Destiny to uniwersum, które pokochały tysiące graczy. Równie dużo, a może nawet więcej produkcję Bungie, łagodnie ujmując, krytykowało. Powodów do negatywnych opinii było wiele, począwszy od sztucznego nakręcania medialnego szumu, na blokowaniu zawartości osobom bez najnowszego dodatku kończąc. Po trzech latach od premiery pierwszej części na konsolach (a już za kilka dni również na PeCetach) zagościł sequel wydany ponownie przez Activision — Destiny 2 .

Destiny 2 już na starcie spotkało się z falą krytyki. Znaczna część graczy zarzuciła twórcom pazerność, gdyż zaprezentowane materiały z dwójki mogły być „wydane jako kolejne rozszerzenie”. Inni twierdzili, że zamiast dopisku 2, powinniśmy zobaczyć co najwyżej 1,5. Prawdziwą burzę wywołała jednak informacja, o braku możliwości przeniesienia przedmiotów z poprzedniczki (ale o tym później). Cóż, ja należę do tej części graczy, dla których Destiny stało się w pewnym momencie drugim życiem. Świadczyć o tym może ponad tysiąc godzin, nie licząc czasu spędzonego na orbicie, czy wieży (social hub). W trakcie pisania tej recenzji zaliczyłem praktycznie każdą możliwą aktywność, którą oferuje Destiny 2 – wierzcie lub nie, było tego sporo.

Destiny 2

Zacznijmy od fabuły. Najnowsza produkcja Bungie ma o wiele sensowniej rozpisany scenariusz niż jedynka w dniu premiery. Oczywiście nagłych zwrotów akcji nie uświadczymy, jednak historia została opowiedziana od początku do końca, bez większych niedomówień. Nie ma tu także większych nowości. Po prostu wielki, brzydki czarny charakter (przypominający Bane’a z uniwersum Batmana) atakuje Ziemię, by zaskarbić sobie przychylność Wędrowca (to ta wielka kula, dzięki, której nasza postać posiada superzdolności i można ją wskrzesić). Strażnicy zostają odizolowani od źródła swojej mocy, a następnie rozgromieni przez wrogą armię. Jak łatwo się domyślić tylko nasza postać cudem odzyskała część swych dawnych umiejętności, po czym wraz z dawnymi przywódcami organizuje ruch oporu.

Postacie zostały wykreowane znacznie lepiej niż NPC znane z jedynki. Blado wypada jedynie główny zły — Ghaul. Jest kompletnie nijaki, na jego tle błyszczy natomiast inna postać znana weteranom — Speaker. Choć zobaczymy go tylko na kilku filmikach przerywnikowych, jego celne riposty pozostają w pamięci. Inną postacią, a raczej głosem, który za każdym razem potrafi rozbawić, jest Macierz, czyli wirtualny asystent rozbitego na jednej z planet promu kosmicznego. Bezapelacyjnie jej dialogi dorównują, a nawet wielokrotnie przebijają humor Cayde’a-6.

Destiny 2

Po zakończeniu fabuły pozostaje nam jeszcze spory kawał endgame’u. W Destiny 2 Bungie pokazało pazur. W wykreowanym świecie w końcu jest co robić. Obszerne mapy, po których możemy się swobodnie poruszać, obfitują w aktywności. Podobnie jak w jedynce możemy wykonywać misje patrolowe oraz wydarzenia publiczne. Te ostanie również zostały urozmaicone. Możemy uruchomić ich heroiczną wersję, nagradzającą nasz trud większą ilością przedmiotów. Ponadto na czterech odwiedzanych przez nas planetach rozsiane zostały misje poboczne, nierzadko ciekawsze niż te z głównej linii fabularnej. Oczywiście opierają się na starym systemie — udaj się do wyznaczonej lokacji, aktywuj przełącznik, wybij wrogów, biegnij dalej. Inną zupełnie nową aktywnością są minilochy, do których możemy wejść w dowolnej chwili, wybić stado przeciwników i zgarnąć skrzynię z nagrodą.

Względem jedynki w Destiny 2 zrezygnowano z systemu kart Grimoire. Zamiast szukania ukrytych duszków skanujemy przedmioty, rozszerzające naszą wiedzę o uniwersum gry. Znajdźki często opowiadają o przeszłości, lecz część z nich nawiązuje do tego, co możliwe, iż zobaczymy w nadchodzących dodatkach.

Destiny 2

Drobnych zmian względem poprzedniczki jest naprawdę sporo, a to co było skopane, wyleciało, dając miejsce nowym rozwiązaniom. Przebudowane zostały podklasy postaci. Wyleciała między innymi „wstawajka” Czarownika, a ustawianie poszczególnych umiejętności sprowadzono praktycznie do minimum. Każda z podklas ma teraz po dwa drzewka rozwoju, które ulepszamy punktami za wbicie kolejnego poziomu. Dużą zmianę zauważymy również w ekwipunku. Zbroje bez odpowiednich modyfikacji nie wpływają już na prędkość ładowania granatu lub specjalnych zdolności. Perki odpowiadają teraz mobilności, wytrzymałości i regeneracji zdrowia. Wyleciał także podział broni na podstawowe, specjalne i ciężkie. Ich miejsce zajęły kinetyczne, energetyczne oraz potężne.

