Steelseries Stratus oraz jego większy brat w wersji XL to gamepady przeznaczone dla smartfonów oraz innych urządzeń mobilnych spod szyldu Apple. Czy są to produkty warte swojej wysokiej ceny? Nieszczególnie.

Rynek gier mobilnych rozwija się w strasznie szybkim tempie i poza sporą ilością prostych gier logicznych, jest też w nim miejsce na bardziej poważne produkcje czy też porty jakichś ciekawszych tytułów z konsolek przenośnych (typu PSP, NDS, 3DS). Sterowanie postaciami w np. grach zręcznościowych często mija się z celem, bowiem symulowanie dwóch analogów na dotykowym ekranie jest rozwiązaniem bardzo niepraktycznym. Stąd też pojawiło się zapotrzebowanie na mniejsze wersje gamepadów, którymi kontrolujemy interfejsy oraz bohaterów. Odzewem na popyt klientów są właśnie gamepady Stratus od duńskiej firmy Steelseries, które cechują się tym, że zostały skonstruowane z myślą o osobach lubiących poważniej pobawić się na swoim smartfonie. Podkreślam tu od razu słowo „poważniej”, bowiem tutaj znaczy to mniej więcej tyle co „za porządne pieniądze”.

I tu od razu w oczy rzucają się dwa najpotężniejsze wady tych padów, które niestety nie wywodzą się ich mechaniki, a z polityki ich twórców. Zaraz po wzięciu pudełka wartego około 300 zł (sic!) do ręki w oczy rzuca się napis „Made for: iPod, iPhone, iPad”, zaś obok tego drobniejszym druczkiem wypisane są platformy, obsługujące ten gadżet. Nie ma tam ani jednego słowa o komputerach stacjonarnych czy urządzeniach z Androidem, albo Windows Phone na pokładzie (UPDATE: Firma właśnie ogłosiła, że wkrótce pojawią się wersje na Androida). Jest tylko mowa o iOS i w przypadku wersji XL także o Macach. Nie miałbym tego Steelseries za złe, gdyby nie to, że pady ewidentnie chcą się również połączyć z innymi systemami operacyjnymi. Zasadniczo to nawet to robią, są odpowiednio wykrywane, ale blokuje je jakiś dziwny skrypt lub jak w przypadku Androida – parowanie z kontrolerem zablokowane jest kodem PIN, którego znikąd nie da się uzyskać. Co za tym idzie kupujemy zatem urządzenia warte około 300 zł, które poza możliwością połączenia się z gadżetami z systemem iOS, nadają się praktycznie do wyrzucenia. Za te same pieniądze nabędziemy sobie takiego pada od PS4, który łączy się przez kabel/adapter Bluetooth (i z ewentualną pomocą jakiejś aplikacji) z praktycznie każdym urządzeniem, bez większych problemów. Zastanawia mnie co sprowokowało Duńczyków do popełnienia takiej decyzji, która ogranicza funkcjonalność ich produktu. Boli mnie to w szczególności dlatego, że kontrolery te są bardzo dobrze skonstruowane (oprócz tego, że gałek nie da się nacisnąć, ale to z racji przeznaczenia na platformy mobilne) i aż chciałoby się grać na nich w większe tytuły, choćby na takim komputerze. Ogromny minus (który na szczęście wkrótce zostanie zlikwidowany).

P1030753

Boli również niezbyt pokaźna ilość tytułów obsługujących sterowanie Stratusami. Kompatybilnych gier jest niezbyt dużo, a nawet nie wszystkie tam wymienione działają z padem tak jak powinny. Chociażby taki Dungeon Hunter III przy połączeniu z kontrolerem zaczynał wariować, przez co nie udało mi się nawet skończyć samouczka, bowiem produkcja ta crashowała się zawsze w tym samym miejscu, kiedy gadżet był podłączony do telefonu. Wszystko to sprawiło, że na Stratusy patrzyłem niezwykle nieprzychylnym okiem.

Przejdźmy jednak do meritum, czyli do opisania tego, co znajdziemy w pudełkach Stratusa oraz Stratusa XL i przede wszystkim do spisania moich wrażeń z zabawy tymi kontrolerami. Podzielę zatem dalszą część artykułu na dwie części, gdzie znajdziecie opinie oraz informacje o każdym produkcie z osobna.

Stratus

W opakowaniu Steelseries Stratus znajdziemy – oprócz samego kontrolera – instrukcję instalacji w kilku językach, kabel służący do ładowania baterii oraz mały futerał na pada. Wyposażenie standardowe, choć oczekiwałbym czegoś więcej za taką cenę.

