Po bardzo „fikuśnych” Siberiach, które mimo to zyskały naprawdę sporo zwolenników, SteelSeries stawia na nowy, bardziej minimalistyczny i elegancki design. Jednak czy wygląd to wszystko, co te słuchawki mogą zaoferować? Przekonacie się o tym, czytając poniższy test. Serdecznie zapraszamy!

Nie ma chyba peryferiów, których SteelSeries nie ma w swojej ofercie – produkują myszki, słuchawki, klawiatury, podkładki i bóg wie co jeszcze! Na szczęście Duńczycy mają łeb na karku i znają się na swojej branży. Od wielu lat dostarczają peryferia komputerowe najwyższej jakości, czym zaskarbili sobie przychylność fanów na całym świecie. Nie inaczej jest i w tym przypadku co widać na pierwszy rzut oka.

Opakowanie

Nie jest to jeden z tych sztampowych kartonów, których opis jest nie tyle nieistotny, co męczący. Ile słów można wycisnąć z opisów czarnego kartonu z grafiką produktu i 3-4 wyszczególnionymi cechami? Steelseries Arctis 5 przychodzą do nas w kolorowym kartonie o futurystycznym designie. Geometryczne kształty w odcieniach szarości z pomarańczowym akcentem w centrum naprawdę przykuwają uwagę, a mimo to nie odwracają uwagi od dania głównego. Wszystko za sprawą tego, że sam headset również jest nader ładny i osobiście bardzo mi się podoba. Na pudełku producent chwali się chociażby „najlepszym” mikrofonem w gamingowych słuchawkach, możliwością zbalansowania dźwięków gry i voicechatu (o czym później), przestrzennym dźwiękiem 7.1 oraz wykorzystaniem autorskiego materiału na nausznikach. Na pleckach znajdują się dodatkowe grafiki oraz więcej wyszczególnionych „ficzerów”. Przejdźmy więc do tego co kryje wnętrze tego dzieła sztuki. Oczywiście oprócz samych słuchawek, które wkrótce doczekają się własnego opisu, znajduje się również pudełeczko z wszelkiej maści kablami potrzebnymi do korzystania z tego produktu. Znajduje się tam kabel USB z kartą dźwiękową oraz pokrętłem do regulacji balansu pomiędzy dwoma źródłami dźwięku, kabel mini USB łączący się z kartą dźwiękową i lewą muszlą słuchawek oraz przejściówka mini USB do mini jack. Prócz tego nie zabrakło również miejsca na dokumentacje.

Danie główne

Skończmy więc rozwodzić się nad przystawkami i zajmijmy się „mięskiem”.  Do testów otrzymaliśmy headset w białej wersji kolorystycznej, więc to tej wersji będzie dotyczył opis wyglądu. Obie muszle są średniej wielkości i mają owalny kształt. Pokrywa je bardzo miękka gąbka pokryta materiałem, który w przeciwieństwie do eko-skóry, często spotykanej na słuchawkach tej klasy, ma troszeczkę gorsze właściwości tłumiące dźwięk, za to świetnie odprowadza ciepło. Dzięki temu nasze uszy nie pocą się nadmiernie nawet w gorące dni. Na lewej muszli znajduje się również mikrofon na giętkim pałąku, który możemy schować do jej wnętrza, porty mini jack oraz mini USB, służące jako miejsce połączenia słuchawek z komputerem, dodatkowy odsłuch, a także pokrętło do regulacji głośności i  przycisk do wyciszania mikrofonu. Całkiem ciekawy jest sposób łączenia słuchawek z pałąkiem, który umożliwia obrót muszli o 90°. Dzięki temu słuchawki są bardziej kompaktowe. Nie ma jednak żadnej obawy o jakiekolwiek uszkodzenie tego elementu, gdyż jest naprawdę solidnie wykonany. Trochę ciężko jest to dokładnie opisać, ale myślę że zdjęcia zobrazują Wam dokładniej o co chodzi. Cała obudowa jest w kolorze białym, łącznie z pałąkiem na którym brak jakiegokolwiek logo, napisu itd. Nie ma tu też żadnych „szyn” do regulacji wielkości słuchawek. Kwestię dopasowania sprzętu do głowy rozwiązano za pomocy opaski – identycznej jak w przypadku gogli narciarskich(sic!). Ta jest koloru czarnego z białymi liniami, układającymi się w różne geometryczne kształty podobne do tych z pudełka. Jednakże na stronie producenta dostępna jest cała masa opasek, które służyć mają do personalizacji słuchawek. Oprócz tego, customizacji podlega również podświetlenie muszli. Wokół obu nauszników znajdują się paski podświetlenia RGB, oraz mały napis SteelSeries wraz z logo. Tworzy to bardzo fajny akcent i nadaje „wyjątk0wości” eleganckiemu stylowi prezentowanemu przez ten produkt. Jeżeli chodzi o wygląd samego mikrofonu, to ten jest wysuwanym „donglem”, który możemy dostosować do swoich upodobań i twarzy dzięki giętkiemu przewodowi łączącego go z lewą muszlą. Dodatkowo na górze mikrofonu znajduje się czerwona dioda, która świeci się w momencie wyciszenia mikrofonu.

