Na moim biurku zagościła rodzinka peryferiów od gamingowej marki Gigabyte – AORUS. Zrobiło się kolorowo, mechanicznie i przy tym bardzo estetycznie. Dziś pod lupę weźmiemy mysz AORUS M3 oraz mouse pad AORUS AMP500.

Opakowanie

Mysz otrzymujemy w małym pudełku z otwieranym na magnes okienkiem. Zewsząd bije masa informacji, zdjęć i haseł, które mają nas przekonać do zakupu akurat tego gryzonia. Zachowano je w czarno-pomarańczowej kolorystyce, charakterystycznej dla Aorusa. Karton oraz wytłoczka wydają się być strasznie tandetne, jednak po wyjęciu czeka nas miła niespodzianka – Gigabyte dostarcza od razu zestaw wymiennych poślizgów. Wolę dostać mysz w skromniejszym opakowaniu, ale za to z dodatkowymi akcesoriami. Szkoda, że producenci częściej o to nie dbają.
Z kolei podkładka dostarczana jest w zwykłym prostopadłościanie, wymalowanym w ten sam sposób, jak opakowanie od myszki. W pudełku jest okienko, jednak osłonięte przeźroczystym plastikiem. Nie mamy zatem możliwości sprawdzenia tekstury podkładki przed zakupem.

Wygląd i wykonanie

Tym razem zacznę od podkładki, gdyż będzie o niej krótko. Jest całkowicie czarna od góry, w lewym dolnym rogu mamy wytłoczone logo z orzełkiem. Od spodu mousepad jest w całości pokryty silikonem, pokolorowanym na pomarańczowo. Jest to hybrydowy typ podkładki, który łączy silikon oraz materiał i dodatkowo zapewnia wodoodporność. Niestety, nie jest obszyta w żaden sposób na brzegach, nie wydaje się jednak aby miała się przez to pruć – brzegi są dobrze scalone z silikonem, co powinno zapobiec uszkodzeniom. Jej wymiary, to 430x370x1.8mm.

Nie da się ukryć, że M3 jest wybrandowanym na Aorusa XM300 z kilkoma zmianami. Myszka prezentuje się mimo to naprawdę nieźle. Kształtem wyprofilowana jest dla gracza praworęcznego. Producent deklaruje, że będzie odpowiednia dla chwytów claw, palm i finger tip, jednak mam spore wątpliwości, czy rzeczywiście dobrze sprawdzi się w tym ostatnim – odniosłem wrażenie, że przyciski mogą nie być wtedy odpowiednio responsywne. Nieregularny kształt w górnej części przy kablu wygląda naprawdę nieźle i nadaje myszce charakteru. Korpus oraz przyciski  L,P wykonane są w całości z chropowatego tworzywa, natomiast wszystkie dodatkowe (2 od zmiany dpi oraz 2 nad kciukiem) zrobione są z błyszczącego plastiku. Rolka jest w całości gumowa. Na spodzie poza poślizgami, jest też ładnie wyglądające, wytłoczone logo Aorus. Nie zapomniano też o gumowych chwytach bocznych, na których wygrawerowano nieregularny, geometryczny wzór, mający być wyróżnikiem Aorusa. Na korpusie umiejscowiono podświetlane logo w pełnym RGB, a na panelu bocznym w jego przedniej części znalazły się 4 białe diody, informujące o wybranym profilu dpi. Kabel niestety nie ma oplotu. Jest też dość sztywny i ma tendencję wracania do pozycji, w jakiej był zapakowany. Mimo tego, że mysz gości już ładnych kilka dni na moim biurku, to nadal jest charakterystycznie „połamany”.

