Chińczycy powoli zmierzają do globalnej dominacji nad światem… przynajmniej jeśli chodzi o telefony w niskiej i średniej półce cenowej, gdzie są praktycznie bezkonkurencyjni. Oferują całkiem sporo jak na niewielką kwotę, jaką przyjdzie nam za nie zapłacić. Często jednak okazuje się tak, że chińskie smartfony wyglądają tylko dobrze na papierze. W praktyce bardzo pięknie prezentującym specyfikacjom technicznym brakuje kilku szlifów, które uczyniłyby dane urządzenie diamentem. Takim przypadkiem jest też Meizu M3S.

Nie zrozumcie mnie oczywiście źle. Meizu M3S to bardzo dobry telefon i oferuje naprawdę sporo w swojej kategorii cenowej. Ma on jednak sporo mocno niedopieszczonych detali, które dają o sobie znać w miarę korzystania z tego urządzenia, a odczują je szybciej zwłaszcza bardziej wymagający użytkownicy. To jednak omówimy w nieco dalszej części testu, bo chcę Was przytrzymać w małym napięciu i najpierw powiedzieć o kilku rzeczach, które budzą podziw względem Meizu M3S.

Chiński iPhone?

Wykonanie oraz ogólna jakość budowy to jest to, co robi tutaj największe wrażenie. Łapiąc ten telefon w rękę po raz pierwszy, mamy wrażenie, że dotykamy telefon za kwotę wyższą niż te 170 dolarów amerykańskich (plus minus około 700 złotych w sklepie GearBest). Tylna część jest w całości wykonana z aluminium, przód zaś pokryty został na prawie całej powierzchni (oprócz guzika) szkłem, choć na pewno nie jest to Gorilla Glass. Całość wygląda naprawdę ładnie i w tym segmencie ciężko o równie pięknie prezentujące się urządzenie. Na pierwszy rzut oka, widać jednak spore podobieństwa do iPhone’a. Aczkolwiek jak to mówią – jak już coś zapożyczać to od najlepszych.

Tylne aluminium nie należy jednak do tych z rodziny chropowatych. Stąd jedyne czego mogę się przyczepić w kwestii wykonania, to lekkie problemy z prawidłowym utrzymaniem Meizu M3S w ręku w niektórych sytuacjach. Ślizga się on bowiem po dłoni jak szalony i jeden nieuważny ruch może spowodować jego wylądowanie na podłodze. Z pewnością niewinny case na ten telefon rozwiąże tę niemiłą sytuację.

Na papierze…

Zanim jeszcze przejdziemy do dalszej części testu, przyjrzyjmy się nieco specyfikacji technicznej. Nadmienię tylko, że wersja Meizu M3S, którą miałem okazję testować, miała 3 GB pamięci RAM oraz 32 GB pamięci wewnętrznej, z czego do dyspozycji użytkownika zostaje około 25 GB . Na rynku dostępna jest tańsza edycja z 2 GB RAM oraz 16 GB pamięci wewnętrznej.

  • Wymiary: 141.9 x 69.9 x 8.3 mm
  • Waga: 138 gramów
  • Wyświetlacz: 5-calowy ekran IPS o rozdzielczości 720p – 1280×720 (zagęszczenie rzędu 294 pikseli na cal)
  • Procesor: Ośmiordzeniowy Mediatek MT6750 (Cortex-A53) z taktowaniem 1,5 GHz
  • Procesor graficzny: Mali-T860MP2
  • Pamięć RAM: 3 GB (albo 2, w zależności od wersji)
  • Pamięć wewnętrzna: 32 GB (albo 16 GB), którą można dodatkowo poszerzyć dzięki karcie microSD do 256 GB
  • Tylny aparat: 13 MP, f/2.2, laserowy autofocus z systemem detekcją fazy, podwójne lampy LED, nagrywanie w 1080p/30 FPS
  • Przedni aparat: 5 MP, f/2.0
  • Bateria: 3020 mAh
  • Sieci: GSM (2G); WCDMA, TD-SCDMA (3G); FDD-LTE (4G)
  • Inne: Czytnik linii papilarnych, Bluetooth w wersji 4.1, system Android Lollipop 5.1 z nakładką Flyme

… i w praktyce

Jak widać po specyfikacji, mamy tu do czynienia z 5-calowym wyświetlaczem w rozdzielczości HD, co w przypadku Meizu M3S spisuje się całkiem nieźle. Ekran jest wyraźny, kolory są całkiem nieźle oddane, a kąty widzenia są bardzo dobre, jak na IPS przystało zresztą. W tym przypadku nie mam za dużo do zarzucenia i jak na budżetowy telefon, wyświetlacz spisuje się naprawdę nieźle.

