Netflix pokazał jak powinno produkować się seriale o superbohaterach. Pomimo licznej konkurencji, jeszcze nikomu wcześniej nie udało stworzyć się tak kompleksowego, dopieszczonego w najmniejszych detalach serialu, który w całości skupiałby się na jednym z najbardziej znanych superbohaterów na świecie. Wielu próbowało tej sztuki, ale dopiero Netflix przeniósł kinowe zmagania komiksowych bohaterów na mały ekran i to od razu w 13 odcinkowej serii. Ledwo co pożegnaliśmy się z Jessicą Jones, a amerykański gigant VOD dostarcza nam drugi sezon „Daredevila”. Czy kontynuacja spełnia bardzo wysokie wygórowania odbiorców?

1

Matt Murdock (Charlie Cox) coraz śmielej poczyna sobie na ulicach, czyszcząc Hell’s Kitchen ze zwalczających się nawzajem gangów. Po rozbiciu syndykatu dowodzonego przez Wilsona Fiska (Vincent D’Onofrio), przed Daredevilem stanęło kolejne wielkie wyzwanie. Ktoś w mieście rozpoczyna krwawą wojnę z trzema grupami przestępczymi. Brutalne ataki przeprowadzone za pomocą wojskowego sprzętu zostają szybko przypisane Punisherowi (Jon Bernthal). Daredevil będzie musiał zmierzyć się z tą jednoosobową armią, żądną krwi swoich przeciwników.

Powstrzymanie Punishera przed czystkami to punkt wyjścia do dalszych przygód Daredevila. Jak wiadomo z komiksów, Frank Castle nie jest złym gościem, lecz posługuje się wątpliwymi moralnie metodami. Nie podoba się to Mattowi, który wyznaje tę samą filozofię co chociażby Bruce Wayne i nie zabija swoich przeciwników. Jak na katolika przystało, Daredevil jedynie masakruje zbirów, zaś Punisher dokonuje krwawej inkwizycji, pozostawiając za sobą tony trupów. Starcia między Diabłem z Hell’s Kitchen a Frankiem Castlem stanowią główną oś fabularną w pierwszych czterech, zdecydowanie najlepszych odcinków drugiego sezonu. Ci dwaj popularni bohaterowie świata Marvela wielokrotnie mają okazję nie tylko walczyć ze sobą, ale również pogadać, stanowiąc równie świetną parę protagonistów co te kinowe z Batmanem i Supermenem oraz Iron Manem i Kapitanem Ameryką na czele. Zresztą te podobieństwa nasuwają się samoistnie, najwyraźniej jesteśmy świadkami tegorocznej mody na konflikty superbohaterów.

2

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie doskonała rola Jona Bernthala. Aktor wydaje się stworzony do tej roli. Jego Punisher jest charyzmatyczny, pełen bólu i cierpienia. Drugi sezon „Daredevila” stoi pod znakiem białej czaszki (symbol Punishera), który stanowi również origin story tej postaci. Frank Castle przewija się przez cały sezon i każdy odcinek z jego udziałem staje się od razu lepszy. Nie mniej ni więcej oznacza to, że jeżeli Netflix zdecyduje się na własny serial o Punisherze, nie będą musieli budować postaci od nowa (czy też np. użyć średnio wykreowanej postaci Thomasa Jane z pełnometrażówki), bo wprowadzenie dostał wręcz wymarzone.

Niestety, pomimo postaci Franka Castle, drugi sezon serialu jest o klasę gorszy od pierwszego. Niechlubna w tym zasługa Elektry (Elodie Yung). Miłość Matta jest koszmarnie napisana i równie źle zagrana. Elektra irytuje od pierwszego momentu, odciągając głównego bohatera od tego co dla niego najważniejsze, tym samym wplątując go w szereg różnych intryg. Kobieta wykorzystuje podatnego na jej manipulacje Daredevila, a między Charliem Coxem i Elodie Yung zdecydowanie brakuje chemii. Od piątego odcinka począwszy, parę będziemy niestety musieli bardzo często obserwować razem na ekranie.

