Zapewne wyda wam się to dziwne, ale moją pierwszą grą, w jaką zagrałem na własnym PCcie była bijatyka. Na dodatek to nie było Mortal Kombat, ale pełnoprawna bijatyka 3D – Virtua Fighter. Byłem zauroczony grami tego typu. Po Virtua Fighter 1 przyszedł czas na dwójkę i nieodżałowane Last Bronx (może jakaś kontynuacja, co SEGA?). Niestety, to były właściwie ostatnie tytuły w 3D na PC. W tym samym czasie na PSX pojawiła się nowa seria, która z miejsca zdobyła rzesze fanów. Tekken. Sam zacząłem grać w niego u znajomego (Tekken 2) i byłem zachwycony animacjami oraz prostotą wyprowadzanych kombosów.

Po latach posuchy i wspomagania się emulatorami wreszcie na PC zaczynają pojawiać się sensowne bijatyki. Po tytułach 2D takich jak Street Fighter x Tekken, Street Fighter IV i V oraz Mortal Kombat 9 i X wreszcie Tekken zawitał na najlepszym sprzęcie do grania #pcmasterrace.

„I’ve been waiting for this day” – Bob, Tekken 7.

Pierwsze wrażenie nie jest niestety zbyt pozytywne. Muzyka w menu głównym (a jak się później okazuje – także w innych miejscach) jest fatalna. Nie wiem kto był za nią odpowiedzialny, ale proszę, nie twórz więcej.

Kolejny zgrzyt następuje przy wyborze trybów. Wzorem ostatnich części Mortal Kombat mamy do dyspozycji Story Mode, jednak oprócz tego jest słabo. Dla singlowego gracza przygotowano jedynie trzy tryby – Arcade, Treasure oraz VS Battle z innym graczem. Podstawowym trybem jest Treasure Battle, w którym zdobywamy kolejne rangi oraz paczuszki z akcesoriami dla naszych postaci, dzięki czemu możemy je zedytować według własnych preferencji. Dobrze, a gdzie jest w takim układzie Survival? Time Attack? Team Battle? Nie ma. Nie mamy również żadnego samouczka dla początkujących graczy. Oj, ktoś z Namco się nie postarał.

Wracając na chwilę do Story Mode’a… historia w Tekkenie nigdy nie była porywająca, podobnie jest tym razem. Można było to przewidzieć, nie jestem zaskoczony, fabularnie ten tryb jest denny. Natomiast zdziwił mnie bardzo wysoki poziom trudności. W Tekkenie, w przeciwieństwie do Mortal Kombat, lepiej nie zaczynać od tego trybu. Dopóki grałem postaciami, które choć w miarę kojarzę nie grało mi się źle (choć walki były wymagające), natomiast przy nieznanych mi fighterach gra robiła ze mnie marmoladę. Ukończenie bardzo krótkiego Story zajęło mi ponad 5h ze względu na powtórki walk.

Jednak Tekken to przede wszystkim walki online! Mamy tu szybkie walki, turnieje, rozgrywki rankingowe. Zdecydowanie widać nacisk na rozgrywkę w sieci. W ciągu prawie tygodnia od premiery gry udało mi się rozegrać ogromną liczbę pojedynków. Konkretnie 0,5. Tak, dobrze widzicie, pół. W trakcie walki przerwało mi połączenie z graczem. Połączenie się z kimkolwiek graniczy z cudem, najczęstszym komunikatem jaki widzimy jest „lost connection”. Mam nadzieję, że to się zmieni, ale zgrzyt jest naprawdę poważny.

