Tarzan obecny jest w kinie praktycznie od samego początku. Ta słynna postać stworzona przez pisarza Edgara Rice’a Burroughsa, była bohaterem wielu filmów dla młodszych odbiorców, ale prawdziwy rozgłos przyniósł dopiero Disney. Animowany „Tarzan” z 1999 roku był na tyle popularny, że doczekał się dwóch kontynuacji (pełnoprawnego sequela oraz serialu animowanego), a film stał się wzorem dla kolejnych produkcji z imieniem głównego bohatera w tytule. Warner Bros z Davidem Yatesem próbuje odebrać Disneyowi koronę najlepszego filmu o Tarzanie. Próbę tę jednak można zaliczyć do nieudanych.

1

„Tarzan: Legenda” nie jest origin movie, więc osoby nie znające oryginalnej historii Tarzana, nie bardzo mają tu czego szukać, ponieważ film Yatesa trzeba traktować jako kontynuację z prawdziwego zdarzenia. Tarzan (Alexander Skarsgård) od wielu już lat nie mieszka w dżungli. Opuścił swój dawny dom i powrócił do posiadłości rodziców w Anglii. Osiadał tam na stałe ze swoją żoną Jane (Margot Robbie). Jako John Clayton III, lord Greystoke, wyrusza z powrotem do Konga, aby ocalić swoich dawno niewidzianych przyjaciół przed śmiertelnym zagrożeniem ze strony króla Belgii, do którego należą te ziemie. John przy pomocy doktora George’a Washingtona Williamsa (Samuel L. Jackson) musi wypełnić swoją misję i uchronić afrykańskie ziemie przed Leonem Romem (Christoph Waltz) – wysłannikiem króla Belgii, chcącego zdobyć drogocenne diamenty, nawet kosztem życia mieszkańców dżungli.

David Yates już w ostatnich częściach „Harry’ego Pottera” udowodnił, że świetnie czuje się w mrocznych klimatach skierowanych nie tylko do dorosłego widza, ale również nastolatków. W „Tarzan: Legenda” nie brakuje przemocy, a pomimo umiejętności komunikowania się ze zwierzętami, na Tarzana i jego przyjaciół czeka masa niebezpieczeństw. Dzikość natury ukazana jest o wiele lepiej niż w ostatniej „Księdze dżungli”, ale też oba filmy skierowane są do nieco innego odbiorcy. Mimo wszystko reżyserowi udało się w większości cyfrowej dżungli tchnąć nieco życia. Gorzej wypadają zwierzęta, które odstają od wspomnianej wcześniej produkcji. Najwyraźniej budżet produkcji nie pozwolił na lepsze zaanimowanie niektórych mieszkańców dzikiej krainy.

2

Pomimo tego, że Yates musiał pracować nad bądź co bądź kiepskim scenariuszem, udało mu się nakręcić film, którego nie musi się wstydzić. „Tarzan: Legenda” to typowe letnie kino, o którym co prawda zapomina się zaraz po wyjściu z kina, ale te niemal dwie godziny ciężko uznać za zmarnowane. Oczywiście film jest kiepsko napisany, w fabule brakuje jakiegoś kopa, a wszystko sprowadza się do pokonaniu głównego złego przez Tarzana i zjednoczoną armię złożoną ze zwierząt, dzikich plemion i innych pomocnych ludzi. Większy problem scenarzyści mieli z wypełnieniem przerw między kolejnym bujaniem się na lianach, pościgów w samym sercu dżungli czy walką z groźnymi zwierzętami. „Tarzan: Legenda” cierpi na syndrom braku pomysłów, więc wolne przestrzenie wypełnia nudnymi i zupełnie niepotrzebnymi scenami miłosnymi oraz retrospekcjami.

3

Jeżeli ktoś boi się, że Christoph Waltz znów odgrywa rolę pułkownika Hansa Landy z „Bękartów wojny”, to śpieszę z wyjaśnieniem, że tym razem jest o wiele lepiej, niż chociażby w ubiegłorocznym „Spectre”. Austriacki aktor po raz kolejny został obsadzony w roli głównego złego, więc ma on nieco z Hansa Landy jak i Blofeld z przygód o Jamesie Bondzie, ale tym razem nie jest aż tak zmanierowany, a Yatesowi udało się wreszcie poskromić aktora, dzięki czemu nie szarżuje na ekranie jak miało to miejsce w ostatnich jego filmach. Sporym zaskoczeniem może być występ Samuela L. Jacksona, który zdecydowanie jest najjaśniejszym punktem całego filmu. Aktor przyzwyczaił nas do rewelacyjnego radzenia sobie w scenach akcji, czy rzucaniem co jakiś czas żarcików i to w „Tarzan: Legenda” wyszło nad wyraz dobrze. Nieco gorzej wypada Alexander Skarsgård, któremu zupełnie brakuje charyzmy, ale dobrze prezentuje się w kadrze dzięki swojej muskulaturze, oraz Margot Robbie, która myślami była już najwyraźniej na planie filmowym „Legionu samobójców”.

5/10

foto: Warner Bros. Entertainment Inc.