Może jestem uprzedzony, jednak zawsze z dużą dozą nieufności podchodzę do produktów mało znanych firm. Nawet, jeśli pierwsze wrażenie z ich używania jest dobre, sprawdzam kilkakrotnie, aby upewnić się, że nie posiadają ukrytych wad czy niedoróbek. Tak też było z gamingowym headsetem Gamdias Eros Surround. Szukałem, testowałem, przetrząsałem, próbując znaleźć coś, co zdyskredytowałoby ten produkt, ustawiając go na półce z metką „tania chińszczyzna”. I o ile kilka mankamentów mogę wymienić, o tyle całościowo Eros jawi się jako naprawdę solidny produkt.

Pierwsze wrażenie nie było jednak najlepsze. Już samo pudełko przywodzi na myśl opakowania podróbek PlayStation, jakie można było dostać w latach 90-tych na warszawskim Stadionie Dziesięciolecia (ach, te czasy!). Po otwarciu tegoż potworka powitał mnie widok kiepsko wykonanej, plastikowej wkładki, do której headset przymocowany był równie mało eleganckimi, zakręconymi drutami. Gdzieś tam walała się kilkustronicowa instrukcja instalacji sprzętu i dwie naklejki. Cóż, zapowiadało się kiepsko, ale nie uprzedzajmy faktów…

 

1

Wykonanie

Gdy koszmarne opakowanie poszło na swoje miejsce – do śmietnika – przyszedł czas na dokładne obejrzenie headsetu. Ten w większości prezentuje sobą całkiem niezły poziom. Prawie wszystkie elementy wykonane są z solidnego, matowego, miłego w dotyku plastiku. Niestety nie wszystko – regulowane uchwyty na nauszniki to plastik znacznie gorszej jakości. Szczerze mówiąc obawiałem się, czy przy regulacji całość nie rozpadnie mi się w rękach. Na szczęście okazały się one na dość wytrzymałe, jednak wrażenie kiepskiego wykonania pozostało. Szkoda, że producent nie zdecydował się na jednolity, lepszej jakości materiał.

Znacznie lepiej wypada w tym względzie tworzywo, z którego wykonane są same nauszniki i poduszeczki, którymi słuchawki stykają się z głową. Jest odpowiednio miękkie, przyjemne w dotyku, zapewniając komfort użytkowania. Dużo dobrego można też powiedzieć o przewodzie łączącym headset z komputerem. Zakończony wtyczką USB, otoczony jest grubą warstwą tkaniny ochronnej. Dzięki temu, o ile nie macie wyjątkowo nadpobudliwego kota czy innego gryzonia, nie ma szans, by headset zakończył żywot poprzez uszkodzenie/zerwanie kabla.

Jeszcze kilka słów o mechanizmach regulujących, tak mikrofon, jak i wielkość słuchawek. Otóż mają one dobrze odczuwalny, dość ciężko chodzący skok. W rezultacie ani razu zestaw nie zmienił swojego ustawienia przez przypadek, jak to bywa niekiedy z bardziej „miękkimi” mechanizmami.

 

2

Ergonomia

Po wstępnych oględzinach przyszedł czas na przymiarkę. W tej materii Gamdias Eros Surround błyszczy. Lekko „jajowate” (z braku lepszego określenia) wyprofilowanie headsetu sprawia, że świetnie dopasowuje się do głowy, nie zsuwając się przy najmniejszym ruchu. Ucieszył mnie też kształt nauszników. Większość ludzi ma uszy w kształcie bardziej zbliżonym do elipsy niż do koła. Nie rozumiem, czemu twórcy wciąż upierają się przy okrągłych nausznikach, często zaginających małżowinę użytkownika do środka i psujących komfort. Eros Surround jest pod tym względem chlubnym wyjątkiem: nauszniki w kształcie eliptyczno-prostokątnym świetnie otaczają uszy, nie tylko zapewniając wygodę, ale też bardzo dobrze izolując dźwięki dochodzące z zewnątrz. Dzięki temu z kolei, że zamocowane są w uchwytach umożliwiających wychył nie tylko w osi góra-dół, ale też na boki, dopasowanie do kształtu głowy jest tym lepsze. W tym miejscu firmie Gamdias należą się duże brawa.

