji dowodzonej przez Shelby (Chloë Grace Moretz).

Pierwsza część „Sąsiadów” była miłym zaskoczeniem. Nie była to produkcja, która wychodziła poza schematy każdej amerykańskiej komedii, ale nadrabiała to imprezowym klimatem i dobrymi rolami Setha Rogena i Zaca Efrona, który to dopiero co powrócił po kilku latach niebytu, zrywając z siebie łatkę z napisem „Disney”. Po dwóch latach od premiery pierwszej części, znów misiowaty Rogen i umięśniony Efron są najjaśniejszymi punktami filmu. Seth Rogen doskonale czuje się w tego typu produkcjach (zresztą oprócz występu w „Stevie Jobsie”, gra ostatnio w samych komediach) i choć niczym już nie może zaskoczyć, jego uwielbienie do zioła i bardzo liberalne podejście do życia wciąż może bawić. Jeżeli ktoś myślał, że pałeczkę największej imprezowiczki od Efrona przejmie Chloë Grace Moretz, to miło się zaskoczy. Aktor nie jest dekoracją, która ma spajać obie części, a jest go na ekranie równie dużo co w pierwszej części. Co prawda wciąż wiele czasu zabiera podziwianie reszcie bohaterów jego muskulatury czy efektownych tańców (pozostałości po „High School Musical” – ale trzeba przyznać, że aktor potrafi się ruszać), ale ma także sporo do zagrania, więc fani Zacka będą wniebowzięci.

2

Przy obu panach blado wypada cała reszta. Gdy jeszcze do Rose Byrne oraz Ike Barinholtz i Carli Gallo ciężko się przyczepić, bo urozmaicają grupę walczącą z niesfornymi studentkami, tak bohaterki po drugiej stronie barykady są nijakie. Chloë Grace Moretz w roli liderki siostrzanej organizacji wypada co najwyżej poprawnie, ale przynajmniej miała cokolwiek do zagrania. Cała reszta stanowi jedynie tło, przez co ciężko zapamiętać imiona reszty dziewczyn. Rozpoznajemy je wyłącznie po wyglądzie, który twórcy próbowali jak najbardziej urozmaicić. Więc jest niechlujna Azjatka, dziewczyna z długimi białymi włosami, ta pulchna oraz ta czarnoskóra lubująca się w paleniu zioła. Grupa z Delta Psi była równie różnorodna, ale i o wiele łatwiejsza do zapamiętania, bo panowie na czele z Teddym i jego najlepszym przyjacielem Petem (Dave Franco) mieli jakieś osobowości.

Przez to wszystko imprezy w siostrzanej organizacji są o wiele mniej głośne, efektowne i rozpustne. To nie są te wielkie balangi z pierwszej części, którym bliżej było do „Project X”, aniżeli do szkolnego balu czy zwykłej domówki. Twórcom gorzej wyszły także gagi, których nie dość, że jest mniej, to zdecydowana większość opiera się na paleniu zielska, seksizmie, rasizmie i antysemityzmie. Żartów sytuacyjnych można policzyć na palcach jednej ręki, ale te bawią o wiele bardziej niż pozostałe, jak chociażby świetna scena w garażu.

3

W drugiej części nie zabrakło ekipy znanej z poprzedniej części. Sconnie (Christopher Mintz-Plasse) i Garf (Jerrod Carmichael) co prawda pojawiają się w góra dwóch scenach, ale w filmie jest osobny wątek miłosny Pete’a, który zaręcza się ze swoim chłopakiem. Dla Teddy’ego oznacza to utratę najbliższego przyjaciela, przez co czuje się zdradzony. I choć wątek ma drugie dno, to wydaje się zupełnie niepotrzebnym zapychaczem, wciśniętym do filmu tylko po to, aby młodszy z braci Franco mógł pokazać się na ekranie. Zresztą tak samo jak gościnne udziały Lisy Kudrow oraz Seleny Gomez, bez których film mógłby się obejść. Wszystko to powoduje, że „Sąsiedzi 2” nie bawią tak dobrze jak poprzednia część, ale nie jest też tak źle, jak można mogłoby być. Film ma parę śmiesznych momentów, a Seth Rogen i Zack Efron to rewelacyjna komediowa para, którą można wykorzystać w innych produkcjach, oby tylko nie w ewentualnej kontynuacji.

Ocena: 5/10

foto: Universal Pictures