Imprezy to bardzo wdzięczny temat w amerykańskiej komedii. Samograj, który nawet w kiepskim opakowaniu potrafi bawić, bo kto nie lubi pobujać się do znanych i lubianych melodii u boku mniej lub bardziej znanych gwiazd. Filmowcy jednakże znudzili się już chyba balangami nastolatków rodem z „Project X”, a zabawy staruszków z „Last Vegas” już tak nie bawią. Wieczór kawalerski organizowany nazajutrz wielkiego i szykownego wesela? Trylogia „Kac Vegas” ujawniła już w tym kontekście wszystko. Pozostały jedynie zapracowane osoby w średnim wieku, tkwiące w swoich nieszczęśliwych małżeństwach z gromadką dzieci. Ale jak tu zorganizować imprezę z prawdziwego zdarzenia, gdy wcześnie rano trzeba wstać aby zrobić śniadanie dla dzieci? Na to pytanie próbują odpowiedzieć „Siostry”.

1

Maura (Amy Poehler) jest pielęgniarką z powołania, ratującą świat przed jego całym złem, troszcząc się o każą żywą istotę. Od zawsze nadopiekuńcza i chorobliwie przewrażliwiona na punkcie różnych zagrożeń. Starsza siostra Kate (Tina Fey) to jej totalne przeciwieństwo. Zawsze umiała się bawić, pijąc hektolitry alkoholu i zaliczając każdego napotkanego faceta. Obecnie samotna matka wychowująca nastoletnią córkę, nie potrafi utrzymać pracy, przez co zmuszona jest mieszkać u różnych przypadkowych osób. Rodzice sióstr decydują się pozbyć rodzinnego domu. Maura i Kate są przeciwne temu pomysłowi, ale klamka zapada i dom jest wystawiony na sprzedaż. Kobiety przyjeżdżają w rodzinne strony, aby ostatni raz odwiedzić miejsce gdzie dorastały. Postanawiają urządzić imprezę jak za młodzieńczych lat, z tą różnicą, że to Maura ma być tą, która się bawi i zalicza chłopaków, a Kate pilnować, aby sytuacja nie wymknęła się spod kontroli.

2

Zgodnie ze wszystkimi prawidłami imprezowych filmów, nie brakuje mnóstwa alkoholu, narkotyków, powszechnego chaosu, masy zniszczeń i walk w błocie. Pomimo przyjęcia dla 40-latków, zabawa szybko się rozkręca. W filmie Jasona Moore’a widać inspirację „Projektem X” i „Kac Vegas”. Reżyser na szczęście nie kopiuje sprawdzonych rozwiązań jak leci i próbuje zrobić z nimi coś nowego. Wychodzi mu to z różnym skutkiem, bo gdy w połowie filmu dochodzi do hucznie zapowiadanej imprezy, nagle „Siostry” zaczynają tracić urok. Sytuacji nie poprawia humor, który co prawda nie próbuje być na każdym kroku wulgarny i obrzydliwy, czy wręcz szczeniacki, to zbyt wielu zabawnych momentów tu nie uświadczymy. Całe show kradnie John Cena, który pojawia się na imprezie w roli zaskakująco dobrze zaopatrzonego dilera. Nie ma go na ekranie zbyt wiele, ale prawie każda scena z jego udziałem gwarantuje, że na naszej twarzy pojawi się uśmiech.

Źle za to wypada wątek podrywu Jamesa (Ike Barinholtz) przez Maurę. Między aktorami nie ma żadnej chemii, a w wielu scenach wyglądają jakby byli skrępowani swoim towarzystwem. Niestety to jeden z głównych wątków filmu i jesteśmy zmuszeni oglądać nieporadne budowanie relacji między nimi. Nienaturalnie wypada też wątek konfliktu Kate i Brindy (Maya Rudolph), która to pojawia się na imprezie niezaproszona, a starsza z sióstr co chwilę ją wyprasza. W końcu dochodzi do wzajemnych wyrzutów, próby poradzenia sobie z przeszłością, ale w tym wszystkim brakuje jakiegokolwiek napięcia czy emocji.

3

„Siostry” miały potencjał aby stać się kolejną dobrą komedią z imprezą w roli głównej. Jednak film Jasona Moore’a jest tylko poprawny i szybko pokazuje, że pod otoczką zabawy do białego rana, nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Na szczęście Tina Fey i Amy Poehler dają z siebie wszystko, a humor jest strawny, więc o jakimkolwiek uczuciu zażenowania nie może być mowy. Gdyby tylko ucięto część nieudanych i przydługich scen przekomarzania się różnych bohaterów, film byłby o wiele lepszy.

foto: Universal Pictures
promocja