Sniper: Ghost Warrior 3 to kolejna polska produkcja na mapie growego świata, z którą wiązano duże nadzieje, szczególnie na zachodzie. Sama marka rozwijana przez CI Games liczy sobie już przeszło siedem lat. Czy trzecie przygody strzelca wyborowego trafiły tym razem w sam środek celu? Przekonamy się za chwilę.

CI Games, a dawniej City Interactive, to studio w świecie rodzimych graczy niecieszące się zbytnią renomą. Większość doświadczonych wyjadaczy pamięta ich głównie za produkcje z tzw. „kosza”. Chodzi rzecz jasna o liczne promocje w supermarketach, gdzie nową grę dało się nabyć za symboliczne dziewięć złotych. Problem w tym, że pozostawiały one wiele do życzenia niemal pod każdym względem.

Wizerunek CI Games uległ dość znaczącej zmianie po premierze Lords of the Fallen – produkcji pod wieloma względami udanej, dającej masę satysfakcji z rozgrywki. Niemniej pierwszą próbą warszawskiego studia wejścia do światowej ligi producentów była inna pozycja, zatytułowana Sniper: Ghost Warrior. Siedem lat temu na ambicjach i dobrych chęciach się skończyło, choć potencjał w przedstawionym pomyśle był zauważalny.

Wojna hybrydowa

Produkcja Warszawiaków stawia w pierwszym rzędzie na filmowy klimat zaczerpnięty z klasycznego kina akcji. Ot, samotny strzelec zostaje wysłany z tajną misją na tyły wroga, gdzie przy okazji stara się rozwikłać osobistą zagadkę. Wcielamy się w postać Jona Northa, prawdziwego zakapiora w szeregach piechoty morskiej, dla którego fach snajpera to chleb powszedni. Służył on razem ze swoim bratem, ale podczas wykonywania zadania, gdzieś na pograniczu ukraińsko-rosyjskim, nasz kompan dostał się do niewoli i słuch po nim ginie.

Zaraz po tym akcja przenosi się o kilka miesięcy do przodu, zaś my lądujemy w Gruzji nękanej przez działalność zorganizowanych grup separatystów. Kraj jest w rozsypce, konflikt wisi na włosku, a tym samym stabilność regionu leży pod wielkim znakiem zapytania. Kto na tym może zyskać? Grup mogących coś ugrać na konflikcie jest z pewnością wiele, zaś Jon ma za zadanie poskładać wszystkie kawałki układanki. Nie mniej, podczas wykonywania misji dochodzą go słuchy jakoby osoba przypominająca jego brata była widziana w regionie. Bez chwili zastanowienia podejmujemy świeży trop…

Główny trzon fabularny, a więc relacja rywalizujących ze sobą braci od młodości, próba odnalezienia członka rodziny gdzieś na tyłach wrzącego konfliktu i wiążąca się z tym szersza intryga szczególnie nie porywa. Jest to nie tylko wątek wielokrotnie eksploatowany w popkulturze, ale w tym przypadku zarysowany dość mętnie. Odbiór przede wszystkim zakłócają drętwe dialogi, mało chwytliwy humor, ale ponad wszystko polski dubbing zakrawa o pomstę do nieba. W konsekwencji postacie wypadają bardzo płasko, bez polotu, a wyczuwalna lekka nutka kiczu stanowczo nie pomaga.

Gdzie zauważymy realny potencjał, to tło fabularne, którym jest wojna hybrydowa. Temat szalenie na czasie, szczególnie w kontekście aktualnej sytuacji geopolitycznej oraz wydarzeń rozgrywających się na wschodzie. Teren działań, podzielony na trzy spore obszary, ulega ciągłej destabilizacji przez śmiałe ruchy separatystów, czy jak wolicie „zielonych ludzików”. Istny raj dla najemników, przemytników i całej zgrai szumowin spod ciemnej gwiazdy. Sprawy robią się jeszcze nie ciekawsze, gdy dochodzi do czystek na tle politycznym, czy nawet etnicznym. John natomiast, jako samotny strzelec redukuje kadry oficerskie separatystów, uderzając jak grom z jasnego nieba i równie szybko usuwając się z powrotem w cień. Wszakże snajper działa bardziej demoralizująco na szeregi wroga aniżeli niejedna bomba kasetowa.