Ośmiordzeniowy Mediatek MT6750 w połączeniu z 3 GB RAM daje radę, jeśli chodzi o ogólną wydajność, przynajmniej patrząc przez pryzmat niższej półki cenowej. Telefon w zupełności (ze sporą nawiązką) nada się do prostego użytkowania, czyli przeglądania internetu na przemian z Facebookiem czy okazyjnego pogrania w mało wymagające gry. Aplikacje ładują się stosunkowo szybko i działają odpowiednio płynnie. Nie ma co jednak oczekiwać ogromnych fajerwerków. 3 GB RAM wygląda tu tylko dobrze na papierze, bo telefon nie jest w stanie utrzymać w pamięci zbyt dużej ilości aplikacji naraz, stąd multitasking nie jest jego najmocniejszą stroną. Procesor graficzny również nie należy do specjalnie potężnych, dlatego bardziej wymagające produkcje mobilne mogą mieć tu pewne problemy z utrzymaniem odpowiedniej płynności.

FlymeOS – piękno i prostota

Meizu M3S działa na Androidzie, a konkretniej na charakterystycznej dla tego producenta nakładce Flyme. Nie przepadam zwykle za nakładkami, preferuję raczej czystego Androida, ale Chińczycy mają do nich całkiem niezłą smykałkę. Flyme prezentuje się bardzo ładnie. Nakładka jest barwna, minimalistyczna, miła dla oka, ma piękne animacje, ale przede wszystkim jest bardzo intuicyjna i nie miałem problemu z jej obsługą po raz pierwszy. Z początku musiałem się jednak przyzwyczaić do korzystania tylko z jednego przycisku, bo Meizu M3S pozbawiony został jakichkolwiek guzików pomocniczych do np. powrotu. Za wszystkie dodatkowe funkcjonalności odpowiada klawisz główny, którego dotknięcie cofa nas do poprzedniego miejsca. Ekran multitaskingu wyświetla się za to po przeciągnięciu palcem od dolnej części ekranu, odwrotnie jak do podręcznego menu wysuwanego z góry. Specyficzne rozwiązania, ale muszę przyznać, że obsługa w taki sposób jest bardzo komfortowa. Meizu M3S dzięki temu łatwo operować wyłącznie jedną dłonią, co w tych czasach jest nie lada zaletą.

Smartfon zaskoczył mnie brakiem zbędnych aplikacji na swoim pokładzie, zaraz po wyjęciu go z pudełka. Mamy tu zatem same podstawowe rzeczy w stylu galerii, odtwarzacza muzyki czy dodatkowych narzędzi w postaci latarki czy kompasu. Telefon po przywróceniu do ustawień fabrycznych, jak przystało na chińskie urządzenie, musi dograć sobie z internetu Google Play, byśmy jako europejscy użytkownicy, mogli w pełni nacieszyć aplikacjami ze Sklepu Google. Całe szczęście smartfon zaraz po uruchomieniu z automatu informuje nas o tym, że trzeba taką czynność wykonać i po akceptacji, dociąga odpowiednie oprogramowanie samemu. Nie trzeba zatem bawić się w odblokowywanie bootloadera i wgrywanie Google Play manualnie, co z pewnością cieszy. Chińczycy pamiętają o swoich klientach z Zachodu.

Telefon zaskoczył mnie również tym, że na swoim pokładzie ma już zainstalowany język polski. Flyme jest spolszczone w znacznym procencie i nie spotkałem się tu z żadnymi „chińskimi krzaczkami”. Oczywiście zdarzyły się pewne wpadki i niektóre elementy interfejsu są niespolonizowane, ale ich opis jest przedstawiony po angielsku, także nie jest aż tak tragicznie.

