Rok ubiegły obfitował w wiele ciekawych produkcji, tak więc właściciele konsol, a także PeCetów nie mieli powodów do narzekań. Wydawać by się mogło, że nic nas już nie zaskoczy, aż tu nagle w grudniu na rynek trafiła ostatnia perełka 2016 roku, czyli Shadow Tactics: Blades of the Shogun.

Shadow Tactics to produkcja autorstwa studia Mimimi Productions, które nie ma na swoim koncie zbyt dużego dorobku. Mimo skromnego portfolio udało się zespołowi zaskoczyć recenzentów i graczy, prezentując tytuł cofający się lata wstecz, do okresu świetności gier taktycznych, lub jak wolicie skradanek sterownych z poziomu rzutu izometrycznego. Gatunek ten wymarł całkowicie na rzecz pozycji technologicznie bardziej zaawansowanych, gdzie akcję obserwujemy z pierwszej lub trzeciej osoby, co nie znaczy jednak że jest w jakiś sposób gorszy od współczesnych gier.

Najbardziej kanonicznym pierwowzorem recenzowanej gry jest oczywiście Commandos, do którego nawiązania twórcy nie ukrywają, choć po dłuższej analizie widzimy chyba więcej konotacji z późniejszym Desperados: Wanted Dead or Alive. Chciałem się upewnić, czy aby pamięć mnie nie myli, ale Desperados to prawdziwy antyk liczący sobie już piętnaście lat, to też znalezienie płyty w czeluściach piwnicy graniczy z cudem. Dlatego wybaczcie, jeśli coś pokręcę, ale przez większość czasu zmuszony jestem bazować na mglistych wspomnieniach z szczenięcych lat, gdy szczytem marzeń było PlayStation 2, a stałe łącze internetowe o przepustowości 256kb oznaczało szacun wśród ziomków na osiedlu.

Shadow Tactics przenosi nas do Japonii roku 1615 – wczesnego okresu Edo, podziału kraju na prowincje, niezaprzeczalnej dominacji rządu Szogunatu i izolacji wyspiarskiego narodu od reszty świata. Nowy Szogun postanawia zaprowadzić porządek w całym kraju, co wymagało sporego przedsięwzięcia militarnego mającego na celu podporządkowanie wszystkich prowincji. Grę rozpoczynamy w finalnym akcie wojny domowej, podczas oblężenia nieprzyjacielskiej twierdzy, gdzie na nasze barki spada akcja dywersyjna. Po odniesieniu zwycięstwa w kraju następuje stabilizacja, ale nie na długo, bowiem chętnych do przejęcia władzy nie zabraknie, zaś polityczne zagrywki prowadzone za kulisami zagrażają panowaniu nowego władcy.

Do wyeliminowania wrogów potrzebni będą specjaliści – bezwzględni, skuteczni, działający zawsze z ukrycia. W tym celu głowa państwa zwraca się o pomoc do grupy pięciu śmiałków mających w swoim CV wszystko, od zabójstw, sabotażu po szpiegostwo. To właśnie nimi kierujemy podczas kampanii podzielonej na osiem długich misji.

Mimo cofnięcia się do czasów feudalnej Japonii gra wręcz garściami czerpie z Desperados rozgrywającego się na dzikim zachodzie. Podobieństwa tyczą się całej formuły rozgrywki, mechaniki postaci, używania umiejętności, aż po różnorakie założenia misji i ograniczenia wynikające z konstrukcji map. Niemniej nazywanie Shadow Tactics bezczelną kalką jest zbytnią przesadą, albowiem autorzy przelali do starej koncepcji dodatkowo sporo nowych, świeżych pomysłów urozmaicających rozgrywkę w sposób znaczący.

Jednym z ważniejszych elementów w grze są poszczególne poziomy – pieczołowicie zaprojektowane, z przywiązaniem do wszelkich detali. Przez to każda misja przypomina partię szachów, natomiast my musimy planować na kilka posunięć do przodu, jeśli chcemy odnieść sukces. Tytuł ponad wszelką wątpliwość nie należy do najłatwiejszych, choć niestety czasem sztuczna inteligencja przeciwników potrafi lekko kuleć, zaś napiętrzenie wrogów wręcz potęguje frustrację i uczucie bezsilności. Najważniejsze jednak, iż Shadow Tactics generalnie nie ciągnie gracza za rączkę, ułatwiając nam życie jak większość współczesnych gier. W konsekwencji teoretycznie skromna ilość misji nie przeszkadza, bowiem wykonanie zadań postawionych przed nami może zająć kilka naprawdę długich godzin.

Ponadto względem swoich protoplastów recenzowana pozycja ma jeszcze jeden ważny argument świadczący o swojej przewadze. Jest nim zestaw postaci, którymi sterujemy. Nasza „parszywa piątką” to kolejno: skryty ninja Hayato, waleczny samuraj Mugen, mistrzyni kamuflażu gejsza Aiko, specjalistka w zastawianiu pułapek złodziejka Yuki, a także starzec Takuma, pełniący rolę snajpera. Naturalnie kluczem do sukcesu jest sprawne używanie umiejętności każdego z bohaterów, przy wzajemnym uzupełnianiu i koordynowaniu ataków reszty. Co więcej, twórcy postarali się również o bogate, ciekawe tło każdego z zabójców na usługach Szoguna, co wpływa jednocześnie na ich motywacje jak i relacje między sobą. Warto, zatem śledzić wszelkie dialogi, bowiem różne kombinacje ułożenia ekipy w trakcie misji serwują odmienne reakcje postaci. Nie sposób zapomnieć jeszcze o bogatej warstwie fabularnej, ale wszelkie „spojlerowanie” odłóżmy na bok.

Na plus zasługuje uwzględnienie obok angielskiej ścieżki dialogowej japońskich głosów, co wspólnie z naprawdę soczystą ścieżką dźwiękową potęguje klimat nadając pewnej „autentyczności” obrazowi, jaki obserwujemy. Wizualnie również nie jest źle. Całość oprawy bazuje na technice cel shading, dzięki czemu gra wygląda jak film animowany o bardzo wysokim poziomie detali, ciesząc oko żywymi barwami. Zasadniczo słowa złego nie mogę powiedzieć o ogólnej optymalizacji, choć tak naprawdę patrząc na wymagania rekomendowane platforma testowa uzbrojona w i5-4460 i GTX 760 nawet nie zdążyła się spocić. Raczej starsze PieCyki nie będą mieć z tą pozycją żadnych problemów.

Reasumując Shadow Tactics do najbardziej odkrywczych gier nie należy, bowiem dla starych wyjadaczy to wszakże prawdziwy powrót do przeszłości. Mimo tego obecni adepci cyfrowej rozrywki odnajdą wiele satysfakcji w recenzowanej grze, o ile nie odrzuci ich dość wysoki poziom trudności i czasem irytująca praca kamery. Historia skrytobójczej wojny o wpływy w siedemnastowiecznej Japonii przedstawia się, jako wysoce spójna, przemyślana, a ponad wszystko wciągająca pozycja warta polecenia. Kto by pomyślał, że na sam koniec roku otrzymamy tak pyszny kąsek.

promocja