W mojej poprzedniej recenzji testowałem mysz Ourea firmy Gamdias, tym razem przyszedł czas na drugi element tego zestawu, czyli klawiaturę Hermes Ultimate. Niezrażony średnim wykonaniem myszy, przeszedłem do dokładnych testów klawiatury mechanicznej, która w opinii producenta, jest zdecydowanie bardziej profesjonalnym produktem, niż testowany już na łamach naszego portalu Gamdias Ares.

Już na starcie przeżyłem mały szok, bowiem opakowanie z klawiaturą waży naprawdę sporo, co dla kogoś obeznanego z mechanicznymi klawiaturami już wiele tłumaczy. Gamdias powoli buduje sobie pozycję na naszym rynku i pragnie zrobić wszystko,  by przekonać do siebie niezdecydowanych i niezagarniętych jeszcze przez większe marki graczy. Hermes Ultimate ma zawalczyć o średnią półkę cenową wśród dopiero co myślących o pierwszej klawiaturze mechanicznej i z ceną 550 zł ostro wchodzi w szranki z produktami konkurencji. Niestety względem konkurencji, za tę cenę nie otrzymujemy aluminiowej obudowy, a jedynie matowy plastik. Nie bójcie się jednak o jego jakość – po 3 tygodniach ostrych testów nic nie trzeszczy, nic nie pęka, a uwierzcie mi, jako zapalony gracz – nie oszczędzałem jej pod żadnym względem.

Z ciekawostek ze specyfikacji: Hermes występuje w edycjach z niebieskimi i brązowymi przełącznikami Cherry MX. W moim przypadku był to po raz kolejny brązowy odpowiednik. Piszę po raz kolejny, bowiem w ciągu ostatniego roku, miałem przyjemność testowania kilku topowych klawiatur właśnie z tą opcją przełączników. Pozwala to w sposób mocno analogiczny odnieść się do wykonania tego elementu w kolejnych produktach. W przypadku tej Hermesa Ultimate, firma sięgnęła po najbardziej sprawdzone rozwiązanie, czyli popularne wisienki. Osadzone są one na grubej, metalowej płycie, która jest głównym źródłem zwiększonej wagi urządzenia. Ma to na celu usztywnienie konstrukcji, by pomimo plastikowej obudowy, całość sprawiała wrażenie solidnej. W rezultacie nie tylko sprawia takie wrażenie, ale rzeczywiście tak jest. Dzięki temu Hermes nie kosztuje fortuny, a trzyma się na biurku jak klawiatury droższe o kilkaset złotych.

Co do wagi – mamy do czynienia z prawie 1,5 kg czystego, gamingowego potencjału. Każdy klawisz podświetlono z osobna czerwonymi, LED-owymi diodami. Klawisze posiadają specjalną powłokę, która ma tłumić odgłosy przełączników mechanicznych i muszę przyznać, że spełnia ona swoje zadanie. Osobiście jestem człowiekiem, któremu stukot klawiatur mechanicznych nie przeszkadza. Uwielbiam ten głośny dźwięk, który przypomina pisanie na maszynie, jednak przyznam, że krótki odpoczynek od nich również przynosi wiele dobrego. Doceniają to przede wszystkim moi znajomi, którzy rozgrywają ze mną wiele rozgrywek online w tej samej drużynie, siedząc jednocześnie na TeamSpeaku – kiedy mówiłem i jednocześnie klepałem w klawiaturę, wielu z nich skarżyło się na nieznośny hałas. Odkąd gram na Hermesie, narzekanie ustało.

Tym, co zwraca uwagę zaraz po wyciągnięciu z opakowania, to ogromna podkładka pod nadgarstki. Pisząc ogromna, mam na myśli gigantyczną, która praktycznie podwaja długość konstrukcji. Jeśli ktoś z Was jest przerażony odnośnie tego elementu i jak dużo miejsca na biurku zabierze, mam złą wiadomość. Do komfortowego użytkowania Hermesa, podkładka jest praktycznie niezbędna, a wszystko to z powodu podwyższonej konstrukcji, która bez dokładki, może nadwyrężyć zbyt wysoko wychylone nadgarstki. Na plus można zaliczyć magnesy w podkładce – dzięki temu możemy błyskawicznie dostawiać i odczepiać ten element klawiatury, jednocześnie wiedząc, że całość nie rozsunie się przypadkowo. Z ciekawostek warto jeszcze zaznaczyć, że podkładka pod nadgarstek może również służyć jako pokrywa na przyciski klawiatury, przez co na klawiszach nie osadzi się kurz jeśli np. pojedziemy na dwutygodniowe wczasy.