Arktyczny chłód?

Pasek od gogli narciarskich ku mojemu zdziwieniu sprawdził się śpiewająco i nie powodował kompletnie żadnych dyskomfortów. Miałem już do czynienia ze słuchawkami w których pałąk jest sztywny, a jakiegoś rodzaju materiał dopasowuje się do naszej głowy,  jednakże ten tutaj był bardzo elastyczny a zarazem miękki. W połączeniu z równie świetnymi muszlami pokrytymi materiałem, sprawiały uczucie komfortu i nie uwierały w uszy nawet podczas długich sesji gier. Uszy nie pociły się i nie grzały mimo częstych upałów za oknem w okresie testowania. To naprawdę bardzo duża zaleta. Od pewnego czasu zacząłem nosić okulary, przez co siedzenie w moich własnych słuchawkach przez kilka godzin skutkowało okropnym bólem, ze względu na dociskanie oprawki do głowy. Jednakże Arctisy i przy noszeniu okularów nie sprawiają żadnych problemów.

A dźwięk to co?

Jako że są to słuchawki gamingowe, skierowane w głównej mierze dla graczy, to jakość dźwięku odbiega trochę od profesjonalnych, bądź audiofilskich urządzeń. Sam nie jestem ani profesjonalistą, ani audiofilem więc moje wymagania nie są aż tak wygórowane. Jednakże Arctisy 5 naprawdę dawały radę! Nie napotkamy tutaj przesadnie podkręconego basu, którego jedyną rolą jest przyćmienie niedoskonałości. Dźwięk jest całkiem czysty, ciepły, dosadny a sam bass dobrze wyczuwalny. Trochę gorzej wypadają wysokie dźwięki. Jednak wciąż nie skreślałbym Arctisów całkowicie. Większość osób zapewne z chęcią słuchała by za ich pomocą muzyki a audiofile tak czy inaczej i tak by nawet na nie nie spojrzeli. Co do imitacji przestrzennego dźwięku, pozwolę sobie tylko powiedzieć, że to wciąż nie jest dobra technologia… Symulacja siedmiu źródeł dźwięku, na dwóch głośnikach to naprawdę nie jest to. Już w stereo, bez żadnych udziwnień, jesteśmy w stanie zlokalizować naszego przeciwnika po dźwięku, a dodatkowe funkcje tego typu zniekształcają jedynie same doznania słuchowe.

Co to za headset bez mikrofonu!

Jak już wspominałem, na pudełku producent chwali się tym, że mikrofon dołączony do headsetu jest najlepszym mikrofonem gamingowym na rynku. I chociaż przyznam, że dźwięk jest całkiem w porządku to jednak daleko mu do ideału. Sami możecie to sprawdzić na nagraniu, które przygotowaliśmy.

Oprogramowanie

Steelseries oferuje całkiem rozbudowane oprogramowanie dla swoich produktów. Jest to program o nazwie SteelSeries Engine, który sam wykrywa podłączone do naszego komputera sprzęty tego producenta i pobiera potrzebne sterowniki. W oprogramowaniu możemy włączyć lub wyłączyć (co polecam) symulację dźwięku 7.1, dostosować equalizer, włączyć odsłuch mikrofonu a także modyfikować głośność nagrywania oraz redukcję szumów. Oprócz tego możemy również sterować podświetleniem obu muszli. Sama iluminacja jest bardzo ładna i podkreśla jedynie stylowy wygląd słuchawek. Oczywiście możemy skonfigurować na raz kilka różnych profili, które później przełączamy na głównym ekranie oprogramowania.  Wreszcie przyszedł czas na omówienie tajemniczego pokrętła, w które wpinamy swoje słuchawki. Otóż jest to regulacja głośności czatu i gry, chociaż to już wiecie. Natomiast nie mówiłem Wam, na jakiej zasadzie to działa. Otóż słuchawki przez system wykrywane są podwójnie. Jedna „para” dedykowana jest grom, natomiast druga czatowi. W taki więc sposób, po odpowiednim ustawieniu gier oraz komunikatorów, możemy jedynie za pomocą tego pokrętła dostosowywać balans głośności dla dwóch osobnych zastosowań.

Podsumowanie

Steelseries Arctis 5 to w moim odbiorze naprawdę dobry produkt, który nie dość że świetnie wygląda to jeszcze znakomicie działa. Ciężko znaleźć w tych słuchawkach jakieś minusy i poniekąd jedyną kwestią do której można się przyczepić jest jakość dźwięku, która również jest adekwatna. Musze tutaj również wspomnieć o tym, że Arctis to nie tylko ten pojedynczy model, a cała seria słuchawek. Więc jeśli nie stać cię na ten model lub szukasz czegoś bezprzewodowego, to warto również sprawdzić Arctis 3 oraz Arctis 7. Kończąc jednak już ten przydługawy test, muszę powiedzieć że Arctisy 5 kupiły mnie na starcie. Od początku korzystania z nich widziałem coraz to kolejne plusy, które piętrzyły się bez końca, więc jeśli naprawdę szukacie czegoś co przypadnie wam do gustu to rozważcie koniecznie propozycje od Duńczyków!