Standardowa, a zatem mniejsza wersja Stratusa w kwestii budowy i wykonania to prawdziwa definicja mobilnego grania. Mamy tu bowiem do czynienia z grubym na 3 cm oraz długim na 11cm padem, który bez problemu mieści się w jednej dłoni, a co dopiero w kieszeni. Poza tym waży 75g, przez co jego ciężar jest praktycznie niewyczuwalny, nawet w dłoni. Gabaryty zatem idealnie nadają się do podróży.

Wygląd Stratusa prezentuje się po prostu dobrze. Designem przypomina on nieco pady od starych konsol i to akurat bardzo mi się spodobało. Na środku znajdziemy też cztery, świecące na czerwono lampki LED-owe. Pokazują one stan baterii oraz połączenia z urządzeniem. Efekt wizualny jest całkiem niezły, zatem zaliczam go na plus.

 P1030774

Jeśli chodzi o wykonanie to trzeba przyznać, że kontroler został przygotowany porządnie. Fakt, trzymając go w ręku ma się wrażenie, jakby machało się zabawką dla dzieci, a nie wartym około 300zł urządzeniem. Niemniej trzyma się go całkiem nieźle, a dołączona do zestawu osłona powiększająca chwyt, zapewnia większy komfort pracy dla osób z większymi dłońmi.

Guziki rozłożone na Stratusie, w moim odczuciu, mają nieco wyższy skok, niż te w standardowych kontrolerach. Naciska się je przyjemnie, a samo napomknienie o skoku traktujcie jako moje osobiste przyzwyczajenie do konsolowych zamienników. Dobrze został również wykonany d-pad, którego używa się bardzo wygodnie, pomimo tego, że akurat jego skok jest dość niski.

Jedyne, co bardzo mi za to przeszkadzało przy użytkowaniu to wszystkie przyciski umieszczone na górze oraz analogi. Spusty wraz z bumperami są po prostu małe i leżą strasznie blisko siebie, przez co ich naciskanie jest strasznie nieintuicyjne. Mi samemu zdarzało mi się aktywować, albo nie ten guzik, albo o kilka za dużo, co skutkowało najczęściej utratą specjalnych zaklęć przez moją postać. Jestem zdolny zrozumieć, że wynika to z małej powierzchni, którą można było zarezerwować pod klawisze. Nie zmienia to jednak faktu, że takie rozłożenie jest niewygodne, a osoby z większymi palcami mogą całkowicie zapomnieć o komforcie korzystania z tego narzędzia. Dodatkowo skoki spustów wydają mi się być zbyt niskie, a ich naciskanie przychodzi ze zbyt dużą łatwością, czyli innymi słowy ciężko je wyczuć. Co się tyczy zaś analogów – są malutkie i wypukłe, a dodatkowo czubek „grzybka” wykonany jest z jakiegoś śmiesznie śliskiego materiału. Kciuki spadają zatem z nich z wielką łatwością, a to czasem powoduje utratę kontroli nad bohaterem gry.

P1030786

Stratus łączy się z telefonem przy pomocy Bluetooth w wersji 2.1, a wbudowany w niego akumulator pozwala na granie przez około 8-10 godzin. Tablet czy smartfon niepodłączony do gniazdka, z uruchomioną grą i ustawioną jasnością ekranu na wysoką, zwykle rozładowuje się szybciej. Zatem jedno pełne naładowanie tego pada starczy zwykle na dwa cykle baterii w urządzeniu, do którego jest podpięty. Wynik, muszę przyznać, że jest naprawdę niezły, biorąc pod uwagę małe gabaryty pada.

Stratus XLP1030766

Choć samo opakowanie Steelseries Stratus XL bardziej przypadło mi do gustu, niż w przypadku mniejszej wersji, to jego zawartość jest zadziwiająco biedna. Prócz dołączonych baterii, samego pada (rzecz oczywista) oraz instrukcji z dwoma małymi naklejkami w zestawie, nie znajdziemy tu nic, a szkoda, bo po znaczku „XL” oczekiwałoby się czegoś więcej.

Stratus XL stworzony został raczej z myślą o graczach, którzy na swoich tabletach/smartfonach grają w domu, na miejscu. Jest on dosyć spory – długi na 15cm długi oraz wysoki na lekko ponad 6 cm. Jego waga wynosi 280g, a dodatkowo trzeba doliczyć jeszcze te 30g, które dokładają ze sobą baterie. Nie jest to zatem sprzęt lekki i dziwi mnie ten ciężar, bowiem zrezygnowano tu z silniczków wibracyjnych. Ten model ciężej zatem określić mianem „mobilnego”.