U spodu konstrukcji znajdują się dwie rozkładane nóżki – obie wykonane z antypoślizgowej gumy, które nie posiadają wielostopniowej regulacji, całość podnosi klawiaturę o zaledwie jeden centymetr. Dodatkowe klawisze funkcyjne znajdują się na lewo od głównego bloku oraz co nietypowe – pod spacją. Trzeba bardzo uważać, by przez przypadek nie przesunąć ręki do lewej krawędzi podczas pisania – ja miałem z tym problem. Jeszcze większy problem miałem po ustawieniu makr na południe od spacji, gdzie często zamiast długiego separatora, trafiałem w jeden z trzech dodatkowych przycisków. Dopiero po tygodniu nauczyłem się inaczej układać dłonie i pamiętać o lewej krawędzi – jest to możliwe, ale wymaga oduczenia wieloletnich nawyków. W momencie przesiadki na inny sprzęt, może to być niezwykle denerwujące, jednak dziś nie odczuwam dyskomfortu.

Muszę wspomnieć o wykonaniu takich klawiszy jak enter, caps lock, backspace i spacja – w przeciwieństwie do innych firm, Gamdias postarał się o ich usztywnienie, stosując podwójne zaczepy. Dzięki temu wciskając je przy jednej z krawędzi, nie odczujemy ich przechylania w jedną stronę. Odnośnie okablowania, podobnie jak w przypadku klawiatur konkurencji z wbudowanym hubem USB i przedłużeniem wtyków słuchawkowych – Hermes posiada jeden gruby przewód, który rozdziela się na cztery mniejsze: dwa USB, jeden słuchawkowy i jeden mikrofonowy. Po podłączeniu wszystkich, możemy skorzystać z rozdzielacza w klawiaturze, by podłączyć do niej słuchawki lub myszkę na USB, a całość będzie działała bez zarzutu – niektórzy podłączają do tego portu ładowarkę do telefonu, jednak czas ładowania może być sporo dłuższy, niż gdyby podłączyć kabel do ładowarki sieciowej.

Brą­zowe prze­łącz­niki kla­sują się w poło­wie stawki jeśli cho­dzi o siłę naci­sku potrzebną do akty­wa­cji kla­wi­sza, lecz zacho­wują przy­jemny stu­kot pod­czas pisania. To idealny kompromis pomiędzy głośnością i komfortem użytkowania – docenią to zarówno Ci, którzy szukają klawiatury do pisania tekstów oraz Ci, którzy zamierzają na niej głównie grać. To rozsądny wybór na początek przygody z klawiaturami mechanicznymi.

Na pochwałę zasługuje mnogość wykorzystań przycisku funkcyjnego, możemy dzięki jego wciśnięciu kontrolować funkcje multimedialne systemu, zablokować klawiaturę, przełączać liczbę dostępnych do jednoczesnego wciśnięci klawiszy, włączyć tryb gry, który blokuje klawisz Windows [bez tej opcji, wiele gier się minimalizuje], nagrać makra w locie, zmienić podświetlenie [4 poziomy podświetlenia, pulsowanie i wyłączenie] oraz profile, które możemy ustawić w sterowniku Gamdias Hera. Dzięki temu mamy do czynienia z prawdziwym kombajnem, któremu brakuje chyba tylko jednej opcji, którą stosują już inni producenci – różnokolorowych diod. Stają się one standardem w klawiaturach mechanicznych i mam nadzieję, że następny model tego producenta, będzie już posiadał ten element w swoim wyposażeniu. Poniekąd mamy tu do czynienia z dwoma kolorami diod, bowiem logo Gamdias podświetlono na żółto, co może nieco gryźć się z ogólnym, czerwonym ubarwieniem. Nie znalazłem opcji wyłączenia podświetlenia logo, jednak mam nadzieję, że taka opcja pojawi się wraz z kolejna wersją oprogramowania, która została już zapowiedziana przez producenta.

Wiąże się z tym ostatni punkt odnośnie wyposażenia, czyli oprogramowanie. Niestety tutaj Gamdias się nie popisał – całość wygląda niczym żywcem wyciągnięta z końcówki lat 90-tych. Sterownik jest nieintuicyjny, brzydki i toporny. Tutaj niestety aż prosi się o zatrudnienie chociażby studenta, który zdecydowanie lepiej rozplanowałby elementy, przepisał parę linijek kodu i przede wszystkim zadbał o stronę wizualną oprogramowania. Wśród opcji, oprócz wpisania makr, zmiany podświetlenia oraz przeprogramowanie poszczególnych klawiszy. Ciekawostką może być tryb timer, który można wykorzystać na wiele sposobów – ja używałem go do chociażby zaznaczenia czasu podłożenia bomby przez terrorystów w Counter-Strike Global Offensive, by na 5 sekund przed wybuchem nie trudzić się z rozbrajaniem, tylko uciec z bronią w ręku. Oczywiście istnieje również opcja zapisywania profilów w pamięci urządzenia, które następnie możemy zabrać na np. LAN party. Piszę oczywiście, bowiem jest to standardem od wielu lat.

Jeśli odrzucić uprzedzenia związane z plastikiem zamiast aluminium w budowie konstrukcji, popatrzeć na znośną cenę i dobre wykonanie samych klawiszy pokrytych specjalną gumką, to Hermes jest łakomym kąskiem dla osób, które dopiero co zaczynają swoją przygodę z mechanicznymi klawiaturami. W swojej kategorii cenowej ciężko o lepszego kandydata, szczególnie przeliczając złotówki na funkcjonalność.