Wspomnę jeszcze o małej drobnostce, która niesamowicie cieszy. Otóż w moich poprzednich słuchawkach zawsze miałem problemy z kablem. Nie potrzebowałem przewodu długości 3 metrów, więc nadmiar zwijałem. Niestety, skutkowało to częstym plątaniem się kabla, supłami i innymi przypadłościami. Gamdias wyposażyło swoje Eros Surround w wygodny rzep, pozwalający komfortowo i schludnie zwinąć nadmiar przewodu. Mały drobiazg a cieszy.

Oprogramowanie

Napisanie tej sekcji było dla mnie szczególnie trudne, gdyż jeśli miałbym wyrazić swoją opinię dosłownie, nie nadawałaby się ona do publikacji. Aby headset działał, wymagane jest zainstalowanie specjalnego oprogramowania. I nie, nie chodzi o zwykły sterownik, a o cały osobny kawałek softu. W porządku, inne urządzenia też tak mają, nie mam o to pretensji. Nie rozumiem tylko, dlaczego po podłączeniu przewodu instalacja nie następuje automatycznie. Zmarnowałem kilkanaście minut na próbę dociekania, dlaczego mimo różnych ustawień w systemie słuchawki po prostu nie działają. Dopiero zajrzenie do miejsca, gdzie nikt nie zagląda – do instrukcji – rozwiało wątpliwości. To jednak nie koniec problemów. Po zainstalowaniu programu powitał mnie interfejs rodem z amatorskiego softu lat 90-tych. Nie tylko jest on szpetny wizualnie, ale fatalnie zaprojektowany. Część funkcji jest opisana, część nie. Kilka przycisków można włączyć/wyłączyć, nie wiedząc (i nie słysząc), co tak na prawdę zmieniają. Do tego domyślnie headset ustawiony jest na profil generujący sztuczne echo, przez co użytkownik może sądzić, że coś jest z nim nie tak. Dodajmy, że część programu jest spolonizowana, a część nie, dostajemy więc polsko-angielski misz-masz. Nie jest też jasna zależność między ustawieniami headsetu jako takiego a ustawieniami systemowymi, więc regulacja to ciąg prób, błędów i dokonywania zmian „na czuja”. Gdybym miał oceniać Gamdias Eros Surround jedynie pod kątem oprogramowania, moja opinia zawierałaby się w słowach „wywalić do śmieci!”. Na szczęście jest to ten element, który można ulepszyć po premierze. Oby Gamdias poszło po rozum do głowy i coś z tym potworkiem zrobiło…

 

4

Dźwięk

Tym sposobem doszliśmy do gwoździa programu, czyli dźwięku – w końcu to brzmienie definiuje jakość sprzętu. Gamdias reklamuje Eros Surround jako headset idealny zarówno do gier, jak i do słuchania muzyki czy oglądania filmów. Dlatego też nie było dla niego taryfy ulgowej i przetestowałem delikwenta pod wszystkimi trzema kątami (plus czwarty, czyli mikrofon, o czym dalej).

