Kiedy mieszkałem jeszcze w akademiku, często ze współlokatorami oglądaliśmy pewien serial – Spartakus: Krew i Piach, czy raczej „Cycki, Intryga i Walka”, bo tak można było streścić większość odcinków. Klimat filmowych „300”, ciekawa fabuła, tło historyczne… wszystko to sprawiało, że serial ten był dla nas godny uwagi. Niestety, tragicznie zmarł aktor grający główną rolę (Andy Whitfield) przez co, moim zdaniem, kolejne serie nieco się posypały, choć nadal prezentowały wysoki poziom. W tym, 2017 roku, po licznych zawirowaniach udało mi się powrócić do Spartakusa – za pomocą gry planszowej wydanej przez Games Factory Publishing. Przy okazji obejrzałem także zaległy ostatni sezon serialu.

Zawartość pudełka z grą Spartakus: Krew i Zdrada

Pudło wita nas wizerunkiem Spartakusa 2.0 – Liama McIntyre. W środku znajdziemy Karty Rodów, planszę, całą stertę kart i kości, znaczniki oraz cztery figurki. Gra korzysta pełnymi garściami z licencji serialu – zdjęcia aktorów znajdziemy zarówno na kartach, jak i w instrukcji. Fani serialu z pewnością będą rozpoznawać poszczególne postacie. A wszystko to umieszczone w wygodnym insercie.

Spartakus pudełko

Karty są przyzwoitej jakości. Standardowo ponarzekam, że mogłyby być grubsze, ale ja mam świra na tym punkcie. Wydaje mi się również, że karty ekwipunku nieco odstają stylem od pozostałych, jednak nie drażni to oczu. Szkoda, że Intrygi nie zostały opatrzone żadnym obrazkiem lub zdjęciem. Z pewnością dodałoby to grze klimatu. O dziwo nie wystąpiły natomiast żadne problemy ze zrozumieniem tekstu na kartach. Prawdopodobnie dlatego, że w większości byłem przygotowany na rozwiewanie wątpliwości dzięki dyskusji na grupie „Gry planszowe” na Facebooku.

Spartakus zawartość

Nie mogę złego słowa powiedzieć o planszy i Kartach Rodów – są solidne i dobrze wykonane. Mieszane uczucia budzą u mnie figurki. Są dość szczegółowe, ale zrobione z miękkiego, elastycznego materiału (nie bardzo się znam, ale przypomina gumę). Plus jest taki, że figurki raczej się nie połamią. Minusami zaś – nieprzyjemny zapach i nieco śmieszne kształty (miecz jednej postaci przypominał raczej banana).

Spartakus

Kilka słów o instrukcji Spartakusa – zasady tłumaczy całkiem nieźle, ale nie da się nie zauważyć występujących w niej błędów językowych. Każdy z graczy otrzymuje także kartę pomocy. Jak dla mnie to świetny pomysł i zasługuje na duży plus.

Pamiętajmy, że jest to gra przeznaczona dla osób 17+, gdyż oprócz oczywistych nawiązań do walk na arenie znajdziemy również sporo wulgaryzmów. Osobiście ani trochę mi to nie przeszkadza, ale nie wszyscy lubią czytać o członkach.

Zasady gry (skrót)

W Spartakusie mamy 4 fazy gry:

  1. Utrzymanie – podczas tej fazy odwracamy nasze Wyczerpane karty, leczymy obrażenia otrzymane w fazie areny oraz sprawdzamy stan naszego utrzymania. Każdy Gotowy Niewolnik daje nam 1 Złoto, zaś utrzymanie 1 Gotowego Gladiatora kosztuje nas jedną monetę.
  2. Intryga – każdy z graczy dobiera po 3 karty Intrygi. Następnie, rozpoczynając od Gospodarza, gracze spieniężają swoje karty, wykorzystują zasady specjalne i przeprowadzają plany.
  3. Targ – podczas tej fazy gracze sprzedają i wymieniają dobra, licytują Gladiatorów, Niewolników i Ekwipunek. Na koniec tej fazy licytowany jest znacznik Gospodarza Igrzysk. To on będzie wybierał uczestników następnej fazy.
  4. Arena – Gospodarz otrzymuje 1 punkt Wpływu. Następnie zaprasza dwóch graczy na Igrzyska. Gracze ci wystawiają swoich Gladiatorów. Następnie wszyscy gracze obstawiają wynik walki (zwycięstwo, obrażenia oraz dekapitację). Zwycięzca walki otrzymuje 1 punkt Wpływu.

Gramy dopóki jedna osoba nie uzyska 12 punktów Wpływu.

Wrażenia

W instrukcji gry Spartakus: Krew i Zdrada możemy znaleźć takie zdanie: „nie zapominaj, że twoja podłość powinna mieć swoje granice”. Cóż mogę powiedzieć…

Negatywnej interakcji w Spartakusie jest całe mnóstwo. Jeśli tego nie lubicie, to lepiej nie siadajcie do tego tytułu. Nie na darmo gra ma podtytuł Krew i Zdrada. Zacznijmy jednak od początku, rozgrywki numer jeden.

Mimo sugestii instrukcji, naszą przygodę ze Spartakusem rozpoczęliśmy od rozgrywki długiej (zaawansowanej), gdzie każdy z graczy rozpoczynał z 1 punktem Wpływów. Rozgrywka w tym wariancie trwała w okolicach 4h z tłumaczeniem zasad, grając w trzyosobowym składzie. Uważam, że w praktyce lepiej zacząć od wariantu standardowego. Posiadamy w nim 4 punkty Wpływu, co zarówno skraca czas rozgrywki (nawet do 1,5h), jak i przyspiesza użycie kart Intryg. Po wybraniu naszych Rodów przeszliśmy do właściwiej rozgrywki.