FlymeOS daje jednak niewielką ilość funkcji dodatkowych i w sumie większość z nich nie należy do specjalnie rewolucyjnych. Można go wybudzić gestem, jest tryb „nie przeszkadzać”, „Easy Mode” dający nam dostęp tylko do podstawowych opcji w celu zaoszczędzenia baterii. Mamy też Smart Touch, czyli mały guzik na ekranie, ułatwiający nam nieco poruszanie się po systemie. Dla przykładu przeciągnięcie go w dół wysuwa górne menu, a jego kliknięcie zastępuje funkcjonalność klawisza powrotu. W Meizu M3S pojawia się jeszcze kilka dodatkowych opcji, ale śmiem uważać je za standard we współczesnych urządzeniach, stąd wolę nie marnować czasu na ich wymienianie. Telefon ten nie zaskoczy zatem niczym specjalnym miłośników gratisowych funkcji oraz gadżeciarzy.

O aparatach słów nieco

Co mogę powiedzieć o aparacie głównym? Cóż, daje radę i jak na swoją półkę cenową jest nawet bardzo dobrze. Jakość zdjęć jest dobra, kolory są niezłe, a same fotografie nie tracą na szczegółowości. Sensor też dość szybko łapie ostrość, choć niektóre zdjęcia wychodziły mu nieco rozmazane. Warto też zaznaczyć, że przy robieniu zdjęć z HDR, po ich wykonaniu musimy dać chwilę aparatowi, żeby ten mógł je przetworzyć.

Wszystko to jednak ma miejsce, kiedy mowa o robieniu zdjęć w trakcie dnia, bo w gorszych warunkach oświetleniowych robi się już nieciekawie. Nagle pojawia się masa szumów, a wszystko staje się bardzo nieostre. Robienie zdjęć w trakcie nocnych imprez może okazać się zatem małym wyzwaniem.

Przedni aparat spisuje się też całkiem nieźle. Do robienia selfie nadaje się wręcz idealnie i miłośnicy takich zdjęć powinni być zadowoleni. Oczywiście cały czar pryska w momencie, gdy znika dobre światło. Sensor podobnie jak większy brat zaczyna wtedy nagle generować pełno szumów i traci ostrość. To już chyba klątwa tańszych telefonów.

I tutaj zalety zaczynają się kończyć…

Każda róża ma jednak swoje kolce i nie inaczej jest w przypadku Meizu M3S. Przyznam szczerze, że jedynym problemem tego telefonu jest jego wadliwe oprogramowanie, które dostaje niewielką ilość łatek oraz aktualizacji. Wielokrotnie zdarzało mi się, że podczas normalnego użytkowania, bez zbyt dużej ilości aplikacji w tle, telefon nagle odmawiał mi posłuszeństwa. Aplikacje lubią się wyłączać bez ostrzeżeń i wracać do ekranu głównego, a sam system potrafił mi się przy niewielkim obciążeniu, ot tak po prostu zrestartować.

Najwięcej jednak rwałem sobie włosów, kiedy przychodziło mi robić zdjęcia. Tak, aparat działa całkiem nieźle… o ile w ogóle się uruchamia. Bardzo często sensor całkowicie odmawiał posłuszeństwa i dopiero przy którymś z rzędu ponownym uruchomieniu systemu nagle rozpoczynał współpracę. Robienie zdjęcia w Messengerze czy poprzez Snapchata było najczęściej sentencją śmierci dla aparatu, bo właśnie przy ich uruchomieniu przestawał on działać. Witał mnie jedynie komunikat „Aparat nie odpowiada”, co równało się dla mnie wówczas z szeregiem restartów.

Nieciekawie jest również w kwestii łączności. O ile z sieciami GSM nie miałem problemu, tak LTE czy w ogóle dane komórkowe przestawały mi nagle odpowiadać. Ich ponowne uruchomienie nic nie dawało i telefon mógł trwać w takim letargu przez kilkanaście minut. Oczywiście ponowne uruchomienie systemu powinno pomóc w takiej sytuacji, ale też nie zawsze miało to miejsce. Nie jest to bynajmniej kwestia zgubienia zasięgu, stąd problem ten potrafił mnie nieźle zaskoczyć i zarazem ostro sfrustrować.