One shot, one kill

Główną ideą gry Sniper: Ghost Warrior było wcielenie się w rolę strzelca wyborowego, działającego z ukrycia. Pomysł genialny, stojący w opozycji do pełnego fajerwerków modelu sprzedawanego od lat przez Call of Duty. Wykonanie było już mniej zadowalające. Pierwszy „Snajper” był czymś na wzór klasycznych „celowniczków”, niepozostawiających zbyt wiele swobodnej przestrzeni graczowi. Nie inaczej sprawa ma się drugiej odsłony, gdzie jak po sznurku podążaliśmy z punktu A do B.

„Trójka” to już zupełnie inna bajka. Gracz otrzymuje otwarty świat, szereg misji głównych i pobocznych wynikających z interakcji z otoczeniem. Zasadniczo cała rozgrywka przypomina założenia, na których bazowały trzy części Far Cry’a. Eksploracja mapy, odkrywanie, co kryje się pod znakami zapytania, zbieranie przedmiotów i materiałów wywiadowczych, wzbogacając tak inwentarz – skądś to już znamy, prawda? Niemniej, otaczający świat jest jak najbardziej zróżnicowany, i co najważniejsze całość ma swój własny, unikalny klimat. Od smętnych blokowisk, strefy przemysłowe, przez rozrzucone wsie i liczne pamiątki po komunizmie – tych i więcej atrakcji czeka podczas naszej wycieczki. W tle natomiast zawsze przygrywa przyjemna ścieżka dźwiękowa, zmieniająca się w zależności od tempa akcji.

Intrygujące, ale mechanika rozgrywki jest nawet bardziej niż udana. Nasz strzelec-zwiadowca w końcu, jak przystało na specjalistę może nosić ze sobą większa ilość ekwipunku. Zbierane materiały, a również pozyskaną walutę, zamieniamy na nowe przedmioty wzbogacające naszą skuteczność w terenie. Urozmaicony arsenał odblokowujemy z czasem, zaś każdą broń możemy dodatkowo modyfikować. Gdy już wyjdziemy w teren naszym nieodzownym kompanem będzie osławiony dron – ten fragment gry wypada wręcz znakomicie. Urządzenie można udoskonalać, zaś zwiad taktyczny pozwala rozeznać się w sytuacji i precyzyjnie zaplanować uderzenie, a później drogę ucieczki. Czasem jednak wydarzenia potrafią się diametralnie zmienić, dlatego musimy się szybko adaptować oraz improwizować.

Zasadniczo niemal każda misja polega na prostym schemacie: zlokalizuj, zlikwiduj, oddal się. Niemniej twórcy urozmaicili na wiele sposobów rozgrywkę, a pełna dowolność jak osiągniemy cel daje jeszcze więcej satysfakcji. Możecie przejść przez obóz wroga jak taran z AK-47, albo niczym duch przenikać przez umocnienia, lub ostatecznie oddać ten jeden perfekcyjny strzał. To od Was zależy, jaki styl walki obierzecie.

Z każdym z tych schematów wiąże się osobne drzewko umiejętności, wpływające na naszą skuteczność. Miejcie jednak na uwadze, iż Jon North nie jest terminatorem. Wystarczy krótka seria, aby posłać go do piachu, a zdrowie nie ulega samoregeneracji, utrudniając tym samym wszystkie potyczki. Takowy zabieg ze strony autorów należy uznać za jak najbardziej trafny, zwłaszcza że wrogowie również kuloodporni nie są. Często nawet jeden celny strzał z poczciwej 45-tki z bliska załatwia delikwenta na amen, o ile akurat nie ma kamizelki kuloodpornej. Co więcej balans broni, mechanika strzelania i ogólna motoryka postaci zasługuje na dodatkowy plus. Walka w trzecim Ghost Warrior stoi na wysokim poziomie. Pod wieloma względami produkcja Polaków przypomina klasyka Project IGI – to duży plus.

Technologiczny potworek

Pierwszy Snajper od technicznej strony był kaszanką, co szczególnie dziwiło pod względem użytego silnika Chrome, mającego wszakże ogromny potencjał. W dwójce nastąpiła przesiadka na CryEngine, który został skrzywdzony w sposób niepozostawiający zbyt wielkiej przestrzeni na jakikolwiek komentarz. Tak zwyczajnie nie robi się gier mających ambicje na coś więcej, aniżeli kosz z promocjami za symboliczną dychę.

