Podczas ostatniego Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier zaprezentowano łącznie ponad 150 premier pozycji zarówno polskich, jak i zagranicznych. Wśród tak bogatej oferty wydawniczej, naszym zdaniem na uwagę zasługuje najnowsza perełka w portfolio Egmontu zatytułowana Relax: Antologia Opowieści Rysunkowych.

Polska scena komiksowa nie tylko Marvelem i mangą stoi. Wierzcie lub nie, ale także mieliśmy (i mamy nadal) znakomitych rysowników oraz scenarzystów tworzących ciekawe opowieści rysunkowe. Medium powszechnie kojarzone z zachodnią kulturą popularną miało również swoje miejsce w Polsce powojennej. Mimo antyzachodniej propagandy, będącej jednym z fundamentów funkcjonowania dawno minionego systemu, nie udało się całkowicie wyprzeć wszystkich nurtów wyrazu artystycznego, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, iż rodzimy komiks rozwijał się powoli jeszcze wcześniej, w okresie polski sanacyjnej.

Krótka lekcja historii

Pierwsze dwie dekady „komuny” przyniosły nam wiele opowieści obrazkowych (nazwa wtenczas stosowna jako alternatywa dla zachodniego komiks) o przeróżnej tematyce i różnym zaangażowaniu w tryby systemu polityczno-społecznego. Dlatego odnajdziemy historie od zarówno awanturniczo-przygodowych, wojennych, edukacyjnych, krótkich komediowych pasków komiksowych, po opowieści aż ociekające propagandą i stojące po przeciwnej stronie prace undergroundowe.

Mimo tego cykl wydawniczy nie miał unormowanego trybu, a wszystkie opowieści graficzne ukazywały się bardzo nieregularnie w niesłychanym rozproszeniu, ukrywając się na stronicach naprawdę przeróżnych magazynów, czasopism i gazet, co niejednokrotnie doprowadzało do kuriozalnych wpadek edytorskich – przykładowo rodzimy komiks widniał zaraz obok artykułu krytykujący zachodnią kulturę na różnych płaszczyznach.

relax_antologia_06

Brakowało zatem większego składu i ładu, aż do nastania lat 70., nazwanych potocznie epoką lub dekadą Gierka (nazwa pochodzi od imienia sekretarza głównego KC PZPR Edwarda Gierka), kojarzonych przez wielu Polaków żyjących wtedy z okresem silnej stabilizacji oraz nowych możliwości. To właśnie wtenczas nastąpiło szersze otwarcie na zachód, zaszczepiając świeże trendy filmowe, muzyczne, a na półkach sklepowych pojawiły się zupełnie nowe produkty. Mało się jednak mówi, ale w latach 70. aparat propagandy były znacznie prężniejszy i bardziej konsekwentny w swoich wysiłkach, aniżeli miało to miejsce w poprzednich dekadach. W takiej oto rzeczywistości pojawił się magazyn „Relax”, który wychował kolejne pokolenie przyszłych czytelników, twórców i wydawców komiksów.

Antologia przez duże „A”

Do moich łapek wpadła zacna perełka w postaci tysięcznego albumu Egomntu. Relax: Antologia Opowieści Rysunkowych to gruby, liczący okrągłe 160 stron tytuł zawierający w sobie esencję jednego z piękniejszych okresów w historii polskiego komiksu. Magazyn „Relax” wydawano w okresie od 1976 r. do 1981 r. – w październiku tegoż roku zakończono żywot pisma. Przez te kilka lat ukazało się przeszło 30 numerów i choć pierwotnie zakładano, iż będzie miesięcznikiem, trudno było utrzymać regularność wydawniczą. Natomiast popularności nie można mu odmówić, gdyż już w latach 1977-1978 średni nakład wynosił przeszło 100.000 egzemplarzy! Sprzedawał się niczym świeże bułeczki.

Start „Relaxu” nie był sprawą prostą, bowiem znalazły się głosy sprzeciwu wewnątrz aparatu władzy, ale dla niektórych choćby względy ewentualnych profitów – czasopismo drukowano pod banderą krajowego wydawcy – wystarczyły, aby dać zielone światło. Pierwszy kierownik artystyczny Grzegorz Rosiński, późniejszy współtwórca Thorgala, a także Szninkiela, chciał aby cały magazyn stanowił przegląd komiksu nie tylko polskiego, lecz również twórczości z krajów ościennych, tudzież dalszych zakątków Europy z Francją i Belgią włącznie. Przez karty „Relaxu” w ten sposób przewinęły się takie sławy jak: Janusz Christa, Jerzy Wróblewski, Tadeusz Baranowski oraz autorzy z Czechosłowacji, a nawet Jean Van Hamme publikując fragmenty Thorgala. Nie wszystkie pomysły Rosińskiego udało wcielić się w życie, ale pismo adresowane pierwotnie zarówno do młodszych, jak i starszych czytelników było pierwszym periodykiem poświęconym wyłącznie i w całości komiksowi.

