Rok ubiegły był pełen przeróżnych premier, szczególnie po łódzkim festiwalu komiksowym. Jeszcze dobrze nie rozpoczęliśmy nowego roku, a na półki sklepowe trafiła świeża kolekcja zatytułowana Superbohaterowie Marvela. Przyglądamy się, jak prezentuje się pierwszy tom poświęcony sylwetce Spider-Mana.

Czasem aż trudno uwierzyć jak czas szybko mija. Wielka Kolekcja Komiksów Marvela wydawana przez Hachette jest już z nami prawie cztery lata. Pierwotnie zaplanowana na pięćdziesiąt tomów w formie dwutygodnika, rozrosła się do stu pięćdziesięciu książek. Całkiem zacna kolekcja, jeśli spytacie mnie o zdanie. Ciekawym jest jednak, że nie dobiegła ona jeszcze końca, a Hachette startuje już z nowym projektem, zatytułowanym Superbohaterowie Marvela.

Różnica między jednym, a drugim jest względnie kosmetyczna. W pierwszej publikowano serie najbardziej kanoniczne, które zapisały się w historii amerykańskiego wydawnictwa, jak i komiksu generalnie. W ten sposób sięgano do powieści nawet z lat 70., mających raczej niewielkie szanse na przedruk w innych nam współczesnych polskich wydawnictwach, a dla kogoś mocno zakręconego w temacie jawią się, niczym niezwykłe perełki. Natomiast nowa seria ma za cel skupić się w każdym tomie na jednym bohaterze lub drużynie, przedstawiając dokładną sylwetkę. Nie różni się to zasadniczo od tego, co mogliśmy zobaczyć dużo wcześniej, bo na łamach WKKM niejeden tomik poświęcono wyłącznie pojedynczemu herosowi, z późniejszym obszernym wyjaśnieniem jego losów w posłowiu.

Niemniej Superbohaterowie Marvela zaczynają swoją przygodę z dość znaczącym przytupem, prezentując chyba jedną z najbardziej lubianych postaci, czyli Spider-Mana. Formuła tomiku jest dość ciekawa, bo zamiast dostać jedną historię, wewnątrz znajdujemy pięć opowiadań. Całość przypomina faktycznie przegląd przygód, gdyż zaczynamy od przedruku epizodu z magazynu „Amazing Fantasy” numer 15 z 1962 roku – pierwszego występu Pająka pióra Stana Lee i ilustrowanego przez Steve’a Ditko. Następnie mamy kolejną opowieść z 1964 roku, gdy Spidey musi się zmierzyć z Złowieszczą Szóstką, w skład której wchodzą najbardziej rozpoznawalne czarne charaktery walczące przez lata z nowojorskim herosem.

Później przenosimy się już do czasów nam współczesnych za sprawą opowieści „Wszystkiego Najlepszego”, gdzie za scenariusz odpowiadał Michael Starczynski, zaś rysunki powstały ręką Romity JR. To dłuższy epizod, zaś Spider-Man wplątuje się w bitwę, której obrót przyniesie niespodziewane konsekwencje. Nasz bohater utknie między czasem a przestrzenią wraz z Dr. Strange i aby wrócić do swojej rzeczywistości, będzie zmuszony raz jeszcze przejść przez całe życie herosa, doświadczając ponownie na własnej skórze wszystkie bitwy i porażki. Jeśli choć trochę znacie postać Spider-Mana, to wiecie, że jego kariera nie jest usłana różami, choć oczywiście tych dobrych chwil również nie zabrakło.

Na koniec dostajemy jeszcze dwa epizody – krótkie, ale treściwe, choć fabuły dokładnej zdradzać nie będę, ponieważ odzieranie z zaskoczenia podczas lektury potencjalnego czytelnika jest całkowicie nie na miejscu. Warto jednak wspomnieć, iż w pewien sposób zazębiają się z rozdziałem „Wszystkiego Najlepszego”, mrugając porozumiewawczo do co bardziej spostrzegawczych. Poza tym w tomie przygotowano na nas wstęp redaktora serii Marvel w Wielkiej Brytanii Eda Hammonda, starającego się wyjaśnić popularność bohatera. Pod koniec książki znajdziemy jeszcze opis powstania Spider-Mana, szybki ranking pięciu najważniejszych pojedynków, a także skrócony opis przygód. Zasadniczo na komiks możecie jeszcze spojrzeć jak na studium przypadku – zobaczcie jak historie obrazowe rozwinęły się przez 50 lat, pod względem prowadzenia narracji, scenariusza i warsztatu rysunku.

Sam tom przedstawia się znakomicie. Twarda oprawa, zszywany grzbiet, papier kredowy o bardzo dobrej jakości. Stare opowiadania zostały nieco podrasowane lub mówiąc precyzyjniej, odświeżono szatę kolorystyczną. Niestety nie uniknięto wpadek na poziomie liternictwa, co jednak ma miejsce przy obszernych pozycjach, dlatego nie zrażajcie się za łatwo. Zauważalny i to dość poważny błąd w druku ma niestety miejsce już na samym spisie treści, gdzie pokręcono przynależność rysowników oraz scenarzystów do konkretnej opowieści. Niemniej przy ogólnej obszerności lektury, pewnego zawodu dostarczył właśnie element „encyklopedyczny” na samym końcu. Sprawia wrażenie pisanego na szybko, szczególnie przegląd przygód Spidey’a wygląda wręcz na maraton, przez który zwykły śmiertelnik przejdzie z bólem głowy, nie łapiąc całkowicie co jest grane.

Reasumując, sądzę że o opis historii Człowieka-Pająka, jak również przegląd jego kariery, można było wykonać znacznie lepiej. Niemniej za 15 zł aż grzech nie skusić się na pierwszy tom kolekcji Superbohaterów Marvela, zaś o jej rychłej popularności świadczy fakt, iż już tego samego dnia nakład jaki przybył do Empiku, został szybko rozprowadzony. Spokojnie, będą uzupełnienia. Zdobycie numerów archiwalnych WKKM graniczy czasem z cudem, dlatego nowa seria stanowi niepowtarzalną szansę, aby wzbogacić swoje zbiory. W kolejnym tomie poznamy sylwetkę Wolverina w cenie 29 zł, zaś już z trzecim tomem opisującym Iron Mana musicie być gotowi na wydatek 39 zł, ale nie mam wątpliwości, iż to dobrze wydane zaskórniaki. Mam tylko cichą nadzieję, że Hachette w końcu zawita do sklepów/księgarń typowo komiksowych. Powodzenia w kolekcjonowaniu!

promocja