Czynników wpływających na wybór konkretnej konsoli jest wiele — od zasobności naszego portfela, przez lepiej leżący w naszej dłoni kontroler, przywiązanie do marki, liczbę znajomych korzystających z usług sieciowych, na tytułach ekskluzywnych kończąc. Jednak to właśnie gry dostępne tylko na danej platformie mają tutaj największe znaczenie. PlayStation w swojej ofercie posiada już sporo marek takich jak Uncharted, Killzone, God of War, Ratchet & Clank, Jak & Daxter, czy The Last of Us. Na horyzoncie widać już pełną sylwetkę kolejnej produkcji, której nie powinien ominąć żaden fan „plejstacji” — Horizon: Zero Dawn.

Guerrilla Games, czyli ekipa odpowiedzialna za całą serię futurystycznych strzelanek Killzone, tym razem zamiast FPS’a stworzyła przygodową grę akcji z elementami RPG. Zostajemy wrzuceni w postapokaliptyczny świat, mniej więcej tysiąc lat od dziś. Cywilizacja upadła, ludność została zdziesiątkowana, a światem kierują prawa natury. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zamiast zwierząt z krwi i kości, królują ich cybernetyczne odpowiedniki. Historia rozpoczyna się w dniu nadania imienia głównej protagonistce — Aloy, którą już po chwili przyjdzie nam sterować. Z początku historia rudowłosej dzikuski, wyrzutka plemienia Nora, nie wpływa na odbiór gry. O wiele ciekawsze wydaje się samo uniwersum. Pytania co było powodem apokalipsy, geneza mechanicznych bestii — to przyciąga w świecie Horizon: Zero Dawn najbardziej… do czasu, gdy w wyniku dość nieoczekiwanego zwrotu akcji wplątani zostajemy w głębszą intrygę.

Jak na grę udającą RPG świat jest ogromny. Mamy pełną dowolność, czy wybierzemy misję poboczną, czy podążymy za główną linią fabularną. Mapa zasypana została znacznikami rozmaitych aktywności – od siedlisk zmechanizowanych zwierząt, po zapomniane przez setki lat ruiny „Świata Metalu”. Nie zapominajmy o licznych „znajdźkach” i wyzwaniach rozrzuconych po świecie gry. Horizon: Zero Dawn inspiracje czerpie garściami z pomysłów znanych ze starszych produkcji. Elementy wspinaczkowe porównać możemy do tych znanych choćby z przygód Nathana Drake’a (Uncharted). System rozwoju postaci przypomina ten zastosowany w ostatnich wyprawach panny Croft (Tomb Raider) – z każdym kolejnym poziomem doświadczenia otrzymujemy punkty rozwoju, za które odblokujemy wybrane przez nas umiejętności. Do wyboru mamy trzy kategorie związane z walką (silniejsze ciosy krytyczne, możliwość założenia na cięciwę łuku do trzech strzał jednocześnie), zbieractwem (dodatkowe surowce, szybsze leczenie) oraz umiejętności łowieckich (spowolnienie czasu w trakcie celowania, cichy atak z ukrycia).

Oczywiście oprócz nagrody w postaci punktów doświadczenia, z przeciwników zebrać możemy materiały, które później wykorzystamy do rozbudowy sakw, toreb i kołczanów, tworzenia amunicji oraz w handlu. Innym motywem zaczerpniętym z popularnej serii o skrytobójcach są pozwalające odkryć fragment mapy „punkty widokowe”. Tu jednak forma nieco się zmieniła. Naszym zadaniem jest wspiąć się na żyrafo podobne mechaniczne zwierzę. Kwestie rozmów z postaciami niezależnymi zrealizowano natomiast pod postacią koła dialogowego. Choć, w niektórych sytuacjach mamy możliwość wybrania odpowiedzi związanej z kreowaniem wizerunku Aloy, to nie ma to większego wpływu na dalszą rozgrywkę.

Nasza rudowłosa bohaterka to przede wszystkim łowczyni, a co za tym idzie spora część rozgrywki to polowanie. Choć każdą walkę możemy ukończyć w dowolny sposób, to atak bez wcześniejszego przygotowania jest złym pomysłem. Nawet najmniejsze blaszane bestie potrafią zakończyć nasz żywot kilkoma ciosami, w najlepszym przypadku spłoszymy stado, kończąc łowy fiaskiem. Przydatnym gadżetem okazuje się Fokus, który Aloy znajduje w ruinach starej cywilizacji, będąc jeszcze dzieckiem. Urządzenie bazuje na rzeczywistości rozszerzonej, dzięki której dostrzeżemy słabe punkty naszych oponentów, a także ścieżki, którymi się poruszają. Pozwoli nam to odpowiednio przygotować się do walki, rozkładając pułapki i wyposażając się w najbardziej skuteczne bronie. Niestety walki z ludźmi nie sprawiają tyle frajdy, co potyczki z maszynami. Większość z nich sprowadza się do celnego szycia z łuku i zdejmowania kolejnych wrogów.

Pod względem oprawy audiowizualnej Horizon: Zero Dawn prezentuje się obłędnie zarówno na PlayStation 4, jak i PlayStation 4 PRO, choć większa moc PRO-siaka zapewnia większy zasięg rysowania, czy lepiej wyglądające tekstury dzięki lepszemu filtrowaniu anizotropowemu. Śmiem twierdzić, iż najnowsza produkcja Guerrilla Games jest najładniejszą grą, jaka do tej pory ukazała się na konsolach. Widok natury, która przejęła kontrolę nad pozostałościami dawnych kultur. Wypełnione zwierzyną tą mechaniczną, jak i biologiczną lasy i łąki, górskie szczyty, z których rozpościera się widok na doliny pełne drzew, spowite lekką mgłą. Wszystko to robi piorunujące wrażenie. Udźwiękowienie świetnie wpasowuje się w klimat rozgrywki.

Niestety ideały nie istnieją. Czar gry pryska w kilku momentach. Woda, woda wygląda dobrze, dopóki do niej nie wejdziemy. Brak fali wynikającej z poruszających się obiektów wygląda bardzo nienaturalnie. Kolejny problem to sporadyczne błędy w oświetleniu, szczególnie gdy wychodzimy z jaskiń. Najbardziej boli jednak fakt kompletnego braku mimiki w trakcie rozmów z postaciami niezależnymi. Twarze nie wyrażają ŻADNYCH emocji. Nie pomaga też polski dubbing, który często nie pokrywa się z tekstem napisów. Brakuje synchronizacji z ruchem ust, w wielu przypadkach również i on nie eksponuje uczuć, a także nie pasuje do konkretnych bohaterów. Dlatego z całego serca radzę wybrać angielską lokalizację.

Świat Horizon: Zero Dawn wciąga. Mamy całkiem ciekawą przygodę, okraszoną świetną mechaniką i fantastyczną oprawą audiowizualną (z małymi zastrzeżeniami) oraz rozległym światem do eksploracji. Znajdziemy tu też sprawdzone elementy znane z innych gier, lecz użyte z umiarem i odpowiednim dopasowaniem do założeń gry. Zatem… powitajmy Aloy kolejną ikonę w panteonie gwiazd PlayStation!

Za udostępnienie kopii recenzenckiej dziękujemy dystrybutorowi gry – PlayStation Polska