Coraz więcej firm niezwiązanych z rynkiem telefonów próbuje swoich sił w produkcji smartfonów. Niech przykładem będzie tutaj Razer, albo ASUS i tworzony przez nich model Zenfone 4. Z początku linia ta projektowana była z myślą o nieco niższych półkach cenowych, ale z czasem producent próbował stawać szranki z sukcesywnie droższymi urządzeniami. Właśnie Zenfone 4 oraz Zenfone 4 Pro to już propozycje tajwańskiego producenta na szczeblu Premium. Ten pierwszy model udało mi się akurat przetestować – jak wypada on na tle innych urządzeń?

Wszystko złoto co się świeci

Zacznijmy omawianie telefonu od waloru, który jakby nie patrzeć ma spory wpływ na naszą decyzję zakupową – wygląd. Tak jak poprzednie projekty Zenfonów średnio mi wpadały gust, tak przy okazji czwartej odsłony tych smartfonów jest na czym zawiesić oko. Wszystko jest skąpane w szkle i zbite do kupy przy pomocy aluminiowych ramek. Plecki pod światło rzucają bardzo ciekawy efekt na bryłę, który zwraca uwagę i dodaje urządzeniu uroku. Całość wygląda naprawdę ładnie i tego nie ma co odmówić ASUS-owi. Czy czegoś można się przyczepić? Może to kwestia gustu, ale mój model miał akurat białą wersję kolorystyczną i raczej nie zdecydowałbym się na nią gdybym kupował ten sprzęt sam. W dodatku jest też rok 2017 i obecność dość sporych ramek na górze oraz na dole są przeze mnie niemile widziane. Może ASUS pójdzie w format 18:9 przy okazji następnej odsłony linii Zenfone?

5,5-calowy ekran z dość dużymi ramkami powoduje, że telefon wydaje się w dłoni naprawdę duży. Jego obsługa jedną ręką jest możliwa, ale jest okropnie niewygodna, a wrażenie potęgują materiały użyte przy produkcji. Szkło w Zenfone 4 jest piekielnie śliskie i nie mam co do tego jakichkolwiek wątpliwości. Telefon praktycznie sam wysuwa się z kieszeni, a nawet lekkie nachylenie miejsca na które go położymy, powoduje jego zjazd jak na nartach. To chyba jedno z tych urządzeń do którego zakup jakiegoś gumowego etui wydaje się wręcz niezbędne, bo w przeciwnym wypadku czeka nas zbieranie go z ziemi w kawałkach.

Rzadko zwracam ostatnio w swoich testach uwagę na guziki, ale te zastosowane w Zenfone 4 są po prostu kiepskie. Chociaż mowa o liczbie mnogiej jest raczej nie na miejscu – mówię tu głównie o tym odpowiedzialnym za blokadę telefonu. Jego skok bardzo często jest nieodczuwalny, a feedback jako takowy praktycznie tu nie istnieje. Powodowało to u mnie często sytuacje, gdzie czułem jak wciskałem przycisk, ale smartfon się nie blokował i trafiał w taki sposób do mojej kieszeni, a tam działy się już różne cuda. ASUS musi to poprawić.

Jak to się ogląda?

Jak już wspomniałem Zenfone 4 korzysta 5,5-calowego wyświetlacza. Wykonany został w technologii IPS LCD i posiada rozdzielczość 1920 na 1080 pikseli, co daje nam wynik zagęszczenia rzędu 401 pikseli na cal. Ogólne wrażenia z nim są pozytywne. Jest jasny nawet w mocnym słońcu, ma dobry kontrast, również kąty widzenia są naprawdę niezłe. Cały czas jednak boli mnie odwzorowanie kolorów, które tutaj Tajwańczykom średnio się udało. Mam wrażenie, że barwy są nieco wyprane i mało żywe, a dostosowanie ich temperatury w ustawieniach niewiele pomaga. O cenie porozmawiamy sobie potem, ale skoro ASUS żąda za Zenfone 4 2000 złotych, to może warto byłoby zainwestować w jakiś AMOLED?

Jak się z tego korzysta?

Zenfone 4 pracuje na bazie układu Snapdragon 630 w parze z jednostką graficzną Adreno 508, a to wspierane jest przez 4 GB pamięci RAM. Doczekaliśmy się czasów w których chip ze średniej półki ląduje w telefonach za 2000 złotych – nie jest kolorowo. Ciężko jednak nazwać Snapdragona 630 słabym procesorem. W codziennym użytkowaniu jak i w graniu w zupełności wystarczy, a jego moc spokojnie zaspokoi wszelkie potrzeby codziennego użytkownika, jak i tego nieco bardziej wymagającego. Oglądnie multimediów, przeglądanie internetu czy granie było dla mnie komfortowym doświadczeniem… przynajmniej tak długo jak nakładka ASUS-a nie postanowiła odmawiać posłuszeństwa.

