Minecraft‚owy szał nadal trwa, a popularność wirtualnego świata zbudowanego z sześcianów stale rośnie. Nic więc dziwnego, iż sporo korporacji próbuje wskoczyć w ten dochodowy nurt, bazując na oryginalnej marce (od zestawów LEGO po głupoty jak „Nieoficjalna Biblia dla Minecraftersów”). Są także firmy tworzące gorsze i lepsze klony oryginalnej gry od Mojang. Jedną z nich jest Keen Games i to właśnie ich twór — Portal Knights wrzuciliśmy pod lupę.

Portal Knights

Portal Knights trochę odbiega od standardu, w którym naszym celem jest wyłącznie budowanie. Rozgrywka ma charakter iście RPG-owy. Mamy w miarę sensowną walkę, jest zbieractwo, jest system wytwarzania przedmiotów, a co najważniejsze znajdziemy tu także fragmenty fabuły. Założenia wydają się całkiem ambitne, niestety nie wszystko wyszło dobrze. Zaczynając od historii i zadań z nią związanych, sztampowa opowieść o przywróceniu równowagi światów, a dokładniej wysp poprzez odbudowywanie kolejnych portali to pretekst, by sprawdzić co oferuje świat zbudowany z sześciennych klocków. Na swojej drodze zmierzymy się oczywiście z niegodziwcami, którzy spowodowali tę całą hecę. Jak na rasowego erpega przystało, zabawę zaczynamy od stworzenia własnej postaci. Jeśli liczyliście na coś rozbudowanego, to nie mam dobrych wieści. Zaczynamy od wybrania płci oraz jednej z trzech profesji — wojownika, łowcy lub maga. Następny etap to wybory fryzur, koloru skóry czy dobrania kształtu oczu.

Portal Knights

Po Rozłamie jedynym połączeniem między poszczególnymi wyspami są portale. Te oczywiście zostały zniszczone i jak łatwo się domyślić naszym zadaniem będzie ich odbudowa. Po drodze odwiedzimy kilkadziesiąt dość zróżnicowanych map (od dżungli po tereny pustynne), na których to będziemy wykonywać kolejne misje skupiające się głównie na zbieractwie i walce. Na szczęście wraz ze zmianą krainy zmieniają się również przeciwnicy oraz materiały, które możemy wykorzystać choćby do budowy małego domku. Do braku zajęć w Portal Knights przyczepić się nie można. Z biegiem czasu trafiamy na postaci niezależne takie jak sklepikarze, z którymi przyjdzie nam handlować, czy mieszkańcy krain, którzy akurat potrzebują pomocy.

Portal Knights

Niestety do kolejnych zadań wnika monotonia. Aby zachować elementy akcji, skupiono się na walce, której momentami jest najzwyczajniej za dużo, a co za dużo to niezdrowo. Do tego dochodzą wydarzenia losowe, które jak możecie się domyślić, zazwyczaj sprowadzają się do walki. Budowanie samo w sobie jest przyjemne i można się w nim zatracić, jednak nie ma ono większego znaczenia dla samej rozgrywki. Ot możemy zbudować sobie bazę i… w zasadzie to wszystko. Portal Knights nic w tej sprawie nam nie narzuca. Pomijam kwestie ulepszania warsztatu, na którym tworzyć będziemy potrzebne w dalszej zabawie przedmioty, gdyż ten najzwyczajniej stać może „pod chmurką”.

Portal Knights

Skoro o warsztacie mowa, podobnie jak w innych grach tego typu w Portal Knights ekwipunek w głównej mierze wytwarzamy sami. Materiałów jest sporo, podobnie jak schematów. Niestety i ta część gry trochę kuleje. Wyobraźcie sobie sytuację, gdy jesteśmy na wyspie dwudziestej i do zbudowania, przykładowo, kilofa zabraknie nam materiałów. Surowce znajdują się w krainie siedemnastej, a przed nami przedarcie się przez dwa poziomy i trzy długie ekrany wczytywania. Takie sytuacje najzwyczajniej męczą. Na domiar złego nasz wirtualny warsztat obejmuje materiały zmagazynowane tylko w naszym plecaku, przez co często zdarza się biegać od skrzyni do skrzyni w poszukiwaniu konkretnej części, którą zachomikowaliśmy wcześniej.

Portal Knights

Oprawa graficzna Portal Knights jak większość gier z niższym budżetem plasuje się gdzieś między taką sobie a dobrą. Niektóre scenerie wypadają naprawdę nieźle, reszta jest po prostu przeciętna. Nie będę tu oryginalny, produkcja Keen Games stylistycznie przypomina ubiegłoroczny Dragon Quest Builders. W kwestii ścieżki dźwiękowej jest dość biednie. Kilka zapętlonych utworów ma umilać nam czas spędzony z pozycją. I umila, przez jakieś dwie godziny. Później znana melodia najzwyczajniej nuży. Skoro szeroko pojęta rozgrywka i oprawa audiowizualna są średnie, to może chociaż kwestie techniczne zostały dopracowane? I tak i nie. Ogromnym plusem, który powoduje, że Portal Knights nie wrzucimy do kategorii „kiedyś zagram, jak stanieje” jest możliwość wspólnej gry ze znajomymi, zarówno przez sieć, jak i ginącym w dzisiejszych czasach podzielonym ekranie.

Portal Knights

Pomysł kapitalny, wykonanie gorsze. Przez sieć zagramy niestety tylko ze znajomymi z naszej listy, więc na start musimy albo użyczyć naszego konta, albo namówić kogoś do zakupu produkcji studia Keen Games. Co do splitscreen‚a — generowanie dwóch obrazów powoduje ciągłe spadki animacji, przez co zabawa staje się mało komfortowa. Grając samemu, nie uświadczyłem większych błędów, pomijam już delikatne przycinanie w trakcie otwierania skrzynek ze zmagazynowanymi surowcami. Jedyną istotną bolączką są tutaj długie ekrany wczytywania. Przyczepić się można także do dość niewygodnego i momentami nieintuicyjnego sterowania oraz poroniony pomysł z zasięgiem budowania (tak zdarza się, że przez nieodpowiednio ustawiony celownik ustawiamy sześcienne bloczki, o wiele dalej niż zakładaliśmy).

Portal Knights

Portal Knights to idealny przykład jak budżet może zmarnować potencjał. Koncepcja jest świetna, natomiast w praktyce wyszła produkcja przeciętna. Ciekawie zapowiadająca się fabuła sprowadzona tylko do wprowadzenia do gry, spora powtarzalność, brak balansu między walką i innymi czynnościami. Dodając do tego trochę błędów oraz średnią oprawę, a także największą zaletę, czyli możliwość wspólnej zabawy ze znajomymi, dostajemy grę, w którą mimo wszystko da się zagrać o ile macie z kim.