Nie da się nie zauważyć, że w kulturze popularnej panuje obecnie wielka moda na nostalgię. Następują wielkie powroty dawnych hitów. Na scenach muzycznych, w kinach i na ekranach telewizorów drugą młodość przeżywają postacie, światy i pomysły, na których wychowali się obecni dwudziesto i trzydziestolatkowie. Trend jest bardzo ciekawy i przynosi odbiorcom zarówno rzeczy wartościowe, jak i takie, które zwyczajnie żerują na sentymentach. Do samej premiery nie do końca wiadomo było, jakie miejsce zajmie w tym wszystkim nowy Doom. Wielu nie wierzyło, że może wyjść z tego coś dobrego, a beta trybu wieloosobowego nie napawała szczególnym optymizmem. Obawy podsycał jeszcze fakt, że producent gry nie udostępnił recenzentom kopii przed oficjalną premierą.

Bardzo szybko po rozpoczęciu kampanii dla jednego gracza okazuje się, że cała ta ostrożność nie była w ogóle potrzebna. Doom to świetna gra, wspaniale nawiązująca do swojego dziedzictwa a zarazem spełniająca wszelkie standardy nowoczesnej, wysokobudżetowej produkcji na najmocniejsze sprzęty.

Bez pardonu

Akcja gry zaczyna się niemal z miejsca, budzimy się na jakimś stole, wstajemy, roztrzaskujemy kilka pierwszych demonów, zgarniamy zbroję i spluwę i ruszamy na wielką bitewną orgię, na którą zaproszono setki piekielnych pomiotów. Doom odwołuje się w swojej mechanice do klasyki, do swojego wielkiego pierwowzoru o tej samej nazwie. Nie musimy się zastanawiać, po co to wszystko (chociaż możemy – wszystkie lokacje, postacie, historia świata rozpisane są w dzienniku w menu gry), dostajemy broń, widzimy brzydkie gęby demonów i zwyczajnie – wiemy co z tym zrobić. Zapomnijcie o samoczynnie regenerującym się zdrowiu protagonisty, bo wracają apteczki. Nie ma mowy o różnicy między strzelaniem z biodra, a przykładaniem celownika do oczu – na co to komu? Chowanie się za osłonami? Doom srogo karze powolne, metodyczne próby rozprawiania się z przeciwnikami. Tutaj walka to nieustanne lawirowanie pomiędzy wrogami, starcia toczone są w ciągłym ruch, przybierają formę niemalże tańca. Wchodzimy do danej sekcji, pojawia się kilkanaście demonów, a my musimy szybko się przemieszczać, strzelać, skakać i mieć oczy dookoła głowy, bo to samo robią piekielne stwory. Walka w Doomie to czysta, nieskrępowana przesadną taktyką zabawa, w której musimy wykazać się po prostu zręcznością i celnością.

doom1

Gra do naszej dyspozycji oddaje cały pokaźny arsenał, a każda broń dobrze sprawdza się w walce i przełączanie między nimi to nie tylko mus ale i przyjemność. Każde zabicie jest bardzo satysfakcjonujące, nie ważne czy strzelamy ze strzelby czy karabinu maszynowego. Zestaw uzupełnia piła mechaniczna, która daje masę frajdy, a przy okazji zabicia dokonane za jej pomocą dostarczają amunicji, której nigdy za dużo. Na osobną wzmiankę zasługuje jedna z największych innowacji – zabójstwa chwały. Gdy poziom życia demona spadnie odpowiednio nisko, zostaje on oszołomiony, a my mamy okazje załatwić go z bliska w bardzo brutalny sposób – wciskamy jeden przycisk, rozpoczyna się krótka, niezwykle krwawa animacja, a w nagrodę dostajemy kilka punktów życia. W momencie wykonywania zabójstwa chwały inne demony nie mogą nas dosięgnąć, więc wykonywanie ich jest kluczowe dla przetrwania w niektórych intensywniejszych starciach. Animacje towarzyszące temu elementowi są naprawdę intensywne i różnorodne, a przy tym bardzo krótkie, dzięki czemu nie nużą i nie zaburzają szalonego rytmu rozgrywki.