Dziś niewiele ostało się egzemplarzy „Relaxu”, a każdy ocalały to niezwykle wartościowy artefakt kolekcjonerski, a zarazem źródło historyczne. W recenzowanej antologii znalazło się miejsce dla trzynastu różnych opowiadań obrazkowych, zamieszczonych pierwotnie w różnych numerach pisma. Dlatego lekturę możecie traktować jako gruntowny przegląd polskiej twórczości, bowiem czekają na Was historie wojenno-awanturnicze, szpiegowskie, przygodowe, science-fiction, a kończąc na przezabawnych komediach.

Jednocześnie musimy docenić wysiłek Egmontu w zebraniu wszystkich opowieści, by następnie przeprowadzić żmudną operację przywrócenia dawnego blasku komiksom – odnowienie kolorów, skompletowanie zagubionych kadrów – przy jednocześnie niekiedy skąpym materiale źródłowym. Natomiast samo podanie finalnego „produktu” nie budzi najmniejszych zastrzeżeń. Za niespełna osiemdziesiąt złotych otrzymujemy książkę na dużym formacie, obitą w twardą okładkę ze zszywanym i klejonym grzbietem. Wewnątrz prócz opowieści obrazkowych czeka jeszcze nas krótki wstęp Tomasza Kołodziejczaka oraz posłowie Adama Ruska, należącego do grupy nielicznych badaczy komiksu w Polsce. Dzięki temu szczególnie młody, ale pewnie też i starszy czytelnik pozna bogatą historię polskiego komiksu, plus okoliczności powstania prawdopodobnie najważniejszego pisma dla rodzimej sceny komiksowej.

Słowem podsumowania

Czy recenzowana pozycja ma jakieś wady? Wszakże cena 80 zł jest nie małą kwotą, dlatego teraz muszę przekonać wszystkich, dlaczego warto wydać uciułane pieniądze na Antologię zamiast kolejny tomik przygód herosów DC czy Marvela. Zapewne większość zastanawia się, jak czyta się polskie komiksy sprzed prawie czterdziestu lat. Odpowiedź jest jedna: bardzo dobrze. Egmont dokonał dobrej selekcji, wybierając repertuar opowiadań o różnej tematyce, zaś każda z historyjek wciąga. Niektóre poszczycą się pociesznym humorem, inne intrygą, jaką nie powstydziłaby się bestsellerowa opowieść historyczna, ale ponad wszystko niemal każdy prezentuje wysoki poziom warsztatowy – detale rysunków, prowadzenie narracji, gra kolorem itd. Fakt, niektóre dialogi mogą wydać się co najmniej „sztywne”, choć pamiętajmy, iż są to fragmenty pisma pełniącego przede wszystkim rolę wychowawczą, dlatego o zbytniej dowolności ekspresji nie było mowy, choć i tak autorom „Relaxu” nieraz udawało się przełamywać społeczne tabu.

Oczywiście różnica między tym, co w Relaxie a tym, co obecnie znajdziemy na sklepowych półkach, jest widoczna, bowiem komiks jak każde inne medium w miejscu nie stoi, rozwijając się dynamicznie z roku na rok. Mimo tego ja przy tej lekturze nie nudziłem się, ale prócz samej rozrywki dostrzegałem jeszcze argument badawczy – recenzowana antologia jest znakomitym studium źródłoznawczym, choć aby przysiąść do niego i wgryźć się w jego konteksty trzeba posiadać odpowiedni aparat krytyczny albo szeroką wiedzę poza źródłową.

Zastosowany papier kredowy może być nieco irytujący, bo utrudnia życie przy nieodpowiednim oświetleniu, ale to całkowity margines, gdyż za naprawdę rozsądne pieniądze trafia do waszych rąk kawałek wielkiej historii polskiego komiksu pisanej przez talenty, na których wychowały się kolejne pokolenia Polaków.