Grając co roku w kolejne odsłony WWE zawsze spodziewam się jakichś nowości. Przyzwyczajony, że jak zawsze pod koniec października pojawi się nowa wersję, nie śledzę jakoś szczególnie zapowiedzi, trailerów, czy newsów związanych z serią. Za każdym razem jednak jestem pełen nadziej, że nowości pójdą w dobrym kierunku, gra będzie fajniejsza, bardziej rozbudowana i stawiająca krok do przodu. Rok temu moje oczekiwania zostały spełnione, chociaż ten wspomniany krok zrobiono po dość znacznym regresie z lat ubiegłych. Instalując WWE 2K17 liczyłem, że ten trend zostanie zachowany.

Marketing w tym roku oparto na rywalizacji dwóch legend zapaśniczej branży, która tak rozpalała wyobraźnię fanów, że została przeniesiona również do rzeczywistego programu federacji. Mowa oczywiście o konflikcie Brocka Lesnara oraz Goldberga, nieprzeciętnie zbudowanych, silnych jak tury zawodników, którzy serca widowni zdobyli dewastującymi atakami w ringu, nieco po macoszemu traktując zwyczajowe, charyzmatyczne wystąpienia poza nim. WWE 2K17 jest kontynuacją pewnego trendu, który zapoczątkowano kilka lat temu – opierania sie na gwiazdach, które rządziły wrestlingiem w jego złotych latach 80-tych i 90-tych. Mieliśmy już Ultimate Warriora, Stone Colda, Stinga, przyszła więc też kolej na Goldberga. Nie mam nic przeciwko temu, bo jak zwykle powoduje to, że roster dostępnych postaci jest piorunujący. Gwiazdy obecnej i poprzednich generacji, największe legendy i młode wilki. Do wyboru do koloru.

  wwe2

Modele zawodników wykonano bardzo dobrze i gdyby ograniczyć się tylko do zbliżeń na ringu, grafikę można by nazwać rewelacyjną. Niestety dookoła mamy też cały czas marnie wyglądającą widownię czy elementy otoczenia nie powiązane bezpośrednio z samą walką. Wydawało się, że nowa generacja konsol będzie w stanie udźwignąć wiarygodne modele zgromadzonych w hali fanów, dodatkowo wykonujących więcej niż jeden, ciągle ten sam gest, jednak przyjdzie nam na to poczekać co najmniej jeszcze jeden rok.

Najważniejsza jest jednak rozgrywka. Pierwsza ważna informacja jest taka, że nie zepsuto niczego względem poprzedniego roku. Mechanika walk jest wymagająca, zmusza nas do zapamiętania kilku rozwiązań związanych np. z duszeniami czy odklepywaniem, ale jest przy tym w dalszym ciągu bardzo satysfakcjonująca. Z każdą walką możemy próbować czegoś nowego, ilość chwytów i możliwości ich wykorzystania jest imponująca. Doszła opcja prowadzenia walki na trybunach między fanami, co często widzimy w telewizji, oraz walk na zapleczu.

Jeżeli chodzi o nowości, to główną i  chyba jedyną jest możliwość zmiany za pomocą przycisku celu, który chcemy zaatakować. Jest to bardzo pożądana opcja, zwłaszcza w meczach więcej niż dwóch zawodników, które do tej pory były jedną wielką loterią pełną chaosu. Dzięki temu, że w dowolnej chwili możemy zmienić cel, wszystko staje się odrobinę bardziej poukładane, czego nie sposób nie docenić. Z drugiej strony to jednak trochę mało jak na nową edycję gry, a system, który mocno co prawda zmodyfikowano, ale z założenia od kilku (nastu?) lat pozostaje ten sam, zaczyna się już zwyczajnie starzeć.

wwe1

Jeżeli chodzi o tryby gry, to spotkał mnie w tym roku spory zawód. Zabrakło trybu Showcase, który w moim odczuciu był najmocniejszym punktem ostatnich edycji. Odtwarzanie historycznych pojedynków i historii okraszone mnóstwem materiałów wideo, statystyk, informacji, stawiające nam w każdym meczu inne cele, było dla mnie prawdziwym magnesem serii. Szkoda, że tym razem niczego nie przygotowano, a można przecież było odwołać się do imponujących karier dwóch wspomnianych na wstępie karier bohaterów tegorocznej edycji.

Pozostały kariera i WWE Universe, które oczywiście są przepastne i wzmocnione mnóstwem dodatkowych opcji, to jednak są to tryby, które wymagają mnóstwo czasu, są bardzo rozwleczone i przez to potrafią być nużące, zwłaszcza dla kogoś, kto nie ma ochoty bawić się w wielkiego reżysera całego współczesnego cyrku pod nazwą wrestling. Nie można zapomnieć oczywiście o tym, że niemal każdy element dot, zawodnika, otoczki, toczących się rywalizacji można ustawić pod swoje dyktando, a tryb tworzenia postaci to w dalszym ciągu niedościgniony wzór dla wszelkich gier tego typu.

Nie mogę z czystym sercem powiedzieć, że w tym roku seria ruszyła naprzód. Są pozytywne, ale niewystarczające zmiany w rozgrywce. Niczego nie zepsuto, ale też specjalnie nie naprawiono. Obcięty został tryb Showcase, który z całą pewności wróci w takiej czy innej formie w kolejnych latach. Nie ma wobec tego też jakiegoś upadku marki. Stoimy więc w miejscu, czyli jeżeli ktoś w poprzednią część nie grał, a ma chęć na odrobinę tego typu rozrywki, powinien WWE 2K17 dać szansę.