Rozpocząłem od słuchania muzyki i filmów. Niedawno mogliście przeczytać mój test headsetu Thermaltake Dracco Captain. Chwaliłem tutaj bardzo głęboki bas i czyściutkie, dźwięczące wysokie tony, jednocześnie ganiąc mało wyrazisty „środek”. W przypadku Gamdias Eros Surround rzecz ma się z goła inaczej. Basy są mniej donośne i płytsze, wysokie dźwięki bardziej wytłumione, z kolei środek jest bardzo dobrze słyszalny. I choć w konsekwencji otrzymujemy bardziej „płaskie” brzmienie, bez zachwytów czy odgłosów rozbrzmiewających aż w kośćcu, moje wrażenia były tutaj mimo wszystko lepsze niż w przypadku produktu Thermaltake. Przede wszystkim dźwięki są znacznie lepiej wyizolowane, przez co nagle odkryłem niesłyszane wcześniej niuanse znanych mi już utworów. Dobry balans między odgłosami pozwala na delektowanie się muzyką, choć bez tego efektu „WOW”, którego doświadczałem przy słuchaniu niektórych, opartych na mocnym basie kawałków na Dracco Captain. Jeśli chodzi zaś o filmy, testowany headset sprawdza się świetnie tam, gdzie emocje nie są wywoływane przez zatrzęsienie wybuchów czy inne niskie dźwięki. Gorzej wypada z kolei, gdy oglądamy najeżone eksplozjami filmy akcji – wtedy też daje się we znaki brak odpowiednio mocnego, głębokiego basu.

Jednak wszystkie powyższe mankamenty znikają, gdy odpalimy jakąkolwiek grę. Interaktywna rozrywka ma to do siebie, że zawiera całą gammę brzmień, od bardzo niskich po ekstremalnie wysokie. Wychodzi tutaj siła Gamdias Eros Surround: dobre rozróżnienie między odgłosami pozwala się cieszyć pełną zawartością audio każdej produkcji, czyniąc je sprzętem gamingowo uniwersalnym. Warto też wspomnieć wreszcie o systemie symulacji dźwięku 7.1, który jest znakiem firmowym omawianego headsetu. Obawiałem się tutaj, że otrzymam zaledwie namiastkę przestrzenności, nijak mającej się do rzeczywistego surround. Jakże byłem zdziwiony, gdy okazało się, że przechwałki twórców nie były ani trochę przesadzone. Jako platformę testową użyłem Counter-Strike: Source. W tej produkcji rozróżnianie kierunków, z których dociera dźwięk ma kardynalne znaczenie dla skuteczności. Nie zawiodłem się – dzięki Gamdias Eros Surround mogłem grać praktycznie tak, jakbym był otoczony zestawem głośników 7.1. Rozpoznanie, skąd dochodzi dźwięk kroków przeciwnika czy wystrzałów nie sprawiało żadnej trudności. Aż dziw bierze, że zestaw cenowo plasujący się na średniej półce pozwala na tak dobre odwzorowanie przestrzeni. Ponowne brawa dla twórców.

Na koniec kilka słów o mikrofonie. Nie spodziewałem się cudów – w końcu to tylko headset, służący do słuchania i ewentualnie komunikowania się z innymi graczami. Szumy, trzaski i inne zakłócenia nie są wtedy wielkim problemem. Tu jednak czekało mnie kolejne pozytywne zaskoczenie – mikrofon w Gamdias Eros Surround działa zadziwiająco dobrze. Jako podcaster bardzo cenię sobie czyste brzmienie, a omawiany zestaw może być z powodzeniem zastosowany do nagrywania w naprawdę dobrej jakości. Dźwięk praktycznie bez szumów przy zachowaniu sporej głośności, bez znaczących zniekształceń – czego chcieć więcej? Oczywiście nie można tego porównać do nagrywania przez samodzielny mikrofon za kilkaset złotych, jednak już z porównania do topowych headsetów Eros Surround wychodzi obronną ręką.

 

5Kupić, nie kupić?

Słowem podsumowania, headset Gamdias Eros Surround to bardzo solidny, dobry jakościowo sprzęt. W większości obszarów jest co najmniej zadowalający, w niektórych wręcz błyszczy. W pewnych kwestiach przewyższa nawet znacznie droższe modele znanych marek. Nie natrafiłem na informację o polskiej cenie tego zestawu, jednak na rynkach zachodnich ustalona została ona na 59$, co w przeliczeniu daje około 200 zł. Za sprzęt o jakości Gamdias Eros Surround jest to prawie darmo. Mogę więc z czystym sumieniem polecić zakup każdemu, o ile nie jest audiofilem, mającym astronomicznie wysokie wymagania co do głębi dźwięku.

promocja