Beat Cop to świeża produkcja spod skrzydeł polskiego studia Pixel Crow. Gra przenosi nas w policyjne realia lat 80 XX wieku, wyjęte wprost z amerykańskich filmów akcji. Pozwala utonąć w świetnym klimacie, niejednokrotnie wywołując przy tym uśmiech na ustach. Beat Cop to przede wszystkim parodia znanych i lubianych filmów o amerykańskich gliniarzach z lat 80, które prawie każdy z nas pamięta z dzieciństwa i które wciąż co jakiś czas dają o sobie znać w telewizji.

Dobry glina

Detektyw Jack Kelly, po jednej z interwencji w domu senatora, dał się wrobić w kradzież diamentów i kompromitującej polityka kasety VHS, skutkiem czego zostaje zdegradowany do poziomu tytułowego „krawężnika”. Od tej chwili ma 21 dni, podczas których poza strzeżeniem wydzielonego mu rewiru, będzie musiał udowodnić swoją niewinność. Jak dalej potoczy się ta historia? Czy Jack Kelly oczyści swoje dobre imię i odzyska utraconą pozycję? A może weźmie nogi za pas i zwieje wieść spokojne życie w Meksyku? To zależy już tylko od nas.

Cała mechanika rozgrywki opiera się na systemie point and click. Kursorem wskazujemy dane miejsce lub przedmiot by kliknięciem zmusić Kelly’ego do przemieszczenia się lub wykonania konkretnej akcji. Także kursorem myszy obsługujemy pasek znajdujący się u dołu ekranu, ze znajdującym się na nim bloczkiem mandatowym, kajdankami czy krótkofalówką znanej i lubianej firmy „Motorulez”. Sterowanie jest bajecznie proste i przyjemne. Pozwala zapomnieć o klawiaturze i ułożyć się wygodnie na kanapie czy fotelu, obsługując grę jedynie przy użyciu myszki.

Koniec zmiany, zawijaj do bazy Kelly!

Czas to najważniejszy filar rozgrywki w Beat Cop. Jack Kelly jako „krawężnik” musi pilnować porządku na przydzielonej mu ulicy. Rutynowe patrole, dzienne normy mandatów czy odholowywanie źle zaparkowanych pojazdów to jego chleb powszedni. Do tego dochodzą przygotowane przez wydzierającego się na nas szefa zadania specjalne czy drobne przysługi dla rywalizujących ze sobą grup przestępczych, które nie wahają się sypnąć groszem. A przecież trzeba jeszcze zając się własnymi problemami i wyjaśnić sprawę zaginionych diamentów oraz kasety VHS. Każdego dnia zadań jest niemało i nie zawsze wystarczy czasu na wykonanie ich wszystkich.

W Beat Cop niezbędne jest stałe kontrolowanie zegarka znajdującego się u dołu ekranu, wraz z umiejętnym żonglowaniem wykonywanymi zadaniami. Dokładnie planujesz w głowie co i kiedy wykonać by zmieścić się ze wszystkim w obrębie jednego dnia? Nic nie szkodzi Kelly, zaraz dostaniesz wezwanie na miejsce zbrodni, do drobnego złodziejaszka kradnącego żelki ze spożywczaka czy do starszej pani by zrobić jej zakupy. I cały harmonogram napięty do granic możliwości pęka w szwach, wymuszając selekcję tych ważniejszych, niezbędnych do utrzymania się na powierzchni zadań. Co w obliczu cotygodniowych wypłat alimentów dla byłej żony ma niemałe znaczenie. Policyjna pensja nie wystarcza na wszystkie potrzeby, dlatego niezbędne jest wykonywanie drobnych przysług dla mafii czy branie łapówek.

Beat Cop – powrót do filmowych wspomnień

Beat Cop jest wyzwaniem. Niefrustrującym, lecz satysfakcjonującym, z dobrze wyważonym poziomem trudności. Z przyjemnością zasiadałem do komputera, by wykonywać kolejne zadania oraz obowiązki podczas kolejnego dnia w pracy jako „filmowy” glina. Jedynie dzienne normy mandatów zmuszające mnie do monotonnego przeklikania kolejnych pojazdów, sprawdzania stanu ogumienia czy świateł, wypełniając przy tym bloczki mandatowe, odstraszały mnie do przejścia tytułu podczas jednej sesji.

Beat Cop to przyjemna produkcja. Pikselowa grafika w połączeniu z charakterystyczną ścieżką dźwiękową, pozwala utonąć w świetnym klimacie amerykańskich filmów lat 80. Fabuła, mimo że nie jest najważniejszą stroną tytułu, zachęca do rozpoczynania kolejnych dni pracy jako glina i dokładania sobie dodatkowych zadań, byle tylko dowiedzieć się kto zabrał diamenty i kasetę VHS. Z pewnością jeszcze nie raz wrócę do gry.

promocja