Jeśli chodzi o wygląd kontrolera to ciężko zaprzeczyć, iż ten inspirowany był padem od konsoli Xbox One. Przód, rozmieszczenie guzików oraz spustów, charakterystyczna, wyższa i szersza część główna – wszystko to znajdziemy w produkcie Microsoftu. Nie znaczy to jednak, że uznaję z automatu taki design za wadę. Wręcz przeciwnie, wygląd padów z XOne bardzo przypadł mi do gustu i bardziej cieszę się, że Duńczycy poszli po coś sprawdzonego, zamiast decydować się na zastosowanie jakiegoś fikuśnego kształtu.

P1030783

Wykonanie Stratusa XL jest bardzo dobre i mówię to z dużą pewnością siebie. Pad wykonany został z twardego, trwałego plastiku i już przy pierwszym chwycie sprawia wrażenie solidnego. W dłoniach leżał mi on bardzo naturalnie, zaś te przy dłuższym korzystaniu nie męczyły się i ciężko doczepić mi się w tym aspekcie do czegokolwiek. Od razu wspomnę tu również o przyciskach, które według mnie prawie ocierają się o ideał. D-pad dobrze się klika i nie zdarzyło mi się, żebym miał z nim jakiś większy problem, guziki mają skok podobny do innych, oficjalnych kontrolerów dołączanych do konsol, analogi są większe, mają wklęsłe grzybki, a przez co trzyma się je pewnie (choć też palec potrafił mi się po nich poślizgnąć). Spusty również przypominają te z gamepadów od Xboxa One i naciska się je świetnie, choć bumpery są bardzo czułe, co prowadziło czasem do omylnych kliknięć.

Przy Stratus XL ciężko dostrzec mi się większych wad konstrukcyjnych i wielu moich znajomych potwierdziło, że trzyma się go im naprawdę dobrze, nawet przy godzinnych sesjach. Jedyne, czego mogę uparcie się przyczepić to fakt, że pad wymaga baterii do działania, bowiem sam osobiście preferuję wbudowane akumulatory. Tu wymaga się dwóch „paluszków” AA do działania.

Gamepad łączy się z urządzeniem przy pomocy Bluetooth w wersji 2.1 + EDR. Nie napotkałem żadnych problemów z parowaniem. Producent zapewnia, że można korzystać ze Stratusa XL przez ciągłe 40 godzin, choć tego nie udało mi się niestety sprawdzić, z racji słabości mojego ludzkiego organizmu. Znajdujące się na środku diody LED rzadko przypominały mi o słabym naładowaniu. Jednakże przy testach pada udało mi się go rozładować raz i to w dodatku wtedy, gdy zapomniałem wyłączyć go przez większość dnia.

P1030753

Podsumowanie

Obydwa produkty – Stratus oraz Stratus XL to naprawdę porządne kawałki gamepadów, które choć nie obyły się pojedynczych wad, to mógłbym je serdecznie polecić wszystkim miłośnikom gier mobilnych… gdyby nie to, że ich cena oscyluje w sumie 300 zł. Co zabawne, zauważyłem, iż w niektórych sklepach można dostać o wiele lepszą wersję XL w cenie niższej, albo większej o 10zł od standardowej. Za taką sumę otrzymujemy gadżety, którymi pobawimy się tylko i wyłącznie na produktach Apple. Z chęcią powalczyłbym z Dzikim Gonem przy pomocy Stratusa XL na swoim komputerze, ale po prostu jest to niewykonalne. Ale nawet jeśli lista obsługiwanych urządzeń powiększyłaby się, dalej nie usprawiedliwiałoby to wydatku 300zł. W tej samej cenie dostajemy lepiej skonstruowane pady od Microsoftu oraz Sony.

Gdyby właśnie nie te dwie wspomniane przeze mnie, aczkolwiek arcypoważne, wady, wówczas Stratusy mógłbym pochwalić. Jednakże w takim przypadku muszę je tępić, bowiem nie są warte pieniędzy, których producent oczekuje za te produkty. Świadomość przepłacenia rzuca się tu w oczy od razu, stąd też odpowiednio negatywna ocena. Nie polecam, chyba, że nagle produkty te stanieją o połowę (z czego zwykły Stratus o 60-70%).

promocja