Czasy Eurobiznesu bezpowrotnie minęły. Dziś na naszym rynku pojawiają się pięknie wydane, ciekawe gry planszowe i karcianki. Spotkać można coraz więcej sklepów dedykowanych tego typu rozrywce. Dla kogoś, kto lubi kolekcjonować tego typu rzeczy nastały całkiem dobre dni. Zwyczajnie fajnie jest mieć ładne pudełeczko z grą na półce. Jeszcze fajniej jak gra ma ciekawą mechanikę i z chęcią po nią sięgamy podczas spotkań towarzyskich. Gdy otrzymałem World of Tanks: Rush bałem się najbardziej o to drugie.

Pudełko z grą jest nieduże i bardzo eleganckie. Stonowane barwy, wyeksponowane logo World of Tanks, znane już chyba nie tylko graczom, ale każdemu, kto posiada komputer z dostępem do Internetu robią miłe dla oka wrażenie. Chce się sięgnąć po to pudełko i zobaczyć, co w środku. A w środku trochę ponad 200 kart, podzielonych na kilka typów. Szkoda, że w środku nie ma żadnych przegródek, bo karty się siłą rzeczy mieszają i za każdym razem po wyjęciu trzeba je porządkować. Większość kart, tu nie ma rozczarowania, przedstawia czołgi wyprodukowane w 4 krajach, podobnie jak w grze WoT.

wot1

Rysunki, którymi pokryte są karty, są całkiem przyzwoite, ale wielkim artyzmem nie grzeszą. Oczywiście najlepiej wyglądają same czołgi, przedstawione w różnych bojowych okolicznościach. Gorzej jest z tłem obrazków, czy zwłaszcza z postaciami ludzkimi. Rysownik najlepiej czuł się w klimatach militarnych, a sylwetki ludzkie zdecydowanie nie są jego najlepszą stroną.

Tyle w kwestii artystycznej. W grze karcianej odgrywa ona istotną rolę, co pokazują doskonale takie tuzy jak Magic: the Gathering. World of Tanks: Rush stawia na czytelność i rzemieślniczy estetyzm. Przejdźmy do mięsa, czyli rozgrywki. Gra opiera się na budowaniu w trakcie rozgrywki jak najmocniejszej talii składającej się z czołgów podzielonych na kategorie oraz innych pojazdów wspierających. Czołgi te wykorzystujemy oczywiście do atakowania wrogich jednostek oraz baz przeciwników. Sami też bronimy swoich baz przy wykorzystaniu siły obronnej maszyn wojennych. Za zniszczone pojazdy innych graczy otrzymujemy medale. Gra kończy się w momencie, gdy wszystkie bazy jednego z graczy zostaną zniszczone, bądź zabraknie medali danego rodzaju.

Ale to nie wszystko. Na początku gry losujemy kilka kart osiągnięć. Są to dodatkowe cele do osiągnięcia w trakcie gry, które mogą przysporzyć nam znaczącą liczbę medali, które to z kolei zapewniają nam zwycięstwo w rozgrywce. Osiągnięcia są rozmaite. Czasem jest to zgromadzenie największej ilości czołgów danej kategorii, czasem zniszczenie największej liczby pojazdów wyprodukowanych przez dane państwo. Warto o osiągnięciach pamiętać, bo ich zrealizowanie to potężny zastrzyk medali potrzebnych do wygrania.

wot2

Poza tym, cześć czołgów posiada specjalne zdolności, które wykorzystujemy w trakcie zabawy. Możemy za ich pomocą wzmocnić nasz oddział przez dodanie nowych kart, zmianę dostępnych do kupienia czołgów, czy sabotować plany innych graczy. Opcji jest więc całkiem sporo. Połączenie bitw maszyn wojennych, obrony baz, wykorzystywania zdolności i dodatkowy czynnik w postaci osiągnięć składają się na satysfakcjonującą głębię całej gry.

Lubię, gdy gry tego typu stawiają bardziej na strategiczne myślenie graczy niż na zwykły łut szczęścia. W World of Tanks: Rush element losowy jest silny. Nie mamy za bardzo wpływu na dostępne do kupienia czołgi, ciężko jest planować akcję z wyprzedzeniem. Nasz zmysł taktyczny możemy realizować jedynie w obrębie jednej tury. Ale nie przeszkadzało mi to czerpać dużej radości z zabawy. Pojawiające się co chwilę nowe czołgi do kupienia cały czas otwierają przed nami nowe możliwości i kombinacje. W każdej turze dostajemy też do ręki nowe karty i musimy na bieżąco dostosowywać się do tego, co zsyła nam losowanie. Na początku obawiałem się, że jest to nieco bardziej skomplikowana karciana „wojna”, ale po paru rozgrywkach to wrażenie minęło. Jest dynamicznie, nieprzewidywalnie, ale można też trochę pokombinować. Do tego jedna rozgrywka nie trwa przesadnie długo, zasady da się w miarę szybko opanować, a każda kolejna runda wygląda nieco inaczej.

Myślę, że trochę jak każdy miałem obawy przed tą karcianką. Ciężko uciec od stereotypu odcinania kuponów i chęci zarobienia kasy na znanej marce. Na szczęście w tym przypadku tak nie jest i mechanika zabawy została odpowiednio przemyślana. Twórcy stworzyli swój model rozgrywki w oparciu o losowość, lekką dozę strategii i kilka istotnych czynników, które cały czas musimy brać pod uwagę. Model ten się sprawdza zarówno w męskim jak i żeńskim gronie zapewniając sporą ilość dobrej zabawy.