Zabójstwa chwały to tylko jeden z elementów, które sprawiają, że nowy Doom świetnie łączy oldschool z nowoczesnością. Wszystkie bronie mają po dwa alternatywne tryby pracy, które odblokowujemy i ulepszamy za punkty odblokowywane w trakcie rozgrywki. Możliwości zbroi również można zwiększyć, zbierając rozsiane po mapach żetony. Po znalezieniu gromadzących energię kul Argentu zwiększamy swoje ogólne statystyki  – zdrowie, ilość noszonej amunicji. Wreszcie, na mapach rozsiane są runy, które odblokowujemy wykonując krótkie intensywne wyzwania, stanowiące świetny przerywnik, np. musimy zabić określoną ilość przeciwników, ale mamy na to tylko kilka sekund, a dodatkowy czas otrzymujemy za każde kolejne zabicie. W nagrodę dostajemy wspomniane runy, które wprowadzają kolejne modyfikacje – potwory wypuszczają więcej amunicji, apteczek itd. Uff, jest tego wszystkiego sporo, cały czas pojawia się coś nowego, nowa możliwość, broń, tryb strzelania, a nie wspomniałem jeszcze w ogóle o rozsianych po mapach sekretach.

Chwila dla ciebie

W momencie kiedy zaczynamy potyczkę, czujemy się jak na kolejce górskiej – pędzimy bez opamiętania, nie widząc co będzie za kolejnym zakrętem, czy wzniesieniem. Jednak za każdym razem, gdy pokonamy jedną grupę demonów, gra daje nam chwilę wytchnienia – możemy pozbierać amunicję, podleczyć się, czy wreszcie dokładnie przejrzeć lokację w poszukiwaniu ukrytych wzmocnień czy wspomnianych sekretów. Wśród tych ostatnich królują fragmenty lokacji z pierwszego Dooma, które możemy odkryć w każdej misji. Nie są one łatwe do odnalezienia, bo o ile dostępna mapka pokazuje nam w przybliżeniu większość sekretów, to odszukać klasyczne poziomy musimy sami, liżąc ściany i szukając poukrywanych dźwigni. Bardzo mi odpowiada zaproponowany przez twórców model zabawy – intensywna jatka, a potem kilka chwil wytchnienia w poszukiwaniu skarbów. Zwłaszcza, że lokacje wykonano bardo dobrze, są urozmaicone i wielopoziomowe, a niektóre ich partie do przejścia wymagają zręczności jak przy klasycznych platfomówkach. Poruszanie się po platformach to kolejne ciekawe urozmaicenie i dobrze wykonany element gry.

W temacie oprawy postawiono na robiąca wrażenie efektywność kosztem efektowności. Kilka poziomów wygląda naprawdę pięknie, modele demonów wykonano bez zarzutu, ale większość lokacji nie zachwyca jakimiś detalami i jest dość do siebie podobna kolorystycznie. Za to wszystko śmiga w 60 klatkach na sekundę, bez żadnych czkawek, dzięki czemu gra w ruchu jest niezwykle przyjemna dla oka. Muzyka w grze doczekała się pochwał z wielu stron, zwłaszcza osób lubujących się cięższych brzmieniach i nie sposób nie docenić metalowej ścieżki dźwiękowej, która idealnie wkomponowuje się w klimat.

doom2

Kampania dla jednego gracza to świetnie wykonana robota. Mniejsze wrażenie robi tryb multi. Niby wszystko jest na swoim miejscu. Gra oferuje nieskrępowaną rozwałkę, nieduże plansze, na których ciągle coś się dzieje. Nie ma mowy o zbalansowaniu broni, a w trakcie walk każdy z graczy może przemienić się w wielkiego demona. Za zdobywane doświadczenie dostajemy mnóstwo skórek, dodatków i tak dalej. Jednak brakuje jakiegoś błysku w tym wszystkim. Fajnie trochę pograć, ale zabawy na lata z tego nie będzie. No chyba, że za sprawą Snapmap – prostego, ale dającego duże możliwość edytora map, który ma szanse zainteresować kreatywnych graczy.

Doom ku zaskoczeniu wielu, w tym również mnie okazał się być świetną grą. Kampania oferuje kilkanaście godzin zabawy. Momentami może stać się trochę nużąca, ale by tego uniknąć wystarczy ją sobie dozować w odpowiednich dawkach. W trakcie zabawy dzieje się mnóstwo, jest cały ogrom ulepszeń, nowych możliwość, które zdobywamy w trakcie gry. Mimo tego, że Doom to stara marka, to za sprawą mechaniki zabawy, której nie widzieliśmy już od ładnych paru lat, stanowi powiew świeżości w skostniałym, biorącym siebie zbyt serio, gatunku strzelanin.