Trochę czasu upłynęło, nim zespół IMGN.PRO przygotował Xbox’owe wydanie gry Kholat. Przypomnijmy, ten dość ciekawy tytuł bazujący na niewyjaśnionej historii sprzed 50 lat swoją premierę na komputerach osobistych miał w połowie 2015 roku. 10 miesięcy później do cyfrowej dystrybucji trafiła wersja na konsole PlayStation 4.

Wydarzenia przedstawione w polskiej produkcji ściśle nawiązują do Incydentu na Przełęczy Diatłowa, gdzie w nieznanych okolicznościach zginęło dziewięciu narciarzy. Różne teorie chętnie wykorzystuje się w telewizyjnych produkcjach dokumentalnych, my natomiast zapoznamy się z jedną z nich, grając w Kholat. Początek historii pokrywa się z faktem zaginięcia i śmierci grupy studentów, co więcej same podania historyczne przypominają fabułę paranormalnego horroru. W nocy w trakcie ekspedycji coś na tyle przeraziło ofiary, iż Ci w trakcie desperackiej ucieczki rozcięli ścianę namiotu od środka i wybiegli półnadzy, bez butów, na kilkunastostopniowy mróz.

Kholat

Prowadzone badania i oględziny ciał, sugerowały, iż piątka zmarła w wyniku hipotermii, pozostała czwórka odniosła obrażenia przypominające wypadek drogowy. Jedna ze znalezionych kobiet straciła połowę twarzy i język. Na pozostałościach ubrań zaobserwowano oddziaływanie radioaktywne, ponadto twarze członków ekspedycji nabrały nienaturalnego pomarańczowego odcienia. Krótki wstęp nie zdradza nam wielu szczegółów, na temat postaci, którą przyjdzie nam kierować. Wkrótce okazuje się jednak, że mamy rozwikłać zagadkę wyżej wspomnianego incydentu. Przygodę rozpoczynamy tam, skąd wyruszyli zaginieni, czyli w mieście Ivdel. Posługując się dość skąpym ekwipunkiem — latarka, mapa oraz kompas zdobywamy kolejne wskazówki.

Kholat

Aby optymalnie, przeżyć przedstawioną historię należy podejść do niej na spokojnie. Z początku brak konkretnego celu przytłacza. Potrzeba kilku minut, aby odnaleźć się w zabitej dechami wiosce. Z pewnością nie pomaga fakt braku żadnych informacji, które popchnęłyby rozgrywkę do przodu. Kholat nazwać można żartobliwie symulatorem chodzenia. Mapa, po której przyjdzie nam się poruszać, jest całkiem spora i przemyślana, co więcej możemy się po niej dowolnie poruszać. Ze względu na rozmiar obszaru pozwalającego na eksplorację nie zabrakło punktów szybkiej podróży w formie obozowisk. Oczywiście, by nie było zbyt łatwo, musimy je najpierw odnaleźć. Warto zaznaczyć, iż Kholat nie jest produkcją pełną dynamicznej akcji. Choć nie zapomniano o możliwości dość realistycznego biegu, jest on wyjątkowo irytujący — nasz bohater już po kilku metrach truchtu zachowuje się tak, jak gdyby miał wypluć płuca.

Kholat

Jeśli nie przepadacie za grami nastawionymi przede wszystkim na eksplorację, bardzo prawdopodobne jest, iż szybko odłożycie produkcję, na „grową kupkę wstydu”. Rozgrywka skupia się głównie na poszukiwaniach kolejnych kartek z notatnika. Oczywiście z każdą kolejną stroną poznajemy coraz lepiej fabułę Kholat. Skoro o mówimy o notatkach, warto wspomnieć, iż przy tworzeniu gry wykorzystano prawdziwe zapiski ofiar tragedii. Atmosfery grozy nie budują tutaj straszaki typu jumpscare (no może jeden). Twórcy budują napięcie poprzez uczucie zagubienia pośród zimowych scenerii Uralu. Poszukując kolejnych fragmentów układanki, zwiedzimy jaskinie, przemierzymy pokryty białym puchem las, a także spenetrujemy bunkier. Wraz z odnajdywaniem kolejnych poszlak, odkrywamy, iż na przełęczy Diatłowa nie jesteśmy sami — ktoś lub coś stale podąża naszym śladem.

Kholat

Choć oprawa przez dwa lata od premiery wersji pecetowej nieco się postarzała, należy przyznać, iż ekipa IMGN.PRO się postarała. Prószący śnieg, czy widoki zapadające w pamięć pokazują, iż nawet kilkuletnie gry potrafią zachwycić. Na szczególną pochwałę zasługuje oprawa audio. Udźwiękowienie w Kholat doskonale buduje napięcie. Efekty dźwiękowe jak chrzęst białego puchu pod butami, czy wycie wilków (o ile to były wilki) w oddali zostały mistrzowsko wkomponowane w ścieżkę dźwiękową. Z racji tego, iż Kholat jest produkcją polską, warto wspomnieć o dubbingu. W wersji angielskiej za głos narratora odpowiedzialny jest Sean Bean, w polskiej natomiast usłyszymy Mirosława Zbrojewicza, czy Andrzeja Chyrę. Choć wybór padł na wyjątkowo dobre głosy, zabrakło mi do pełni szczęścia rosyjskiego akcentu. Produkcja IMGN.PRO nie należy do najdłuższych gier. Przygodowy horror podzielony został na trzy akty, z czego pierwszy i ostatni trwają dosłownie chwilę. Na czas gry największy wpływ ma jednak umiejętność posługiwania się mapą i kompasem.

Kholat

Czy Kholat można zakwalifikować jako pełnoprawny horror? Tytuł z pewnością momentami mrozi krew w żyłach, jednak ekipa za niego odpowiedzialna nie stawia na typowe straszaki. Ciągła gra na emocjach, uczucie bezradności i odosobnienia to podstawa klimatu. Mroczna atmosfera ani oprawa audiowizualna niestety nie naprawią jednego ważnego aspektu tego typu gry, mianowicie finału przedstawionej historii, który został po prostu schrzaniony. Ostatecznie twórcy pogubili się między wykluczającymi się wzajemnie wersjami wydarzeń. Na niekorzyść wpływa też nasz bohater, który po prostu został wciśnięty do gry kompletnie na siłę. Kholat broni się dzielnie przez większą część zabawy, sprawnie lawirując pomiędzy ograniczeniami gatunku. Od połowy trzeciego aktu natrafiamy jednak na równię pochyłą (niestety w dół), która obejmuje rozczarowujące zakończenie przygody na przełęczy Diatłowa.