Cofnijmy się 12 lat wstecz. Mamy rok 2005. Rebellion wypuszcza pierwszą odsłonę kultowej serii Sniper Elite — Berlin 1945. Od tego momentu marka z każdą kolejną odsłoną nabiera tempa i zbiera kolejne rzesze fanów. Po całkiem udanej „trójce” przyszła pora na rozwinięcie snajperskiej koncepcji. W końcu na sklepowe półki trafia czwarta odsłona cyklu. Jak snajper sprawdza się na polu walki po raz czwarty?

Sniper Elite 4 po raz kolejny przedstawia losy znanego z poprzednich części Karla Fairburne’a, agenta Biura Służb Strategicznych — agencji wywiadowczej Stanów Zjednoczonych, działającej w latach 1942-1946, a zarazem strzelca wyborowego. Tym razem umiejętności tytułowego snajpera potrzebne są partyzantom, a także aliantom we Włoszech. Ponownie otrzymaliśmy szczątkową historię spajającą jedynie kolejne misje w jedną całość. Rebellion Developments, czyli studio odpowiedzialne za Sniper Elite 4, oprócz bazowania na dotychczasowych osiągnięciach bierze przykład z innych skradanek.

 Sniper Elite 4

Rozgrywka przypomina połączenie piaskownicy znanej z Hitmana ze zwiadem i strategicznym podejściem do rozgrywki niczym w Metal Gear Solid V oraz lornetką, której użyjemy do oznaczania przeciwników. Główny, a także poboczne cele zostały rozsiane po całej dostępnej mapie, co pozwala mniej lub bardziej na zakradnięcie się w dogodny punkt strzelecki. Niestety, podczas gdy niesławny Agent 47 tylko zyskuje, zajmując się jednym zadaniem, bohater wojenny Karl Fairburne próbuje udźwignąć więcej misji, niż powinien. Strzelanie karabinkiem snajperskim z natury jest zadaniem pojedynczym, wymagającym pełnej koncentracji. Produkcje traktujące o snajperach budowane być powinny wokół sedna precyzyjnych zabójstw. Sniper Elite 4 wydaje się być grą akcji, gdzie przypadkowo naszą bronią główną jest snajperka. Co więcej, odniosłem wrażenie, że sami twórcy nakładają na nas karę za posługiwanie się broniami dalekiego zasięgu. Znaczący wpływ na styl gry ma huk wystrzału, który automatycznie alarmuje wrogów. Oczywiście możemy go zagłuszyć armatnią salwą lub uruchamiając maszyny. Problem leży jednak w odległości między naszym snajperskim gniazdem, celem i „zagłuszaczami”. Te ostatnie najczęściej znajdują się tuż przy delikwencie, którego mamy zdjąć. Logika w tym momencie podpowiada, by wykorzystać sytuację, niczym Sam Fisher.

Sniper Elite 4

Mapy nie są wystarczająco duże, aby mówić tu o grze z otwartym światem. Niestety, choć wielkość jest odpowiednia, to sam projekt nie do końca pasuje do konwencji produkcji. Co prawda początkowe misje wprowadzające pokazują w praktyce znaczenie między innymi prędkości wiatru na trajektorię pocisku. Późniejsze zadania degradują naszą potężną daleko-zasięgową broń, wrzucając nas w ciasną zabudowę. Kilkukrotnie w trakcie gry trafiłem na dobry punkt snajperski, z którego nie mogłem zdjąć celu, gdyż ten stał za żywopłotem (ehh, gdyby tylko ogrodnik przyciął go bardziej…). Jedyną pozostałą możliwością było się podkraść i wykonać zadanie z bliska. Takich sytuacji w Sniper Elite 4 jest zbyt wiele.

Sniper Elite 4

Produkcja, zamiast wykorzystywać swoje mocne strony i unikalność rozgrywki (staranne przygotowanie do oddania jednego idealnego strzału), odciąga nas od celownika licznymi misjami pobocznymi. Wykradanie dokumentów lub sabotowanie dział przeciwlotniczych? Proszę bardzo! Jesteśmy w końcu żołnierzem idealnym – Karlem Fairburn. Ostatecznie zabieramy się za czyszczenie mapy z opcjonalnych znaczników, za które też otrzymujemy punkty doświadczenia. Oczywiście przekładają się one na walutę w grze, a za nią kupimy kolejne, choć  niekoniecznie lepsze bronie. Paradoksalnie tam, gdzie powinno być gorzej, jest lepiej. Multiplayer w porównaniu do kampanii znacznie lepiej wykorzystuje główną ideę całej gry.

Sniper Elite 4

Znajdziemy tam kilka unikalnych trybów gry jak Przetrwanie (wzorowane odrobinę na Zombie znanych z serii Call of Duty). Są także asymetryczne rozgrywki PvP, a także „król odległości”, gdzie zwycięża drużyna, której członek oddał najdłuższy skuteczny strzał. Jednak Sniper Elite 4 kojarzy się głównie z rozgrywką dla jednego gracza. Sieciowa gra wieloosobowa to tylko dodatek, który nie powinien konkurować z produkcjami nastawionymi w głównej mierze na zmagania w trybach dla wielu graczy.

Technicznie Sniper Elite 4 trzyma poziom poprzedniczki, gdyż jest to w zasadzie ta sama gra tyle, że z nowymi mapami. Oprawa audiowizualna odpowiada dzisiejszym standardom, nie uświadczymy efektu „wow”, ale też nie będziemy rozczarowani jakością grafiki. Ścieżka dźwiękowa najzwyczajniej wpasowuje się w cały gameplay, przez co nawet nie zwrócimy na nią większej uwagi. W przypadku PlayStation 4 Pro dodatkowa moc wykorzystana jest na poczet większej ilości klatek na sekundę, krótszym czasem wczytywania oraz nieznacznym polepszeniem oświetlenia.

Sniper Elite 4

Zabicie wroga wręcz – X-Ray, śmierć przeciwnika w eksplozji – X-Ray, kula wraz z łuską przeszywająca czoło, a następnie potylicę, oczywiście X-Ray. W Sniper Elite 4 pozostały elementy, które lubimy. Niestety mam wrażenie, iż twórcy nie do końca wiedzą, w którą stronę pokierować losy Karla Fairburne’a. Rozgrywka wydaje się rozdarta pomiędzy założeniami skupiającymi się na strzelectwie wyborowym i pełną akcji rozgrywką rodem z Battlefield. W rezultacie Rebellion Developments stworzyło produkcję pełną sprzeczności.

Za udostępnienie kopii gry do recenzji dziękujemy firmie CENEGA. Tytuł testowany był na konsoli PlayStation 4.

promocja