Star Wars: Battlefront II to tytuł, o którym w tym roku było całkiem głośno. Wszystko za sprawą zablokowanych treści, mikropłatności i ogromnego grindu, który był niezbędny by zyskać dostęp do wszystkich elementów gry, bez wydawania prawdziwych pieniędzy. Jednakże, po batalii z graczami, EA zdecydowało się znacznie ograniczyć rolę mikropłatności w swojej najnowszej produkcji. A zatem – Czy tegoroczne Star Wars: Battlefront II, to gra warta uwagi? Wszystko okaże się w poniższej recenzji.

Mikropłatności, mikropłatności – gdy słyszę to słowo, pierwsze na myśl przychodzą gry mobile. Darmowe, nieskomplikowane, proste w budowie – i naszpikowane mikropłatnościami. Można by nawet nakreślić pewien wzór – jeśli gra jest mobilna, to ma mikropłatności. Ale czy znaczy to, że gra z mikropłatnościami, jest grą „mobilną”? Tydzień temu uznałbym to za absurd, ale tydzień temu nie grałem w Star Wars: Battlefront II.

Star Wars: Battlefront II byłby doskonałą grą mobilną. Od samego menu głównego, przez tryb fabularny, aż po tryb arcade i multiplayer – wszystko jest takie, jak w grach mobilnych. Rozdmuchane, uproszczone i niewymagające wiele czasu. No może poza grafiką, ona jako jedyna mobilna nie jest i Star Wars: Battlefront II, na silniku Frostbite, wygląda fenomenalnie.

„Mobilne” wrażenie swój początek ma już w menu głównym, gdzie – jak w większości mobilnych tytułów – witani jesteśmy prośbą o otwarcie naszej „dziennej skrzynki”. Gdy już to zrobimy, otrzymawszy (jak się można było spodziewać) masę niepotrzebnych nikomu kredytów/kryształów/kart/ulepszaczy, czy innych tego typu rzeczy i trzy razy zastanowimy się do czego one właściwie służą, ponownie trafiamy do menu głównego. Tutaj naszą uwagę przykuwa prawy, górny róg ekranu. Znajduje się tam bowiem licznik stanu posiadanych obecnie przez nas, piekielnie ważnych, kredytów/kryształów/wstawdowolnąważnąrzecz.

Star Wars: Battlefront II – „mobilna” gra, na konsole i PC

Jak na ironię, „mobilny” jest sam wygląd menu głównego. Może to już czepialstwo, ale te wielkie kafle, z wielkimi napisami umieszczonymi na nich, idealnie sprawdziłyby się na małym ekranie smartfonu. Gdy klikniemy na jeden z nich, uruchomimy tryb fabularny, który podobnie jak reszta trybów w Star Wars: Battlefront II, poza ładną grafiką do zaoferowania ma naprawdę niewiele. Jest liniowo, prosto i nudno do bólu. Proste lokacje (w większości wyjęte z trybu multiplayer) wypełnione są albo postaciami oskryptowanymi tak bardzo, że absolutnie nie zwracają uwagi na gracza (jeśli staniemy na drodze przechadzającemu się po okolicy sojusznikowi ten po prostu nas popchnie), albo wrogami sterowanymi przez AI tak głupie, że łatwe boty z CS’a pokonały by je w szachy.

Sytuacji nie ratują też momenty, gdy mamy okazję zagrać jako jedi. Rozgrywka jest wtedy jeszcze bardziej toporna i frustrująca. Nie ma tu wspaniałego rozrzucania przeciwników czy demolowania otoczenia przy użyciu mocy, tak jak w Star Wars The Force Unleashed. Jest tylko bieganie, machanie i zasłanianie się świecącym mieczykiem, by co jakiś czas zrobić fikołka. Miarka się przebrała, gdy miałem okazję „przejechać się” machiną kroczącą – gdzie cała interakcja ograniczała się do celowania i strzelania (zupełnie jak w grach mobilnych). Chyba nie muszę już nawet wspominać,  jak źle wypada sama historia. No, może jedynym plusikiem trybu fabularnego (lecz multi także) jest możliwość polatania małymi statkami kosmicznymi. Starcia gwiezdnych myśliwców wyglądają naprawdę bardzo dobrze i na pewną chwilę pozwalają zapomnieć o nijakości reszty gry.

Uproszczenia, niedoróbki i co ponad to?

Po szybkim rozstaniu z trybem fabularnym, skierowałem swoje kroki do multiplayera. Jak się okazało – także w znacznym stopniu „umobilnionego”. Wszystko ogranicza się do wyboru interesującego nas trybu rozgrywki (jest ich 5). Nie ma nawet możliwości wybrania mapy, jaką mamy ochotę zagrać i wszystko dobierane jest automatycznie. Co do samych trybów, też mam parę zastrzeżeń. Trzy z nich różnią się od siebie naprawdę niewiele, i uczciwy twórca zawarłby je w jednym, zamiast rozdmuchiwać na kilka. Co do samej rozgrywki – jest trochę lepiej niż w przypadku singla, jednak od ideału wciąż dzielą ją lata świetlne. Strzelanie jest całkiem przyjemne, chociaż niewielka możliwość personalizacji danej klasy czy nikłe modyfikacje broni (wymagające sporo grindu), szybko czynią rozgrywkę nudną. Nie pomagają tu ładne mapy czy potyczki na większą skalę. Podobnie sprawa ma się ze starciami myśliwców. Na początku wciągające i wizualnie zapierające dech w piersiach, szybko się nudzą. Bo ile można latać tym samym po tych samych mapach.

Mógłbym wejść w szczegóły jeszcze bardziej. Mógłbym opisać po kolei każdy tryb gry, czy mechanikę jaka w nich panuje. Mógłbym opisać tryb arcade, w którym jedno starcie trwa 3 minuty i ogranicza się do szlachtowania wrogów na niewielkiej mapie. Ale po prostu już mi się nie chce. Byłoby za długo, wymagało by to jeszcze więcej wylanych wiader krytyki i puszczonych pod nosem przekleństw, nad najnowszym „dziełem” EA DICE. Cały kontakt ze Star Wars: Battlefront II jest tym bardziej bolesny, gdy zauważymy, że ta gra faktycznie ma potencjał. Potencjał zaprzepaszczony zwykłą chciwością wydawcy i chęcią zarobku, jak najniższym kosztem pracy.