Wokół ostatniej odsłony historii Agenta 47, było swego czasu dość głośno. Wszystko za sprawą rozbicia całej gry na prolog i sześć epizodów, które pojawiały się kolejno mniej więcej co miesiąc. Wielu zasmucił też fakt dostępności gry tylko i wyłącznie w formie cyfrowej. Pewnym było jednak, iż prędzej, czy później wydana zostanie wersja płytowa gry zawierająca wszystkie odcinki. Po blisko roku oczekiwania na sklepowe półki trafił Hitman: The Complete First Season. Oceniać sposobu wydawania produkcji IO Interactive nie będę, gdyż to właśnie edycja kompletna była pierwszą, z którą miałem kontakt. Sądzę jednak, iż oczekiwanie po kilka tygodni na kolejne etapy musiało być frustrujące. Realizując nasze zlecenia odwiedzimy paryski pokaz mody, zakradniemy się do luksusowej włoskiej willi, doświadczymy zamieszek w Marrakeszu, trafimy do pięciogwiazdkowego tajskiego hotelu oraz Japońskiego prywatnego szpitala.

Hitman

Pomiędzy kolejnymi epizodami natrafimy na strzępki fabuły. W przypadku Hitmana to właśnie historia jest największą bolączką. Dopiero po ukończeniu gry jako tako możemy poskładać wszystkie fakty w całość, która i tak wypada blado. Przywiązanie uwagi do detali jest w przypadku Hitmana fantastyczne. Zanim przystąpimy do wykonywania brudnej roboty, warto zapoznać się z całą mapą, podsłuchać rozmów, określić usytuowanie strażników, czy po prostu poszwendać się po lokacji, bo a nuż znajdziemy element otoczenia, który wykorzystamy w późniejszej rozgrywce. Każdy z poziomów jest pełen zakamarków, które wykorzystać możemy do zlikwidowania celu. Po mapach krążą setki postaci niezależnych, z którymi możemy wejść w interakcję. Wielu z nich posiada własne dialogi oraz konkretne zajęcia i zachowania.

Hitman

Jak na grę z serii Hitman przystało, sposobów na likwidację każdego celu jest wiele, od standardowego strzału w potylicę, przez duszenie garotą, podawanie trucizny, wysadzanie ładunkiem wybuchowym, topienie w muszli klozetowej po „awaryjnie” uruchomioną sekwencję katapulty jednego z foteli odrzutowca. Tak jak wspominałem, lokacje są pełne postaci niezależnych, wykonujących najróżniejsze profesje, co więcej możemy „pożyczyć” ich stroje i użyć jako przebrania. I tutaj wachlarz opcji jest niemały. W jednej chwili udajemy naukowca w kombinezonie ochronnym, a moment później Agent 47 jest szefem kuchni. Oczywiście nie zabrakło możliwości wykorzystania kałuż pod napięciem, spadających żyrandoli, a także zupełnie przypadkowych narzędzi mordu jak nożyczki, gaśnice, cegły, a nawet ozdobne miecze. Tak mnoga ilość możliwości sprawia, że zabawa w Hitman sprawia o wiele więcej frajdy niż wykonanie ponurej serii zabójstw na zlecenie (no bo jak tu się nie śmiać z możliwości wysadzenia w powietrze naukowca rzygającego w przenośnej toalecie).

Pierwsze podejście do każdej z misji to dopiero początek. Najwięcej godzin spędzimy, powtarzając kolejne epizody, realizując kontrakty na coraz wymyślniejsze sposoby. Oczywiście wszystko jest odpowiedni nagradzane. W ten sposób odblokujemy nowe stroje, bronie, czy chociażby punktu startu misji, co oczywiście przekłada się na kolejne sposoby na ukończenie zlecenia. Normalna rozgrywka zaczyna nudzić? Jest tryb wyzwań, dodający do standardowej rozgrywki specjalne zadania jak dodatkowe cele, limity czasowe, czy konieczność usuwania ciał. Ponadto każda kolejna udana próba zwiększa przy okazji poziom trudności. Oczywiście zabawę można uprościć. Wprowadzono system okazji, dzięki któremu gra poprowadzi nas z rękę przez wszystkie zadania, wskazując najlepsze rozwiązania. Niby jest to jakieś ułatwienie, lecz moim zdaniem psuje cały efekt otwartości lokacji i swobody w działaniu. Drugą opcją jest znana z Hitman: Rozgrzeszenie zdolność instynktu, dzięki której Agent 47, zyskuje między innymi rentgenowski wzrok.

Hitman

Graficznie Hitman stoi na bardzo wysokim poziomie, dbałość o szczegóły otoczenia robi wrażenie. Już w pierwszej lokacji podziwiać wirujące płatki śniegu, a to dopiero początek. Animacje takie jak ciągnięcie ogłuszonego przeciwnika wyglądają bardzo naturalnie. Ścieżka dźwiękowa idealnie dopełnia świat gry. W moim odczuciu minimalnie kuleje system wykrywania naszego bohatera przez otaczające go postaci. Kilkukrotnie zdarzyło się, że zachowując się normalnie i korzystając z odpowiedniego przebrania, gra natychmiastowo przyklejała mi status podejrzanego. Zdarzyło się także, iż zupełnie bez przyczyny wszczęto alarm. Innym mankamentem jest dość wolna sztuczna inteligencja przeciwników. Zanim zostaniemy wykryci mamy naprawdę dużo czasu na wycofanie się i ucieczkę bądź zwykły chamski strzał w głowę strażnika. Kolejną wadą, są rozmowy z NPC-ów. Urok pryska, gdy niezależnie od kraju, w którym aktualnie znajduje się Agent 47, słyszymy ze wszystkich stron standardowy amerykański akcent. Japoński ogrodnik, marokański bojówkarz, czy włoski mafiozo wszyscy brzmią jak obywatele USA.

Hitman

Opóźnienie pełnej wersji przez rozbicie na poszczególne epizody, w żaden sposób nie wpływa na odbiór najnowszego Hitmana. IO Interactive odwaliło kawał dobrej roboty, tworząc kolejną odsłonę kultowej serii o Agencie 47. Możliwości, jakie oferuje gra, powodują, iż każde podejście do wykonywanego zlecenia jest indywidualne, a doświadczenie płynące z rozgrywki dzięki mnogości sposobów i broni zawsze inne.

Za udostępnienie kopii gry do recenzji dziękujemy firmie CENEGA.

promocja