Sharkoon korzysta z bardzo dziwnej numeracji swoich produktów. Poprzednio miałem okazję testować ich klawiaturę K20, która była sprzętem pod względem wykonania wyjętym wprost z wyższej półki, choć zabrakło brakowało jej nieco funkcjonalności, na co osobiście nie narzekałem. W moje ręce wpadła teraz K30, która przed wyjęciem z pudełka, wedle numeru, uważałem za produkt jedynie usprawniony względem poprzednika. Cóż, okazuje się, iż jest to konstrukcja nieco odmienna, ale tym samym nie lepsza, ani też nie gorsza.

Sharkoon K30 dojechała do mnie spakowana w praktycznie ten sam sposób jak K20. Było to jednak pudełko mniejsze i przede wszystkim lżejsze, co nieco mnie zdziwiło. Po otwarciu, oprócz samej klawiatury, znalazłem dołączaną zawsze do sprzętów Sharkoona zawieszkę na drzwi oraz płytę ze sterownikami. Po odpakowaniu sprzętu z folii i chwyceniu urządzenia w ręce, zorientowałem się, że jedna z największych kart przetargowych K20 zniknęła, a mianowicie chodzi mi tu o metalową konstrukcję spodu. Cała K30 to jedna wielka, plastikowa bryła. Czy jednak trzeba tak bardzo obawiać się tworzywa sztucznego? Żółty spód okazał się być bardzo trwały i w dodatku ma kilka dziurek, których zadaniem jest wyprowadzenie płynu w razie zalania klawiatury. Nie mogę za to powiedzieć tego samego o górnej, czarnej części, bowiem tutejszy plastik już taką wytrzymałością mnie nie zaskoczył. Po większym naciśnięciu ręką na chociażby podpórkę pod nadgarstki, usłyszałem nieprzyjemny dźwięk skrzypienia i czuć było delikatne uginanie się materiału. Muszę przyznać, że boję się o wytrwałość tej części sprzętu.

Wygląd K30 również specjalnie nie przypadł mi do gustu. Jestem fanem minimalizmu i elegancji, stąd dziwne, ostre kształty, które kojarzą mi się z tanimi klawiaturami „dla graczy”, pełno dziwnych wybrzuszeń oraz wypustek, a także „awangardowo” wyglądająca spacja, bardzo szybko mnie od siebie odrzuciły. Pamiętajcie jednak, że jest to tylko i wyłącznie mój gust, dlatego niektórym to jak K30 się prezentuje może się spodobać.

sdr

Pod względem ergonomicznym membranowa K30 spisuje się całkiem nieźle. Klawiatura wyposażona została w dwie stopki, obydwie ustawiają całą konstrukcję pod różnymi wysokościami, także każdy znajdzie coś dla siebie. Nowy produkt Sharkoona ma również podstawkę na nadgarstki, choć ta jakoś specjalnie mnie nie zachwyciła, bowiem jest ona niewystarczająco szeroka, przez co nie mogłem na niej w komfortowy sposób osadzić obydwu dłoni. Warto za to zaznaczyć, że sprzęt jest całkiem lekki i podczas korzystania bardzo dobrze trzyma się powierzchni biurka, nie jeżdżąc po nim jak po tafli lodu. Podczas pracy czy grania, takie rzeczy niezwykle się chwali.

W przeciwieństwie do K20, tutejsze klawisze mają nieco niższy profil, choć charakteryzują się podobną głośnością przy naciśnięciu. Pisanie było czynnością wygodną, choć znajdzie się tu kilka zastrzeżeń. Przede wszystkim przyciski od macro leżą zbyt blisko „Ctrl-a” i mają niewiele różniącą się od siebie budowę, przez co często naciskałem klawisz funkcyjny „M5”, a potem dziwiłem się, że mój „Ctrl” przestał nagle działać. Co zaś się tyczy grania, to dzieło Sharkoon sprawdza się tu bardzo dobrze i nie mam w tej kwestii nic do zarzucenia. K30 wyposażony został w anti-ghosting do 13 klawiszy i co najważniejsze działa. Dodatkowo dzięki załączonemu oprogramowaniu możemy ustawić kilka prostych macr i przypisać je do któregoś z 5 wyznaczonych przycisków. Można też nadać im kilka innych funkcjonalności, w tym choćby uruchomienie wyznaczonej aplikacji (np. przeglądarki). K20 macr nie posiadało i fani MMO mogli na to nieco narzekać. Mi osobiście to nie przeszkadzało, ale ich obecność trzeba zaznaczyć jako plus.

sdr

Sharkoon K30 wyposażona została również w proste podświetlenie, które oprócz „pulsowania” nie ma żadnych specjalnych animacji. Dostępny jest wyłącznie biały kolor i dla porównania K20 miało też do dyspozycji czerwone, a także niebieskie barwy. Samo światło jest wyraźne i ładnie komponuje się z klawiszami, jednakże siła naświetlenia na maksymalnym ustawieniu specjalnie nie powala.

Wspomnę jeszcze o przyciskach od „F5” do „F12”, które są multimedialne, zaś na lewo od nich znaleźć możemy trzy guziki, dzięki którym w locie będziemy mogli zmieniać profile ustawione w sterownikach. Samo oprogramowanie, oprócz wspomnianego ustawiania macro (w tym oczywiście jego nagrywania w locie), nie oferuje niczego specjalnego. Można w nim wyłączyć klawisz „windowsowy”, zmienić natężenie podświetlenia (co można zrobić też przy pomocy odpowiedniej kombinacji przycisków), przypisać inną funkcjonalność włącznikom czy ustawić inny polling.

Oprogramowanie 2

Jak zauważyliście po teście, nie jestem specjalnie zadowolony z K30, głównie przez to jak świetnym produktem okazała się wcześniej dla mnie K20. Co jednak przemawia za testowaną tu przeze mnie klawiaturą? Przede wszystkim cena, która w stosunku do porównywanego modelu jest mniejsza o dobre 50 złotych. Zyskujecie przy tym możliwość ustawienia macr, nieco niższy skok klawiszy, ale za to kwestie takie jak jakość wykonania, wygląd czy ergonomia już delikatnie zaczynają się od siebie różnić. Nie świadczy to jednak o tym, że K30 jest absolutną katastrofą. To dobry sprzęt w swojej półce cenowej. Pomyślcie jednak sami, czy faktycznie potrzebujecie dodatkowych rzeczy, które K30 oferuje. W przeciwnym wypadku, jeśli nie szkoda Wam tych 50 czy 60 złotych, to myślę, iż warto dorzucić tę niewielką ilość pieniędzy do K20.