Słabym punktem Zenfone 4 pod kątem wydajności oraz płynności pracy jest właśnie system operacyjny. W sercu jest to Android w wersji 7.1.1, na którym stoi interfejs Asus ZenUI 4.0. Pamiętam jak podczas konferencji na której pokazywano Zenfone’a 4, producenci mówili o usunięciu bloatware’u znajdującego się w telefonie. Tego faktycznie praktycznie nie ma, ale to nie wystarczy żeby nakładka lepiej działała. ASUS musi popracować nad jej optymalizacją. Zdarzało mi się bowiem obserwować dłuższe lub krótsze zacięcia smartfonu, niektóre programy lubiły się też wczytywać dłużej niż powinny. Aplikacje potrafił również ni stąd ni zowąd się zamykać, bez jakiegokolwiek komunikatu, co doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Design nakładki jest jednak ogólnie dość niezły, a interfejs zdecydowanie zaliczę do tych bardziej intuicyjnych. Sporą zaletą jest też to, że producent bardzo często wydaje duże poprawki software’u. W trakcie mojego okresu testowego (2-3 tygodnie) ASUS wypuścił aż 2 aktualizacje, każda ważyła przynajmniej 200 MB. Liczę zatem, że wkrótce na Zenfone 4 zawita Android 8.0. Wolałbym jednak, żeby przybył on w swojej czystej formie.

Główne zaskoczenie? Aparat!

Smartfon posiada 3 obiektywy, z czego podwójne oczywiście znajdują się z tyłu. Główny ma rozdzielczość 12 MP oraz przesłonę f/1.8, zaś jego kompan ma 8 megapikseli (przesłona nie została podana w specyfikacji). Podobnie jak ma to miejsce w smartfonach LG, tak tutaj poboczny sensor jest szerokokątny i łapie obraz w 120 stopniach. Ogólnie jakość zdjęć jest bardzo dobra, przynajmniej jak na telefon który potencjalnie powinien być w średniej półce cenowej. Jest dość niezła szczegółowość, odwzorowanie barw jest naprawdę dobre, podobnie zresztą jak kontrast. Myślałem, że w nocy uda mi się rzucić na ten telefon bardziej negatywne światło, ale i tutaj się pomyliłem. Nie jest wtedy znacznie gorzej. Nie ma kaszy czy artefaktów kompresji, szczegółowość jest zachowana i łapanie ostrości przychodzi Zenfonowi ze sporą łatwością.

Boli jednak obiektyw szerokokątny, który radzę potraktować bardziej jako ciekawostkę niż funkcjonalną rzecz. W stosunku do głównego sensora ma on zauważalnie gorszą jakość. W nocy nie radzi on sobie już tak świetnie, ale w dobrych warunkach oświetleniowych robione przez niego fotografie są już bardziej zgryźliwe. Myślę, że Zenfone 4 równie dobrze poradziłby sobie i bez niego.

Przednia kamerka również spisuje się dobrze do robienia selfie, choć nie ma tu jakiejś większej rewolucji. W gorszym świetle aparat ten radzi już sobie gorzej, ale myślę, że jakimś fanom Snapchata i Instagrama w zupełności on wystarczy.

A jak z nagrywaniem filmów? Tak długo jak pozostajemy w dobrym świetle, to Zenfone 4 świetnie radzi sobie przy nim z nagrywaniem. Za dnia jest sporo szczegółów, barwy wypadają naprawdę nieźle, a sensor radzi sobie z łapaniem ostrości. Boli nieco brak optycznej stabilizacji obrazu, a zamiast tego użyto 3-osiowej, elektronicznej alternatywy. Nagrane filmiki są płynne, ale widać nieco na nich drżenie obrazu, zwłaszcza podczas ruchu. W nocy jest już gorzej, bo pojawia się podczas nagrywania nieco nieprzyjemnych szumów. Do filmików z imprez kamerka nada się jednak w zupełności.

Bateria

Pozostała tylko kwestia baterii, której to pojemność wynosi 3300 mAh. Pamiętajmy, że rozdzielczość ekranu to Full HD, więc telefon nie musi specjalnie generować jakiejś ogromnej liczby pikseli, co znacząco usprawnia jego żywotność. Na Zenfone 4 udawało mi się wyciągać wyniki pokroju 5-6 godzin SOT i generalnie smartfon nie miał większych problemów z przetrwaniem całego dnia z lekką rezerwą, nawet przy bardziej wymagającym użytkowaniu. Myślę, że mówi to samo za siebie – ASUS poradził sobie świetnie z optymalizacją akumulatora.

Jest dobrze, ale…

ASUS Zenfone 4 to kawał świetnego smartfona, którego trapi parę problemów, ale ma on też niezaprzeczalnie dużo zalet. Jest jednak jeden element, który moim zdaniem mocno wyklucza ten smartfon z zakupu, a mianowicie jego za wysoka cena. Na dzień dzisiejszy w sklepach telefon ten można dostać za 2000 złotych, co dyskwalifikuje go praktycznie z obszaru zainteresowań wielu użytkowników. W podobnej cenie można już dostać Samsunga Galaxy S7. Wystarczy też nieznacznie dopłacić, bo może niecałe 100-200 złotych więcej i możemy się już rzucić na OnePlus 5T, albo Xiaomi Mi Mix 2. Te dwa telefony stają w szranki z flagowcami, a nie ze średnią półką jak Zenfone 4. Jeśli ASUS chce sprzedać odpowiednią ilość tychże urządzeń to musi się koniecznie zastanowić nad porządnymi obniżkami. W cenie około 1500 złotych byłaby to naprawdę bardzo dobra propozycja, ale na dzień dzisiejszy za takie same pieniądze lepiej sięgnąć po coś innego. Słowa te są wypowiedziane z lekkim bólem serca, bo Tajwańczycy naprawdę się postarali i zrobili kawał świetnego sprzętu. Niestety, nie za te pieniądze.

promocja