Nie za wiele można powiedzieć o fazie Utrzymania. Wykonywane w niej czynności przeprowadza się szybko i niemal bezboleśnie. Niemal, ponieważ nasz ranny na arenie Gladiator może umrzeć lub pozostać niedysponowany w tej rundzie. Nie zdarza się to jednak często. Zaledwie kilka razy podczas naszych rozgrywek Gladiator nie mógł walczyć i nie zdarzyło się, aby któryś umarł.

Szybko rosłem w siłę dzięki pieniądzom – Tuliusz jako jedyny miał nadmiar Niewolników. Dzięki nim i sprawnym zagrywaniem Intryg ostatecznie dostałem się na szczyt. Tak naprawdę sytuacja na stole początkowo była bardzo wyrównana. Przewagę umożliwiły mi dwie rzeczy. Podczas fazy Intryg kolega próbował pozyskać więcej Złota za pomocą Planu. Pech chciał, że miałem na ręce kartę Reakcji udaremniającą ten Plan. Nie ma planu, nie ma złota.

no no no

W ten sposób wykluczyłem go niemalże z licytacji. Następnie udało mi się pozyskać na Targu nowego Gladiatora – Zefirosa – dzięki czemu łatwo pokonałem przeciwnika na Arenie. Przeciwnicy jednak nie dawali za wygraną i powoli zbroili się. Jeden z nich pozyskał nawet Gladiatora, który prawdopodobnie pokonałby mojego czempiona. Od czego są jednak Intrygi? Dzięki sprytnej podmianie Gladiatorów udało mi się wygrać, pozyskując kolejne pieniądze i Wpływy.

Kiedy w kolejnych fazach Targu udało mi się zlicytować Spartakusa, Kriksosa oraz włócznię wiedziałem, że zwycięstwo jest moje. Walki na Arenie od tego momentu można streścić krótko:

 

Słowem – KOCHAM tę grę! Intrygi, kruche sojusze, miażdżenie przeciwników na arenie Kapui… to jest to, czego potrzebowałem. Mechanika idealnie współgra z tematem. Słowem – jest klimat! Spartakus ma jednak kilka aspektów, które mogą zniechęcić. Po pierwsze – Ekwipunek, jaki możemy zakupić Gladiatorom jest bardzo mocny i może zdecydować o zwycięstwie. Każda Rana zadana w starciu jest na wagę złota. Po drugie – trudno nie zauważyć, że główni bohaterowie serialu (Spartakus, Kriksos i Gannikus) są mocniejsi od pozostałych. Oczywiście da się z nimi wygrać, ale nie da się ukryć, że wymaga to sporo wysiłku. Krótko mówiąc: zbyt wiele może zależeć od tego jacy Gladiatorzy pojawią się w danym momencie na Targu.

Ostatnią rzeczą, jaka może zniechęcić do tytułu, to walka. Polega ona przede wszystkim na rzutach kostką, co nie każdemu przypadnie do gustu. Sporą przewagę mają również Gladiatorzy o wyższym wskaźniku Szybkości – z dużą dozą prawdopodobieństwa to oni będą wygrywali rzut na Inicjatywę i decydowali kto zacznie starcie. Fani z serwisu BGG przygotowali pewną modyfikację zasad walki (LINK), ale pozostałe (poza rozstrzyganiem o Inicjatywie) rozwiązania do mnie nie przemawiają – owszem, gra staje się bardziej taktyczna, ale strasznie wydłuża to rozgrywkę. Kolejnym minusem walki jest to, że przynajmniej jedna osoba jest wykluczona z gry i tylko przygląda się wydarzeniom na arenie. Nie każdemu przypadnie to do gustu. Problemem jest również to, że Gladiatorzy o podobnych statystykach mogą nie być zainteresowani walką i będą krążyć w tańcu wokół siebie. Szkoda, że nie ma mechanizmu przeciwdziałającemu takim sytuacjom.

Spartakus figurki

Pierwszą partię rozegraliśmy w składzie trzyosobowym, ale udało mi się także zagrać kilka razy w czwórkę. W cztery osoby łatwiej było o powstanie jakiegoś sojuszu pomiędzy graczami, dzięki czemu trudniej było wygrać i wydłużało to grę. Z drugiej strony – odpowiednio zmanipulowana faza Intrygi dawała dużo więcej satysfakcji. Moim zdaniem gra sprawdza się świetnie w obu składach.

Wydaje mi się również, że mogłoby być nieco więcej kart w Sparatkusie, ale wiem, że istnieją do dodatki… chyba się na nie skuszę!

Podsumowanie

Jeśli jesteś fanem serialu Spartakus, lubisz negatywną interakcję, nie przeszkadza ci losowość – to ten tytuł jest dla ciebie. W przeciwnym wypadku możesz się dość łatwo odbić od tej gry. Gra w Spartakusa sprawia mi ogromną frajdę i zawsze chętnie zagram z kimś, kto da się zmanipulować, a potem bez skrupułów pozbawię go głowy. Mimo wszystko nie mogę wystawić jej oceny „Must Have”, losowość fazy Targu i Areny zbyt mocno potrafi dać nam w kość.

 

filmik nr. 1 pochodzi z animacji Batman (Warner Bros. prawa zastrzeżone), drugi zaś z anime Hakuto no Ken

Dziękujemy wydawnictwu Games Factory Publishing za udostępnienie gry do recenzji!!