Obecna generacja konsol to raj dla wielbicieli remasterów, reedycji i portów. To właśnie tych ostatnich pojawia się coraz więcej ze względu na zbliżoną architekturę maszynek spod znaku PlayStation i Xbox do klasycznych PeCetów. Kolejną produkcją, którą znajdziemy w cyfrowych sklepach Sony i Microsoftu jest Thea: The Awakening. Gra studia MuHa Games po raz pierwszy ujrzała światło dzienne półtora roku temu, a po sześciu miesiącach zyskała rozszerzenie Powrót Gigantów. Sprawdźmy, czy warto zainteresować się przeniesionym z komputerów osobistych miksem strategii i karcianki.

Thea

Zacznijmy od fabuły, która w Thea: The Awakening występuje szczątkowo. Wszystko rozpoczyna śmierć Kosmicznego Drzewa, które oddzielało krainę żywych, od siedziby nieumarłych i strefy bogów. Do niegdyś pięknej krainy wkroczyło zło, początkujące wiek ciemności. Bogowie, w których wcielają się gracze, mają za zadanie pokierować śmiertelników tak, by przywrócić ład i porządek oraz odrodzenie Kosmicznego Drzewa. Niestety na tym się kończą wątki fabularne, co sprawia wrażenie niewykorzystania potencjału wierzeń i przekonań słowiańskich, na których to bazuje opowiedziana historia. Jej prezentacja także, nie należy do najlepszych. Zamiast filmików zobaczymy tematyczne ilustracje wraz z odpowiadającym im opisem zdarzenia. Niestety owe grafiki lubią się też od czasu do czasu powtórzyć. Kolejną bolączką są dość sztuczne dialogi, na szczęście urozmaicone zazwyczaj kilkoma opcjami, mającymi wpływ na rozgrywany etap (bezpośrednia walka, zasadzka lub podejście dyplomatyczne).

Thea

Rozgrywkę zaczynamy od wybrania jednego z dostępnych bóstw, pod swoją opiekę przygarniemy grupkę ludzi, którzy przeżyli mroczne czasy sprzed interwencji bogów. W dalszej zabawie możemy w zasadzie zapomnieć o naszym boskim pochodzeniu. Najzwyczajniej zostajemy zarządcą wioski oraz tworzymy kompanię, która będzie eksplorować i eksploatować Theę. Drużna składać się może z dowolnej liczby postaci, a obok ludzi staną także przedstawiciele innych ras. To właśnie przewodzenie naszej małej armii stanowi trzon rozgrywki. Za jej pomocą wykonujemy misje fabularne, likwidujemy zagrożenia w walkach, czy zbieramy surowce i żywność. Rozbudowa wioski kończy się dość szybko, dlatego w późniejszych etapach skupiamy się wyłącznie na gromadzeniu coraz ciężej dostępnych materiałów.

Thea

Zabawę w Thea: The Awakening urozmaicają zdarzenia losowe mające wpływ zarówno naszą drużynę, jak i wioskę. Oprócz standardowych kataklizmów nękać mogą nas sytuacje nawiązujące ściśle do starodawnych obrzędów słowiańskich. Są także klątwy zbierające często swe żniwo, dopóki ich nie odczynimy. Niestety nawet takie modyfikacje nie sprawią, iż tytuł od MuHa Games będzie wymagającą. Sporym minusem jest brak jakiejkolwiek sensownej zachęty to ponownego przejścia gry. Po ukończeniu fabuły pozostaje nam tylko rozwój wioski, zbieranie surowców i odkrywanie nowych obszarów.

Thea

Dotychczas omawiana rozgrywka toczyła się w izometrycznym widoku, jednak czymś, co odróżnia Thea: The Awakening od innych strategii jest system walk zaprezentowany w formie gry karcianej. Zasady i założenia nie należą do skomplikowanych — rozgrywamy kolejne rundy do momentu, w którym jedna ze stron zostanie wyeliminowana. Na każdą turę przypadają trzy fazy — przygotowanie i dwa etapy walki. Jednak zanim rozpocznie się starcie, nasze szeregi podzielone zostają losowo na jednostki atakujące oraz wsparcie. Z początku walka wydaje się mało zrozumiałą. Gdy przyzwyczaimy się do mechaniki, okazuje się, iż oprócz ciągłego analizowania dostępnych jednostek system jest dość intuicyjny. Niestety pojedynki w Thea: The Awakening szybko stają się monotonne i najzwyczajniej wieje nudą. Można także zaufać systemowi automatycznej walki, taka możliwość rodzi jednak mieszane uczucia. Pomijanie fragmentów rozgrywki = skracanie samej gry, z drugiej strony oszczędza nasz czas (czyżby sami twórcy stwierdzili, że karciankowa część gry jest zwyczajnie monotonna i męcząca?).

Thea

Thea, może poszczycić się za to całkiem przyzwoitą grafiką, co jest nie lada zaskoczeniem tym bardziej, iż mówimy o grze z „widokiem z góry”. Zróżnicowanie terenu jest widoczne, lecz odcięcia nieprzesadzone. Warto pochwalić grafiki zastępujące filmiki przerywnikowe, a także rysunki na kartach postaci. Te ostatnie przedstawiono w formie czarno-białych szkiców, prezentujących daną jednostkę wraz z orężem lub narzędziami, których używa do pracy. W przeciwieństwie do oprawy graficznej ścieżka dźwiękowa jest najzwyczajniej biedna. Składa się na nią tylko jedna melodia zapętlona w kółko, przerywana co jakiś czas jednostajnym głosem narratora.

Thea

 

Największym babolem, który ukuł mnie najbardziej, są błędy, a raczej braki w tłumaczeniu. „Filter atributes” zamiast filtrowania atrybutów, czy „Select main class for your villagers”. Takie niedopatrzenia są karygodne i powinny zostać wyeliminowane najpóźniej w łatce premierowej. Niestety takowych poprawek się jeszcze nie doczekaliśmy.

Thea

Thea: The Awakening to produkcja pełna sprzeczności. Na każdy pozytywny element całości znajdzie się jakiś minus. Grę MuHa Games można by podzielić na trzy części — trudny do ogarnięcia (nawet z samouczkiem) początek, całkiem ciekawy i wciągający środek, a także nudny i monotonny koniec. Dokładając do tego tylko delikatne liźnięcie mitologii słowiańskiej oraz niewykorzystany potencjał pomysłu na tytuł łączący strategię z grą karcianą otrzymujemy produkt co najwyżej średni.

promocja