Cougar nie jest marką szczególnie znaną, zwłaszcza na naszym rynku. Wbrew pozorom nie jest to “firma krzak” pochodząca z głębokich czeluści Chin, a świeżo upieczona marka niemiecka, która nie zdołała jeszcze zawojować międzynarodowego rynku. Sprzęt od nieznanego producenta ma to do siebie, że sięgamy po niego z małym lub zerowym entuzjazmem. Cougar pokazał mi jednak przy pomocy swoich słuchawek Immersa, że warto podchodzić do mniejszych firm z większą dozą zaufania.

Cougar Immersa zaraz po wyjęciu z pudełka, zaatakowały mnie dawką niezbyt przyjemnego dla nosa zapachu w postaci sztucznej skóry oraz plastiku… i w sumie w tym momencie kończą się większe wady testowanych przeze mnie słuchawek, bo cała reszta stoi już na naprawdę wysokim poziomie. Warto też od razu wziąć pod uwagę niewielką cenę Immersa, która obecnie oscyluje w okolicach 200 złotych.

Zacznijmy od wyglądu, który zwykle jest kwestią sporną. Jak prezentuje się sprzęt, widać na zdjęciach. Muszę przyznać, że mi akurat jego aparycja bardzo przypadła do gustu. Mix czarnej barwy z pomarańczową był bardzo dobrym rozwiązaniem, przynajmniej w moim odczuciu. Cała stylistyka jest odpowiednio dopasowana, a także niezbyt agresywna jak to bywa przy tańszych urządzeniach.

Ergonomia również stoi na bardzo wysokim poziomie, bez dwóch zdań. Słuchawki automatycznie dostosowują się do rozmiaru głowy, tak jak to ma miejsce dla przykładu w Siberiach od Steelseries. Tym samym Immersa boryka się z podobnym problemem, co we wspomnianym modelu konkurencji – nie jest to urządzenie dla osób o dużej głowie. Jeśli Siberie są dla Was za duże, Immersy również nie dopasują się dobrze do gabarytów Waszej czaszki. Mnie słuchawki wpasowały się idealnie, a sam sposób regulacji uważam za niezwykle wygodny.

Immersa, gdy już dopasuje się do głowy, okazuje się piekielnie wygodnym urządzeniem. Gąbka znajdująca się tuż pod pałąkiem jest bardzo miła w dotyku, nie uwiera i ogólnie jest bardzo komfortowa. Moim faworytem w produkcie Cougara są piekielnie wygodne nauszniki, które wypchane zostały bardzo miękką i grubą poduszką. Całość w miły sposób leży na głowie, nie męczy, nie uwiera, nie powoduje zbytniego pocenia się ucha, a także dobrze wytłumia odgłosy otoczenia. Rzadko kiedy spotykam się z takim komfortem przy słuchawkach za takie pieniądze.

Jakość wykonania również nie odbiega poziomem od całej reszty. Całość, podobnie jak przy Siberiach, oparta została na pałąku składającym się z dwóch stosunkowo cienkich, metalowych drutów. Wydają się one solidne, a dzięki temu konstrukcja zyskuje też znacznie na elastyczności. Cała reszta, czyli nauszniki oraz gąbka znajdująca się pod pałąkiem, to już połączenie sztucznej skóry, plastiku oraz okazjonalnie występującego metalu. Nic nie sprawia tu wrażenia tandety. Konstrukcja wydaje się naprawdę solidna i całkiem wytrzymała. Jak za niecałe 200 złotych jest świetnie!

Kabel urządzenia również pozytywnie mnie zaskoczył. Nie dość, że jest on długi (na oko daję mu dobre 2,5 metra), to w dodatku został pokryty materiałowym oplotem. Przewód, choć jest relatywnie cienki, to nadrabia niewielką grubość elastycznością. Nie mam się tu do czego przyczepić.