Get ready for the next battle

Tekken tym razem oddał nam do dyspozycji 36 fighterów (37 o ile zainwestowaliście w preorder… i dostaliście kod od razu w przeciwieństwie do mnie). Mamy aż 7 nowych postaci, przy czym niestety zniknęło kilku fighterów. „Świeżaki” prezentują się raczej średnio. O ile Claudio gra się bardzo ciekawie, o tyle reszta jest dosyć nijaka, a za design Lucky Chloe powinni kogoś skrócić o głowę. Ja rozumiem, że Japończycy są specyficznym narodem, ale grze przydałoby się przeczyszczenie rostera z durnych pomysłów (Kuma, Panda, Jack, Alisa, Bob) a nie wprowadzanie kolejnych wątpliwych jakościowo.

Dziwi mnie również nieobecność takich postaci jak Lei, Anna czy Marduk. Twórcy bronili się, że nie były to postacie „turniejowe” i dlatego z nich zrezygnowano. Nie jestem w stanie tego zrozumieć. Nie lepiej popracować nad reworkiem postaci, jak to zrobiono chociażby z Jinem w Tekkenie 4, niż wprowadzać na jej miejsce inną o fatalnym designie?

Każdą postać możemy zedytować i dostosować jej wygląd do naszych upodobań. Zakładając oczywiście, że nie będziemy mieli crasha w odpowiednim menu jak ja za każdym razem. Jeśli jednak szczęśliwie uda nam się przetrwać w tym miejscu to znajdziemy klasyczne stroje dla postaci (znane z poprzednich części), nowe fryzury czy ikony. Tutaj po raz kolejny zostałem zaskoczony tym, że ktoś stracił czas na zaprojektowanie np. wiatraka, który możemy umieścić na głowie naszego fightera… eh…

Let me teach you what the fear is!

Sam system walki nadal sprawuje się świetnie. Jeśli ktoś jest na bieżąco z serią to poczuje się jak w domu. Jest dynamicznie, płynnie, z dużą ilością kombosów – tak jak powinno być. Oczywiście nieco irytuje nadmierne eksploatowanie tzw. żonglowania (tj. ciągłego podbijania przeciwnika w celu zadania ogromnej liczby obrażeń), ale jest to już właściwie standard w Tekkenie.

Nowością jest natomiast mechanika „rage”. W momencie utraty niemal całego paska życia dostajemy możliwość wyprowadzenia „rage arta” (efektownego cios zadającego dużo obrażeń) lub „rage drive’a”, który wyrzuci przeciwnika wysoko w powietrze umożliwiając jego żonglowanie. Osobiście ta mechanika nie przypadła mi do gustu. Jej znaczenie jest w gruncie rzeczy marginalne, a „rage arty” przez swoją animację spowalniają niego rozgrywkę. Przypomina mi to mocno rozwiązania z bijatyk 2D, kiedy to możemy wyprowadzić super efekciarski atak po napełnieniu odpowiedniego paska.

Zmian w mechanice nie ma zbyt wiele, zdecydowanie nie można rozgrywki w Tekkena 7 nazwać rewolucją.

Dużym plusem jest dla mnie optymalizacja gry. Na moim już dość wiekowym PCcie miałem stałe 60 klatek niezależnie od poziomu ustawionych detali, bez jakichkolwiek zacięć (poza loadingiem). Biorąc pod uwagę to, że gra wygląda naprawdę świetnie – mogę jedynie powiedzieć „wow”. Zostałem mile zaskoczony. Miał pewne obawy składając preorder (zwłaszcza po problemach z SFV), jednak Namco dało radę w tym aspekcie.

Podsumowując – Tekken 7 to nadal dobra gra, jednak zdecydowanie nie spełniła ona moich oczekiwań. Kod sieciowy to porażka, fabuła leży i kwiczy, trybów dla samotnego gracza praktycznie nie ma. Do tego w rosterze brakuje części postaci, zaś nowe „szału nie robią”. Twór Namco na kilometr śmierdzi mi zarazą współczesnego świat gier – DLC. Zobaczymy jak sytuacja się rozwinie, na chwilę obecną Tekken 7 plasuje się dość daleko na mojej liście ulubionych bijatyk.

Recenzja na podstawie egzemplarza własnego (PC)

promocja