Zauważyłem też spore problemy w kwestii łączności Bluetooth. Osobiście korzystam z bezprzewodowych słuchawek i schowanie Meizu M3S do kieszeni od spodni, nagle powodowało dziwne problemy w postaci ścinek czy czasem chwilowych rozłączeń z danym urządzeniem. Takie problemy nie pojawiały mi się w innych telefonach, w podobnych, a nawet niższych cenach.

Trochę o multimedialnej stronie i baterii

Zapomniałbym o omówieniu kwestii multimedialnych telefonu. Filmiki oglądało mi się na Meizu M3S bardzo przyjemnie, a rozmieszczenie głośnika na dole uważam za całkiem rozsądne rozwiązanie. Czasem zdarzy się go zasłonić, ale na moment i zwykle w skrajnych sytuacjach. Jakość samego głośnika jest dobra, bez większych zaskoczeń, ale należy też pamiętać, że audiofile nie mają tu czego szukać. Do prostego użytkowania powinien on jednak w zupełności starczyć.

Słuchanie muzyki przez słuchawki również nie zaskoczyło mnie niczym negatywnym, było po prostu ok i w sumie obyło się bez fajerwerków. Zresztą nie ma czego się spodziewać po telefonie za takie pieniądze.

Smartfon zaskoczył mnie za to implementacją czytnika linii papilarnych, który znajduje się w przycisku głównym. Jak na tę półkę cenową sprawdza się naprawdę nieźle. W sumie nawet lepiej niż miało to okazję przy okazji testowanego przeze mnie Xiaomi Redmi 3S. Nie jest to skaner aktywny, zatem trzeba na początek nacisnąć klawisz odblokowania, by ten w ogóle zaczął odpowiadać. Reaguje on szybko i ku mojemu zdziwieniu, rzadko kiedy prosił o ponowną próbę przystawienia palucha, bo nie mógł go np. odpowiednio rozczytać. Czytnik linii papilarnych zatem na spory plus.

Zastosowany w Meizu M3S akumulator ma pojemność 3020 mAH, co jak na rozdzielczość 720p powinno przynieść zadowalający rezultat. Jak się jednak okazuje przy bardziej wymagającym użytkowaniu, bateria potrafi się bardzo szybko rozładować, bo w dosłownie parę godzin. Mowa tu o oglądaniu filmików, przeglądaniu sieci, stale włączonym Bluetooth oraz Wi-Fi/transmisji danych i w dużej mierze przebywaniu w trybie czuwania. Przy bardziej rozsądnym korzystaniu Meizu M3S przetrzyma nam cały dzień, czasem może nieco dłużej, ale telefon ten szybko i często będzie wołał nas o doładowanie.

Brać czy nie brać?

Meizu M3S to ogólnie kawał dobrego telefonu, który w swojej półce cenowej spisuje się naprawdę świetnie. Jego budowa przypomina swoim wykonaniem o wiele droższe urządzenia, aparat dobrze się spisuje, jego wydajność również jest zadowalająca, a FlymeOS jest świetną nakładką. Sporo jest jednak drobnostek, które skutecznie utrudniały mi korzystanie z telefonu i potrafiły mnie w niektórych sytuacjach ostro zdenerwować. Głównym problemem jest tu źle zoptymalizowane oprogramowanie i z drugiej strony szkoda, że producent niewiele robi w tej kwestii, żeby występujące błędy załatać. Pojawiają się też pewne zgrzyty w kwestii łączności.

Czy zatem jestem w stanie Meizu M3S polecić? W sumie to tak, ale musicie być przy tym przygotowani na pewne niedociągnięcia, spróbować przymknąć na nie oko lub zrobić root telefonu i wgrać inną wersję systemu. Jakby nie patrzeć telefon ten kosztuje w takim GearBest około 700 złotych i za tę kwotę otrzymujemy naprawdę sporo możliwości. Tak długo jak oprogramowanie działa jak powinno, to Meizu M3S sprawia wrażenie smartfonu wręcz cudownego… i tego się trzymajmy.

Egzemplarz Meizu M3S do testów dostarczył nam sklep GearBest.com! Serdecznie dziękujemy!

promocja