Trójka również bazuje na silniku autorstwa Crytek. Publikacje odnośnie wersji konsolowej nie budzą optymizmu. Słowem: jest źle. Na nasze szczęście tytuł ograliśmy przy pomocy poczciwego PC i… dramatu nie ma, choć przed CI Games stanowczo jeszcze sporo pracy. Otaczający świat jest pełen zróżnicowanych modeli i przyzwoitych tekstur, nie wspominając o szerokiej gamie całkiem przyjemnie prezentujących się efektów wizualnych. Modele broni wykonano wręcz z pedantyczną pieczołowitością, ale dla odmiany postacie prezentują się nieco jak z poprzedniej epoki. Procesor i5 czwartej generacji i GTX 760 „przetrawił” grę na średnio-wysokich ustawieniach, choć bez zgrzytów się nie obyło. Sniper ma tendencje do niewyjaśnionych spadków frame rate, zamrożeń ekranu, tudzież całej masy innych irytujących kwiatków. Jego niepohamowany apetyt na RAM jest przerażający. Niemniej przez dużą część czasu giera działa kulturalnie.

Do poziomu technicznego jaki prezentuje już czteroletni Crysis 3 – wizualnym i optymalizacji – brakuje naprawdę sporo. Obie gry bazują na tym samym silniku, ale przepaść jest tak potężna niczym Wielki Kanion. Miejmy na uwadze jednak jeden istotny fakt: w porównaniu do poprzednich odsłon zespół i tak poczynił wręcz kolosalny postęp. Ponadto, w sieci znajdziecie już nawet poradniki, które pozwolą pogrzebać nieco w kodzie gry, co przysłuży się nie tylko poprawie wydajności, ale spowoduje że tytuł zaprezentuje się lepiej. Weźmiemy w ryzy głębię pola, pozbędziemy się niepotrzebnego i szpetnego ziarnistego filtra, a także masy zbędnego „technicznego pudru”.

Z innych bolączek na pewno należy nadmienić trudności z Sztuczną Inteligencją. Jasne, przeciwnicy potrafią reagować dynamicznie na poczynania gracza, nie wystawiają się na ogień, gdy nie wiedzą gdzie się skrywamy, zaś snajperzy przeciwnika napsują nam wiele krwi. Niestety dochodzi czasem do kuriozalnych sytuacji, a masa innych technicznych baboli potrafi skutecznie zirytować.

Werdykt

Jaki naprawdę jest Sniper: Ghost Warrior 3? Mimo bardzo sporej krytyki ze strony branżowych kolegów, czy nawet czasem kubłów pomyj wylanych na głowę twórców, trzeba powiedzieć jasno że większość wynika raczej z uprzedzeń, aniżeli konstruktywnej analizy. Produkt na dzień premiery posiada masę błędów, których być nie powinno. Za to należą się karne punkty, bez dwóch zdań. Co więcej tryb sieciowy ma dopiero zostać dodany, a główny wątek fabularny nie zachwyca, zaś dubbing i dialogi to jakaś porażka. Brakuje też pewnego szlifu. Udajemy się w rejon, gdzie nie usłyszymy gruzińskiego, rosyjskiego czy żadnego innego bałkańskiego języka, a przecież „taki” detal stworzyłby jeszcze bardziej autentyczną rozgrywkę.

Generalnie nie miałem żadnych oczekiwań, ale gra mimo wszystkich swoich bolączek zaskoczyła pozytywnie. Zapożyczyła wiele pomysłów od topowych produkcji, pokroju Far Cry czy Wiedźmina 3 (tryb tropiciela pomagający w orientacji) i robi to konsekwentnie, dając zasadniczo spójną rozgrywkę. Przede wszystkim planowanie akcji i sama walka daje wiele masę satysfakcji, wymagając od nas nie tylko zręczności, ale i główkowania. W tej chwili ekipa CI Games musi ostro przysiąść, zapodając długą serię łatek poprawiających techniczne i wizualne wpadki, bo szkoda aby marnował się cały potencjał. Nie jest to produkt przełomowy, czy roszczący sobie miano pozycji z segmentu AAA, niemniej jeśli okiełzna się niedociągnięcia otrzymamy pozycję godną uwagi. Słowem jesteśmy na Tak!

promocja