Na łamach portalu testowaliśmy już parę słuchawek marki Brainwavz, tyle, że z niższego segmentu cenowego, zdominowanego przez urządzenia o przeważającej tendencji gloryfikowania basu. Na tym tle firma z odległej Azji bardzo pozytywnie zadziwiła, wybijając się ponad ogół producentów. Tym razem przyjrzymy się modelowi droższemu, z serii S.

Słuchawki dokanałowe Brainwavz S0, to młodszy brat droższego modelu S5. Testowany produkt na tę chwilę wyceniono na okrągłe dwieście złotych, co tworzy sporą przepaść pomiędzy wcześniej testowanymi Deltami. Za tak pokaźny plik gotówki nabywca dostaje niewielki, czarny kartonik przyozdobiony podobizną „zerówek”, natomiast wewnątrz czeka na nas iście bogaty zestaw. Prócz słuchawek otrzymujemy poręczny, elegancko wyglądający pokrowiec, klips służący do unieruchomienia przewodu słuchawkowego, spory komplet nakładek sylikonowych, bo aż siedem par plus pianki Comply S-400. Na koniec czeka nas jeszcze podłużny rzep, z pomocą którego unikniemy zbędnego bałaganu po zwinięciu kabla słuchawkowego.

Natomiast samo wykonanie słuchawek S0 uważam za jak najbardziej poprawne, tym niemniej szału nie ma. Wynika to z tego, gdyż tańszy model Delta wywarł na mojej osobie bardzo pozytywne wrażenie z powodu użytych materiałów i jakości detali, dlatego też nabywając produkt znacznie droższy z automatu oczekiwałem czegoś więcej. Na dobrą sprawę S0 dają od siebie jedynie lepiej wykonany płaski przewód słuchawkowy, mogący z powodzeniem wytrwać wiele, zakończony solidnym wtykiem jack 3,5mm. Kopułki wyprodukowano z czarnego plastiku, wyprofilowanego w ciekawy sposób, o jak najbardziej poprawnej ergonomii – nie są ani za duże, ani za małe. Ponadto oznaczenia są czytelne, umieszczone w widocznym miejscu.

Słuchawki Brainwavz s0 w pełnej krasie.

Zważywszy, iż testujemy słuchawki dokanałowe test został wykonany w oparciu o platformę mobilną, w tym wypadku telefon Lumia 735 jak i laptop Acer z serii Extensa. Tym razem, dla pewnej odmiany, pokusiłem się także o odsłuch na platformie stacjonarnej, czyli klasycznego „PieCa” uzbrojonego w zintegrowaną kartę dźwiękową oraz odtwarzacz kompaktów Marantz CD-52. Materiałem badawczym była muzyka z pogranicza wielu gatunków, począwszy od nowoczesnej odmiany rock’a, dynamicznej elektroniki na jazzie w całej jego różnorodności kończąc.

Pierwszy kontakt z S0 miał miejsce za pośrednictwem sylikonowych nakładek, jednak szybko przerzuciłem się na pianki comply S-400 z powodu ich zdolności tłumienia. Sercem testowanych słuchawek jest przetwornik dynamiczny o rozmiarach 9mm, charakteryzujący się niskim pasmem przenoszenia. Co więcej, wzorem tańszego modelu, nie jest ukierunkowany w stronę podkreślenia basu, oddalając się stricte od rozrywkowej natury. Odsłuch na szybko, jeszcze na sylikonowych nakładkach, był lekkim rozczarowaniem, co wynikało wyłącznie z pewnego upośledzenia słuchu, od miesięcy katowanego słuchawkami uważającymi za najważniejszą kartę przetargową wyeksponowany bas i podkolorowane wysokie tony.

Zacznijmy jednak po kolei. Niskie tony w S0 są bardzo stonowane, nie wybijają się na piedestał za wszelką cenę. Bas zamiast uderzać punktowo, urzekając solidnym zejściem do najniższych partii pasma, chwyta nas za serce raczej równomiernym rozłożeniem, przejrzystością i przestrzennością brzemienia. Innymi słowy, jeśli lubicie słuchawki z porządnym uderzeniem to S0 powinniście unikać szerokim łukiem, ale jeśli zależy wam na klarowności brzemienia w tym wypadku znajdziecie z tym produktem nić porozumienia.

brainwavz s0_01

Zestaw sylikonowych nakładek, plus pianki comply.

Na tym tle jawi się nam średnica, w przeciwieństwie do tańszego modelu Delta bardzo dobrze podkreślona, niewycofana, szeroka, dzięki czemu każdy dźwięk jest nam przekazywany z dbałością o szczegóły. Instrumenty dęte, gitary, ale przede wszystkim wokale brzmią wręcz obłędnie. Dopełnieniem całości są naturalnie tony wysokie, wzorowo podkreślone, z całą stanowczością nieprzekolorowane, idealnie współgrające z resztą.

Scena, jaką raczą nas S0 przypomina klasycznie literę U, choć dla odmiany wybrzuszenie skierowane jest w stronę słuchacza, natomiast ramiona jak najszerzej rozchodzą się w kierunku przeciwnym. Trudno nazwać ten model ciepłym, w tym wypadku mamy do czynienia z produktem wypośrodkowanym, z całą pewnością niezwykle detalicznym w odwzorowywaniu dźwięków – każdy instrument jest „odseparowany”, zna swoje miejsce, nie wchodząc w paradę reszcie. Aby w pełni docenić ten walor trzeba przede wszystkim lubić taką charakterystykę, dla wielu będącą zwyczajnie męczącą przy dłuższym odsłuchu, poza tym potrzebne jest odpowiednie źródło dźwięku. Laptop Acer na ten przykład niespecjalnie zgrał się z zerówkami, dopiero odtwarzacz Marantz pokazał ich prawdziwy potencjał, a i test na Nokii wypadł ciekawie.

brainwavz s0_03

Poręczny pokrowiec słuchawek Brainwavz s0.

Płyty takie jak Devotion w wykonaniu Jassie Ware, Black Sands Bonobo, Force of Nature czy instrumentalne pogrywanie Zack’a Hemsey’a przesyłane przez Brainwavz S0 dosłownie zamiatają słuchacza pod dywan. Im więcej naturalnych instrumentalnych brzmień, solidnego, dobrze podkreślonego wokalu, tym lepiej! W kwestii elektroniki również jest ciekawie, albowiem słuchawki wyłuszczą nam trud i wkład muzyka, pokazując całą gamę ukrytych brzmień nie tracąc przy tym względnie klubowego zacięcia. Z drugiej strony agresywna muzyka rock’owa, choć na szczęście nie każdego wykonawcy, wypada średnio w wykonaniu modelu S0. Cóż, wszystkiego mieć nie można.

Reasumując: słuchawki dokanałowe Brainwavz S0 okazały się ogromnym, i ponad wszelką miarę pozytywnym zaskoczeniem. Przy wykonaniu co prawda solidnym, lecz mało porywającym, szczególnie w kwestii wzornictwa i paru detali, uderzają w nas brzemieniem detalicznym, pełnym powietrza, ukazującym dobrze znane utwory od trochę innej strony. To idealna odskocznia od produktów jakby na siłę eksponujących rozrywkowe zacięcie, tylko po to aby przytuszować braki na innych pasmach. Niemal większość tańszych słuchawek jest jak kumpel zabierający cię na imprezę do głośnego klubu, celem wyszalenia się – co nie jest czasami takie złe, lecz… S0 zapraszają nas na spokojną posiadówę z naszym dobrym znajomym, przy kieliszku whisky w świecie pełnym nowych, porywających brzmień.