W dawnych czasach straszny demon znalazł sposób by przedostać się do naszego świata. Druidzi, mistrzowie sił Avalonu powstali przeciw niemu. Wielu z nich poległo w walce przeciwko bestii, która była zbyt silna. W końcu, dzięki czarnemu zaklęciu Arcydruida, demona udało się uwięzić w podziemnej pieczarze. Wtedy Druidom objawiło się proroctwo. „Gdy kometa skryje się w cieniu księżyca, więzy zostaną zerwane, a demon uwolniony. Chaos i terror ogarną świat.”

Graven: The Purple Moon Prophecy to tytuł z gatunku Hidden Object Puzzle Adventure (HOPA) autorstwa polskiego studia Orchid Games. Po krótkim filmie wprowadzającym, przedstawiającą młodą panią archeolog w drodze do Bretanii, gra niemalże od razu rzuca nas w wir wydarzeń. To wszystko dzieje się tak szybko, że przez chwilę nie wiemy co się wydarzyło, po co i dlaczego. Jednak po chwili całość poziomuję się i zaczynamy odnajdywać się w tym całym magicznym rozgardiaszu.

Fabuła, jak na produkcję z gatunku HOPA przystało, nie jest zbyt skomplikowana. W Graven: The Purple Moon Prophecy mamy do czynienia ze standardową formułą walki dobra ze złem, której wynik zadecyduje o dalszych losach świata. Mimo całej tej prostoty, ścieżka fabularna momentami bywa całkiem wciągająca i dzięki typowemu zastosowaniu „głównego” czarnego charakteru, opowieść śledzi się naprawdę przyjemnie, z zainteresowaniem, a chwilami z zapartym tchem oczekując na dalszy rozwój wydarzeń.

Graven: The Purple Moon Prophecy, czyli łamigłówki w bałaganie zakopane

Podczas rozgrywki standardowo natrafimy na całą masę puzzli, zagadek czy innych łamigłówek, których wykonanie jest niezbędne do posunięcia się do przodu. Do tego dochodzą sekwencje z odnajdywaniem przedmiotów o określonym kształcie lub trudniejsze, gdy do dyspozycji mamy jedynie listę z nazwami rzeczy. I tutaj nie bardzo miałbym się do czego przyczepić. Wszelkie puzzle i zagadki mają dobrze wyważony poziom trudności, przez co ich wykonanie nie było zbyt łatwe ale też nie stanowiło przeszkody nie do przeskoczenia. Jednak drobną wadą jest bez wątpienia częste powtarzanie się sekwencji z odnajdywaniem przedmiotów w tych samych miejscach. Ponowne przekopywanie znanych już miejscówek bywało dosyć nużące i niejednokrotnie kończyło się moim wykorzystywaniem podpowiedzi do maksimum lub gdy tych zabrakło, przeklikaniem dosłownie całej planszy w nadziei na jak najszybsze przejście etapu.

Jednakże najmocniejszą stroną tytułu bez wątpienia jest cała oprawa audiowizualna. Wszystkie lokacje zostały zaprojektowanie wprost przepięknie i klimatycznie, przez co bywało, że „przystawałem” na moment i podziwiałem wygląd danego miejsca. Dodatkowo klimat tytułu jest cały czas podbijany przyjemną ścieżką dźwiękową wprowadzającą poczucie niepokoju i sekretów czekających na odkrycie. Wszystkie te elementy sprawiają, że przekopywanie się przez kolejne „zasypane” bałaganiarsko wręcz lokacje jest czystą przyjemnością.

Graven: The Purple Moon Prophecy jest grą pełną. Nie ma w niej specjalnych „fajerwerków” czy innowacji. To poprawna produkcja z gatunku HOPA, w którą gra się po prostu przyjemnie. Przejście tytułu od początku do końca zajęło mi cztery godziny jednego wieczoru, podczas których nie chciało odrywać mi się od rozgrywki. Graven: The Purple Moon Prophecy powinno zwrócić uwagę fanów gatunku HOPA, ale może też być dobrą furtką dla nowych graczy, którzy nie mieli jeszcze kontaktu z grami tego typu.

 

promocja