Ostatnimi czasy wraz z popularyzacją i błyskawicznym rozwojem smartfonów zaobserwować możemy, jak niedzielni gracze uciekają do ogrywania różnorakich popierdółek na telefonach. Coraz mocniejsze mobilne sprzęty potrafią wygenerować lepszą grafikę i odpalić bardziej złożone programy. Co za tym idzie koncerny zajmujące się masową produkcją gier konsolowych i pecetowych przenoszą kolejne klasyki na Androida czy iOS i jest to w pełni zrozumiałe. Artifex Mundi wraz ze swoim Dark Arcana: The Carnival robi coś zupełnie przeciwnego. Gra idealnie przystosowana do zabawy na dotykowym ekranie została przeniesiona na PlayStation 4 oraz Xbox One. Sprawdzamy, jak wypadł port typowo „komórkowej” produkcji.

Wesołe miasteczka nie zostały zbytnio spopularyzowane w naszym kraju. Oczywiście co jakiś czas pojawia się gdzieniegdzie Janusz kasujący za korzystanie z ledwo trzymającej się w całości karuzeli, no ale nie o tym jest ten tekst. Fabuła, która ma nas zachęcić, do uratowania pewnej młodej mamy ze słusznymi krągłościami rozpoczyna się w lunaparku. Mamuśka z córką, zamiast wybrać się na mniej ekstremalne przeżycia na diabelskim młynie, wybierają dom strachów. Podekscytowane widokiem kiczowatych efektów specjalnych kończą zwiedzanie nawiedzonej chaty. Problem jednak w tym, że z budynku udaje się wyjść jedynie dziewczynce. Z pewnością to przeciąg zatrzasnął drzwi przed nosem matki. Nikt jednak nie uprzedził zwiedzających, że jest tam też portal do innego wymiaru. Naszym zadaniem jest oczywiście odnalezienie zaginionej (najlepiej w jednym kawałku) i rozwikłanie tajemnicy pewnego podejrzanego typa.

Dark Arcana

Historia sama w sobie jest zwyczajnie płytka, lecz całkiem nieźle spaja kolejne zagadki i wydarzenia. Ponadto w nagrodę za ukończenie podstawowego scenariusza otrzymujemy dostęp do kolejnej przygody w tym niekoniecznie wesołym miasteczku. Nad oprawą audiowizualną nie ma się co rozwodzić. Dark Arcana: Nie wymaga od konsoli zbyt wiele mocy na odtworzenie poszczególnych lokacji. Widok jak w większości produkcji point’n’click sprowadza się do poszczególnych obrazów przedstawiających delikatnie animowane otoczenie (migoczące żarówki, balony kołyszące się na wietrze, czy ptaki latające w zapętleniu). Przyjemna dla oka grafika przypomina odręczne rysunki uwzględniające każdy detal. Czymś, co najbardziej odrzuca w Dark Arcana: The Carnival, są przerywniki filmowe. Ruchy, gesty oraz mimika postaci są sztuczne do kwadratu. Po prawdzie wolałbym, gdyby zamiast scenek znalazły się tu po prostu statyczne kadry. Ścieżka dźwiękowa po prostu jest. Melodie pasują do przedstawionego nie do końca wesołego miasteczka, a w późniejszych etapach nieźle oddają klimat zwiedzanych miejsc.

Dark Arcana

Produkcja Artifex Mundi nie należy do najdłuższych. Całość ukradnie nam z życia około trzech-czterech godzin. Większość zagadek jest łatwa, przez co nie utkniemy w jednym punkcie na dłużej niż kilka minut. Na szczęście są one na tyle zróżnicowane, że nie nużą gracza. Dodatkowo niektóre zadania wykonamy tylko z pomocą kapucynki. Zwierzak użyczy nam swoich łapek w zamian za maskotkę banana (jak dla mnie słaby „deal”, no ale cóż to tylko małpka). Nie zabrakło także łamigłówek stanowiących trzon gatunku — HOG, czyli Hidden Object Games. W Dark Arcana: The Carnival z początku pojawiają się dość rzadko. Ich poziom trudności nie należy do najwyższych. Jeśli jednak zdążą nas zmęczyć, twórcy zaproponowali zamiennik w postaci gry Monako (dobieranie sąsiadujących kart w pary).

Dark Arcana

Skoro wspomniałem o poziomach trudności, warto temat minimalnie rozwinąć. Do wyboru mamy dwa tryby — normalny przygotowany z myślą o początkujących graczach dopiero zaczynających przygodę z grami logicznymi, a także ekspercki, gdzie podpowiedzi są limitowane, a czas ładowania kolejnych wydłużony. Być może to zwykłe czepialstwo z mojej strony, jednak można zauważyć momentami lenistwo twórców. Idealnym przykładem są filmiki, na których napisy są w języku angielskim, a chwilę później, gdy wracamy do właściwej rozgrywki, w magiczny sposób zmieniają się na polskie. Takie zjawisko możemy zaobserwować już w pierwszych minutach zabawy, gdy wchodząc do lunaparku szyld jednej z budek — TICKETS transformuje się w rodzime BILETY.

Dark Arcana

Dark Arcana: The Carnival nie zaprzeczę, jest wyjątkowo ciekawym produktem, który można polecić. Uważam jednak, iż gra powinna pozostać tam, gdzie jej miejsce, czyli na smartfonach lub PCtach, gdzie sterowanie sprowadza się jedynie do klikania myszą lub dotykania ekranu. Skoro Artifex Mundi uparło się na wydanie gry na konsolach, dziwne jest, iż nie pojawił się port na trochę zapomnianą już PlayStation Vita. Handheld byłby w stanie zapewnić wygodę rozgrywki w tego typu grę niczym każdy inteligentny telefon.

promocja