Uhonorowanie weteranów Destiny (1) wypada dość przeciętnie. Na starcie obejrzeć możemy pokaz grafik z naszych osiągnięć w poprzedniczce. Miłym akcentem jest oznaczenie, z kim udało nam się ukończyć dane wyzwanie. Następnie możemy kontynuować grę naszymi starymi postaciami. Niestety do dwójki przenosi się tylko klasa, rasa, płeć oraz wygląd naszego bohatera. Bungie próbowało uczcić weteranów także specjalnymi emblematami, szkoda jednak, że nie otrzymały, chociaż statusu legendarnych. Dodatkowym smaczkiem są zmienione dialogi, sugerujące, że znamy już uniwersum.

Destiny 2
Jeśli komuś przeszkadzały w jedynce losowe perki na broniach, to mam dobrą wiadomość. W Destiny 2 każdy element wyposażenia ma z góry predefiniowane zdolności. Taka zmiana wykluczyła ciągły grind oraz ułatwiła Bungie pracę nad balansem między innymi w trybach PvP.

Rozgrywki sieciowe przeciwko innym graczom na chwilę obecną podzielono na cztery kategorie. Szybką grę, w której rozegramy losowo klasyczny deathmatch lub przejęcie flag. Kolejną jest Competitive, tutaj rozegramy dłuższe mecze — wzorowane na Counter Strike’u rozbrajanie bomb, a także przetrwanie, gdzie każda z drużyn ma określoną liczbę żyć. Ponadto co weekend pojawiają się Trials of The Nine — odpowiednik znanych z jedynki Trials of Osiris. W Destiny 2 nie mogło zabraknąć również Iron Bannera — comiesięcznego eventu PvP. Rozgrywkom sieciowym należy zarzucić jednak obcięcie ilości graczy do czterech w jednej drużynie. Na szczęście mapy zaprojektowane zostały tak, by ciągle angażować graczy. Zresztą zredukowano czas bezczynności i już po chwili stania w miejscu wracamy na orbitę.

Endgame to oczywiście nie tylko zmagania przeciwko innym graczom. Powróciły Strike’i oraz Nightfall. Szczególne wyzwanie stawia przed graczem właśnie ten drugi. Jest to zmodyfikowany szturm, z limitem czasowym, większą ilością bardziej opancerzonych przeciwników, a także lepszymi nagrodami. Powrócił także raid, czyli wyzwanie dla sześcioosobowej ekipy. Misja ta wymaga często idealnej komunikacji, czy taktyki. Nowością jest również wydarzenie zwane wyścigiem frakcji. Przez tydzień wykonujemy standardowe zadania, za które otrzymamy specjalne żetony. Monety oddajemy wybranej organizacji, a ta, która otrzyma ich najwięcej, sprzeda nam unikatową broń w rozsądnej cenie.

Destiny 2

Lubię mieć możliwość wyboru języka w grze. W Destiny 2 jest to wyjątkowo problematyczny temat. Produkcja automatycznie przestawia wersję wraz ze zmianą języka w menu konsoli. Sama polonizacja wypada bardzo przeciętnie. Charakterystyczne głosy angielskiej wersji zastąpione gwiazdami polskiego dubbingu, cóż… mnie to nie kupuje. Tłumaczenia nazw własnych także nie wypadają najlepiej.

Większość aspektów samej rozgrywki nie uległa większym zmianom. Gra jest lekka i przyjemna, a strzelanie do wrogich kosmicznych cywilizacji nadal relaksuje jak żadna inna produkcja. Destiny 2 faworyzuje oczywiście ludzi, którzy potrafią zebrać ekipę do wspólnej zabawy, choćby w postaci klanów, które zyskują bonusy za aktywność członków. Samotne wilki również wsiąkną na długie godziny. Co więcej, Bungie wprowadziło Guided Games, czyli grę z przewodnikiem. Jeśli nie mamy z kim iść na raid, możemy spróbować z innymi zespołami. Tu jednak możemy natknąć się na barierę językową, a znajomość języka angielskiego to już podstawa. Zmianom nie uległo szeroko pojęte strzelanie. Jest równie miodne, jak w jedynce. Feeling broni jest nadal świetny.

Pod względem oprawy audiowizualnej Destiny 2 nadal trzyma poziom. Widoczki są równie niesamowite co w poprzedniej odsłonie. Mam wrażenie, że jest bardziej kolorowo, a efekty specjalne są lepiej przedstawione. Pod względem ścieżki dźwiękowej uniwersum Destiny miażdży wiele produkcji. Podobnie jest i w najnowszej części. Utwory takie jak Journey potrafią wryć się w pamięć. Nadają kapitalnego klimatu rozgrywce, choć zabrakło trochę epickości znanej z dodatków Rise of Iron, czy The Taken King.
Pod względem technicznym, Destiny 2 nie można praktycznie nic zarzucić. Gra działa płynnie, nie ma większych błędów, a nawet jeśli się takowe trafią, to szybko naprawiane są stosowną aktualizacją. Czasami zdarzy się drobny lag na serwerze, jednak nie jest to zazwyczaj nic wpływającego na rozgrywkę.

Najnowsza produkcja Bungie to dla mnie kandydat na grę roku. Pewne jest, że spędzę z nią sporo czasu. Jak większość strzelanek skupia się głównie na aktywnościach dla wielu graczy, kampania po prostu jest, ale to nie ona zajmie nam najwięcej czasu. Weterani z całą pewnością prędzej, później dodadzą Destiny 2 do swej kolekcji. Nowicjusze natomiast powinni spróbować, bo szkoda ominąć tak dobrą produkcję.