Sezon letni trwa w najlepsze, pomimo iż wakacje powoli dobiegają końca. Sierpień przywitał i trzyma nas w stosunkowo dobrych warunkach pogodowych, przez co łatwiej jest wyprawić małego grilla czy ognisko. Warto umilić je jakąś muzyką, a będąc z dala od prądu, bardzo dobrą inwestycją wydaje się zakup bezprzewodowego głośniczka. Firma Trust, którą możecie kojarzyć bardziej z akcesoriów gamingowych, postanowiła przygotować oddzielną serię produktów pod nazwą „Urban”, której to dwóch reprezentantów – Deci oraz Fero przyszło mi przetestować. Jak ten duet sprawdza się w praktyce?

Deci i Fero to dwójka braci, która świetnie wpasowuje się w dwie podkategorie tego samego rynku. Deci to większy, bardziej podobny do chlebaka głośniczek. Jest naprawdę lekki, ale jego spory rozmiar sprawia, że lepiej ustawić go w miarę możliwości w jednym miejscu i stamtąd wypuszczać z niego pieśni różnorakie. Fero to mniejsza, bardzo odchudzona wersja. Jego waga jest zbliżona do Deci, ale za to urządzenie bez problemu wsuwa się do kieszeni i świetnie sprawdza się podczas ciągłego noszenia go w dłoni. Powiem krótko – każdy znajdzie coś dla siebie.

Oba głośniki trafiły do mnie w błękitnej wersji kolorystycznej. Przyznam szczerze, że prezentuje się ona naprawdę nieźle i w tej palecie barw sprzęt świetnie odnajdzie się w bardziej młodzieżowej grupie odbiorców. Oczywiście różnice w designie występują, co zresztą widać po panoszących się po tym tekście zdjęciach. Fero jest bardziej prosty, klasyczny, zaś Deci przypomina wspomniany już wcześniej chlebak. Jednak mniejszy braciszek oferuje jeszcze ciekawy smaczek w postaci małego podświetlenia pod przednią powłoką, które jednoznacznie wskazuje, z jakiego źródła audio korzystamy – Bluetooth czy chociażby kabla. Deci jest pod tym względem bardziej standardowy i nie oferuje żadnych błyskotek, poza prostą lampką sygnalizującą połączenie czy stan baterii.

To co jednak mogę jednoznacznie ocenić, pomijając gusta i guściki to jakość wykonania Urban Deci wraz z Urban Fero, które stoją na wysokim poziomie. Oba urządzenia stanowią mieszankę plastiku z lekką, gumową powłoką, a także metalu zasłaniającego membrany. W przypadku zarówno Fero, jak i Deci nie czuć pójścia na łatwiznę pod względem użytych materiałów. Ich konstrukcje są stabilne, twarde i myślę, że przetrwają nawet parę upadków. Dodatkowo Deci posiada odporność na zachlapania w postaci certyfikatu IPX4. Miły bonus.

Przejdźmy do rzeczy najważniejszych, zaczynając od najistotniejszego elementu każdego sprzętu audio – brzmienia. Urban Fero to mała konstrukcja za 100 złotych, zatem wymaganie od niej absolutnego majstersztyku pod względem jakości generowanej muzyki jest mocno nie na miejscu. Fero to bardzo donośny produkt, który stawia przede wszystkim na mobilność, nieco kosztem samego dźwięku. Powiedzmy to otwarcie – „maluszek” od Trusta nie powala. Przy większych poziomach głośności i przy mocniejszym wsłuchaniu się czuć pewne niedoskonałości. Dodatkowo partie wokalne przygłuszają całą masę innych dźwięków. Fani cięższych brzmień rockowych też się zawiodą, bo ich ulubionemu instrumentowi, czyli gitarze brakuje tu siły oraz barwy. Po prostu brzmi on bardzo bez polotu. Fero sprawdza się najlepiej przy okazji popowych, rapowych czy klubowych piosenek. Warto jednak pamiętać, że taki maluszek nie jest w stanie wypchać z siebie zbytnio basu, stąd odsłuchiwane na nim kawałki mogą wydawać się mocno wyblakłe i nijakie. To mały sprzęcik do słuchania muzyki w biegu lub przy rozmowach na grillu. Nikt wówczas nie będzie zwracał na jego niedociągnięcia.

Urban Deci idzie w nieco innym kierunku. To większa konstrukcja, zatem producent mógł upchać tam większe membrany, nieco lepsze przetworniki i to w dodatku o większej mocy. Skutek? Bardzo dobre brzmienie i diametralnie lepsze w porównaniu do maleńkiego Fero. Nadal słychać tu lekkie zniekształcenia przy okazji wyższych ustawieniach głośności, ale poza tym emitowane dźwięki stoją na zrównoważonym poziomie. Gitary wreszcie mają w sobie więcej energii, zdecydowanie czuć wydobywający się z Deci bas, a wokale z piosenek nie przytłumiają tak bardzo innych tonów. Zauważyłem jednak, że większy z braci nie jest tak donośny jak ten mniejszy. To całkiem zabawne, ale przynajmniej zyskujemy sporo na jakości. Nie mam co specjalnie przyczepiać się do jakichkolwiek tonów, stąd Deci myślę nadałby się lepiej do małej domówki.

Urban Deci oraz Urban Fero łączą się przy pomocy kabli oraz Bluetooth w wersji 3.0. Ich zasięg ściągania sygnału raczej nie powala. Kilka metrów to maksimum dla tych urządzeń, co jeszcze bardziej zmniejsza się przy stojących po drodze przeszkodach. Radzę zatem siedzieć stosunkowo bliżej, jeśli akurat jesteście „DJ-em” przy okazji ogniska.

Z ciekawszych rzeczy warto też zaznaczyć, że Fero oferuje puszczanie muzyki bezpośrednio z zaaplikowanej do niego karty microSD. Niestety, moja zagubiła się gdzieś ostatnimi czasy, stąd jednoznacznie nie mogę wskazać, jakie formaty obsługuje sam głośnik. Myślę jednak, że MP3 spokojnie zostanie odtworzone, a jeśli ktoś próbuje użyć tak malutkiego produktu do formatów przeznaczonych dla purystów muzycznych, to raczej ma zbyt wyśrubowane oczekiwania.

Deci korzysta z akumulatora o łącznej mocy 1500 mAh, zaś Fero z malutkiego zasilacza o pojemności 650 mAh. Większy brat spokojnie zagra przez kilkanaście godzin, mniejszy nie osiąga dwucyfrowej liczby i wyłącza się przy około piątej-szóstej godzinie biesiadowania. To dobre wyniki. Żałuję jednak, że Trust nie pokusił się przy okazji Deci o większy akumulator, który przy okazji posłużyłby za powerbank dla smartfonu, skoro rozmiary głośnika i tak są stosunkowo spore. Kilkanaście gramów w tę czy drugą stronę raczej nie zrobiłyby większej różnicy, a tak musimy się martwić o to, że w trakcie imprezy padnie prędzej źródło muzyki niż samo nagłośnienie.

Trust wykonał kawał dobrej roboty przy okazji swoich produktów z rodziny Urban – Deci oraz Fero. To konstrukcje, które znajdziecie w sklepach odpowiednio za około 200 oraz 100 złotych. Jak na tę półkę cenową spełniają one swoje zadanie po prostu dobrze. Może nie ujęły mnie za serce, ale to porządne urządzenia, sprawdzające się w nieco innych scenariuszach. Daję 1x TAK, bez specjalnych wyróżnień. Myślę, że warto będzie je kupić, zwłaszcza w jakiejś promocji.

promocja