Pierwszy sezon w całości należał do Wilsona Fiska. Doskonały czarny charakter skradł całe show Daredevilowi. Mafijne porachunki i zwalczanie przestępczości w mieście było czymś realnym, prawdziwym w historiach o superbohaterach, dzięki czemu można było przymknąć oko na nadnaturalnie wyostrzone zmysły Matta Murdocka. Pierwszy sezon stał pod znakiem realizmu, zaś tego brakuje w drugim. Po Punisherze głównym przeciwnikiem staje się pradawna organizacja Ręka, dowodzona przez nieśmiertelnego Nobu (Peter Shinkoda). Zmagania superbohaterów z zastępami ninja oglądaliśmy już w „Arrow” czy „Batman – Początek”, przez co główny wątek drugiej połowy serialu wydaje się nieco schematyczny i odtwórczy.

3

W drugim sezonie powraca cała masa starych bohaterów. Żeby nie spoilerować, bo niektóre powroty są naprawdę zaskakujące, wspomnę jedynie o Foggym (Elden Henson) i Karen (doskonała Deborah Ann Woll). Wspólnik Matta odgrywa tym razem nieco mniejszą rolę, ale ta ma ogromne znaczenie dla jego kariery prawniczej, jak i życia Franka Castle. W drugim sezonie bardzo zyskuje Karen, która po Punisherze jest najlepszą i najbardziej wiarygodną postacią, rozwijającą się przez cały sezon. Twórcy nie oszczędzają jej, musi przeżywać sytuacje, która ją przerastają. U innych byłaby po prostu kolejną damą w opałach, którą Daredevil musi uratować, ale nie u Marvela. Po Jessice Jones i Agentce Carter, Karen jest kolejną silną i niezależną kobiecą postacią, która ma ogromny wpływ na wydarzenia przedstawione w serialu. Jej kryminalny wątek zdecydowanie wysuwa się na pierwszy plan po wspomnianym już nie najlepszym Daredevila i Elektry.

Wisienką na torcie drugiego sezonu o czerwonym mścicielu są walki. W zeszłym roku zachwycaliśmy się doskonałą sceną walki w korytarzu, gdzie Matt tłukł do nieprzytomności grupę zbirów, sam dostając też poważny łomot. Tym razem twórcy poszli o krok do przodu i oprócz mordobicia na korytarzu, walka przenosi się też na wąskie schody. Prawdziwy popis sztuki operatorskiej. Zresztą każda scena walki w „Daredevilu” to małe mistrzostwo świata, na uwagę zasługuje chociażby doskonała sekwencja walk w więzieniu. Co prawda tym razem twórcy darowali sobie jedno długie ujęcie bez cięć, ale dzięki zdynamizowaniu pracy kamery i ogromnej brutalności, scena ta zapada w pamięć.

Marvel's Daredevil

Na kolejne sezony seriali Netflixa czeka się cały rok, wszystko po to by obejrzeć je w kilka dni. Czas spędzony przy drugim sezonie „Daredevila” zdecydowanie nie należał do straconych. Choć historia zostaje trochę odrealniona, bo po raz kolejny mamy do czynienia z tajemniczą i potężną organizacją, o której nikt nigdy nie słyszał, a ma tak ogromną władzę, że zagraża całemu światu. Widzieliśmy to już kilkukrotnie, dlatego mam nadzieję, że w trzecim sezonie twórcy powrócą do wątków z pierwszego sezonu i tytułowy bohater zajmie się trochę bardziej przyziemnymi sprawami niż ratowaniem świata. Od tego są Avengersi, a niech grupa superbohaterów z seriali Netflixu, skupi się na lokalnych sprawach. Będzie to spora korzyść zarówno dla samych postaci jak i widzów.

8/10

promocja