Dane techniczne i działanie

Mysz

Mysz pracuje na sensorze optycznym Pixart 3988, zatem jest to klasa wyższa. Obsługuje czułości od 800 do 6400dpi, odświeżanie 1000Hz, prędkość ma wynosić 250ips oraz przyspieszenie 50g – jest zatem nieźle. Lewy i prawy przycisk wyposażono w przełączniki Omrona z wytrzymałością do 20 mln kliknięć.
Sensor to najlepszy punkt M3 – niezależnie od wybranej rozdzielczości, czy typu podkładki (testowałem ją na AORUS AMP500, Roccat Taito oraz HyperX Fury S), odczytuje położenie naprawdę precyzyjnie. Interpolacja jest minimalna i występuje jedynie na najwyższych wartościach dpi. Przyciski spisują się nieco gorzej – pomimo dość dobrego kliku, to ich responsywność czasami zawodzi. Zdarzało się nawet, że lewy klik nie reagował wcale (może być też to wina mojego egzemplarza).
Gry, w jakich testowałem mysz, to PUBG, CS:GO oraz Overwatch. Sensor oraz przyciski sprawowały się naprawdę dobrze podczas grania, zabrakło mi jednak możliwości dostosowania sensora do podkładki. Ten niestety reaguje na twardych podkładkach do dość sporej wysokości i podczas grania postać lubi kręcić przez to piruety. Przy nieco bardziej miękkich mousepadach problem nieco się zmniejsza, ale występuje nadal.
Ergonomia niestety nie jest już tak dobra. Kształt posiada dobry, wyprofilowane przyciski oraz korpus wpasowują się dobrze, jednak zastosowany plastik oraz guma na panelach bocznych powodują, że skóra ma mało przestrzeni do oddychania i ręce zaczynają się pocić i to dość szybko. Rolka również pozostawia wiele do życzenia. Ma nieprzyjemny skok i spory luz. Gdybym miał wypunktować najsłabszy punkt Aorusa, to jest to właśnie rolka.

Podkładka

AORUS AMP500 jest typu twardego. Sprawuje się rewelacyjnie… ale nie z tą myszką. Tak, dobrze czytacie. AORUS M3, jak wcześniej wspomniałem, nie ma możliwości kalibracji do podkładki, przez co sensor reaguje na niej nawet do 1cm. Musimy bardzo wysoko podnosić mysz, żeby postać nie wykonywała niechcianych ruchów. Jeżeli jednak dysponujemy myszką z możliwością dostosowania sensora, to będzie to naprawdę świetny pad. Ma bardzo dobrą powierzchnię i jest nieźle ogumowana od spodu. Zdarzało się, że nieco się przesunęła podczas bardziej intensywnej gry, ale nie działo się nic tragicznego. Na plus należy także zaliczyć łatwość w czyszczeniu podkładki – nie łapie praktycznie wcale zabrudzeń, a nawet jeżeli takowe się znajdą, to wyjątkowo łatwo je usunąć.

Oprogramowanie

Oprogramowanie AORUS Graphics Engine to niestety pięta achillesowa całej serii „Gigabyte’a z orłem” (również kart graficznych). Jest bardzo skromne i proste do bólu. Zdarzają się w nim bugi wszelakiej maści (np. suwaki wracają zawsze w to samo miejsce, co widać na screenie powyżej), rozdzielczość jest mikroskopijna (serio, na 24” i fullHD nie widać prawie nic), do tego ilość dostępnych opcji jest mała. W myszce przykładowo nie możemy włączyć/wyłączyć przyspieszenia, zmienić odświeżania, itp. Tylko regulacja dpi, bindowanie przycisków oraz makr i zmiana podświetlenia. Nic poza tym. Na plus należy jednak zaliczyć RGB Fusion – podświetlenie synchronizuje się naprawdę dobrze ze sprzętami, które je obsługują i wygląda przepięknie na biurku. Mam  jednak nadzieję, że Gigabyte niedługo poprawi oprogramowanie.

To jak w końcu te Orły z Tajwanu sobie radzą? Podsumowanie

Gigabyte AORUS AMP500 jest bardzo dobrej jakości twardą podkładką na dodatek wodoodporną. Sprawdzi się doskonale zarówno przy myszkach laserowych jak i optycznych. Niestety, ciężko ją obecnie znaleźć w sklepach. Kosztowała w okolicach 100zł, co jest bardzo rozsądną ceną, jak za to co oferuje. Jeżeli macie mysz z regulowanym sensorem oraz potrzebujecie twardej, szybkiej podkładki, to AMP500 mogę z czystym sumieniem polecić.

Gigabyte AORUS M3 jest ogólnie dobrą myszką, jednak ma kilka bolączek. Jeżeli Wasze dłonie mają tendencję do pocenia się i potrzebujecie dobrej rolki, to omijajcie ją z daleka. Do tego dochodzi nienajlepsze oprogramowanie. Jeżeli jesteście w stanie przymknąć oko na te bolączki, to otrzymujecie w zamian naprawdę świetny sensor, przełączniki Omron, zapasowe ślizgacze oraz ciekawy design. Niestety, cena w jakiej można nabyć myszkę w polskiej dystrybucji jest na ten moment przesadzona o ok. 20-30zł i kosztuje niemal równe 200zł. Nie mam zamiaru karać producenta za niezrozumiałe działania sprzedawców (bez problemu można ją kupić za zachodnią granicą w normalnej cenie ~40$). Jeżeli cenicie precyzję sensora (a dla graczy FPS jest to kluczowe), to Aorus M3 będzie naprawdę dobrym wyborem.