Jak to mówią – nie ocenia się książki po okładce, choć jak sami widzicie po poprzednich akapitach, okładka Immersa prezentuje się bardzo przyzwoicie. Główne mięsko, czyli jakość odtwarzanego dźwięku również stoi na dobrym poziomie. Z góry oczywiście zakładam, że nie oczekujecie po słuchawkach skierowanych do graczy za niecałe 200 złotych doznań, którymi nacieszyłby się niejeden audiofil.

Odsłuch muzyki w Immersa był pozytywnym doświadczeniem, choć trzeba od razu zaznaczyć, że tak jak takie Cloud Revolver czy Cloud Stinger od HyperX, słuchawki te charakteryzują się brzmieniem w kształcie litery “V”. Co to oznacza? Dolne oraz wyższe tony są odpowiednio podbite, zaś środek jest w stosunku do nich lekko wycofany. W przypadku Immersa czuć faktycznie ten przytłumiony środek, zwłaszcza jeśli słuchamy utworów kładących spory nacisk na dźwięki gitary (nie tej basowej) oraz wokal. W takich piosenkach gitara i wokal będzie nieco słabiej słyszalna, w stosunku do takiej stopy perkusyjnej czy gitary basowej. Pragnę jednak zaznaczyć, że nie znaczy to, iż Immersa nie nadają się kompletnie do słuchania muzyki. Słuchawki grają naprawdę bardzo czysto, nawet przy znacznie podkręconym poziomie głośności, a przy okazji scena, jak na urządzenia tego typu, jest dość szeroka. Bas jest bardzo głęboki oraz soczysty, a treble również brzmią bardzo dobrze.

Cougar mógł pokombinować nieco ze średnimi tonami, ale przypominam o tym, że Immersa to produkt skierowany do graczy, a tam brzmienia w kształcie “V” sprawdzają się świetnie. Tak też zresztą jest w tym przypadku. Wystrzały, wybuchy czy wszelkie odgłosy otoczenia brzmią naprawdę świetnie, co doceniłem podczas zmagań w takim Battlefieldzie. Stosunkowo szeroka scena słuchawek zapewnia także bardzo wysoką jakość pozycjonowania dźwięku. Moje zmagania w Counter-Strike: Global Offensive były owocne, kiedy Immersa spoczywały na mojej głowie. Potrafiłem całkiem precyzyjnie określić pozycję przeciwnika, nawet jeśli był on nad lub pode mną. Nie spotkałem się też z dziwnymi momentami, w których słyszałem mojego oponenta z lewej strony, a ten nagle zaskakiwał mnie, wybiegając z karabinem, wcelowanym prosto w moją twarz zza prawej ściany. Świetnie bawiłem się też podczas zabawy w takiego DOOM-a czy Dishonored 2 i tam na jakość dźwięku również nie miałem co narzekać.

Mikrofon zamontowany w Cougar Immersa, nie jest odczepiany od całej konstrukcji, aczkolwiek można go wysunąć lub schować do lewego nausznika. Jego pałąk w całości jest bardzo elastyczny, co znacząco ułatwi nam odpowiednie ustawienie go względem naszych ust. Sama jakość mikrofonu jest średnia, choć nada się do komunikacji przez takiego TeamSpeaka. Ten element słuchawek jest głośny, nie generuje mocno słyszalnych dla oka szumów, a także nie ściąga aż tak potężnie odgłosów otoczenia. Nie nagrywa on jednak głosu jakoś specjalnie czysto i to jest w sumie mój jedyny zarzut wobec niego. Próbka dźwięku poniżej.

Jakiś czas temu miałem okazję testować słuchawki HyperX Cloud Stinger i napisałem tam w podsumowaniu, że są one praktycznie bezkonkurencyjne w cenie do 200-250 złotych. Cóż, muszę się od tego zdania odwołać, bo wtedy nie miałem jeszcze na głowie Cougar Immersa. To świetna alternatywa dla Stingerów i to w nieco niższej cenie. Świetnie brzmią, są wygodne, a także bardzo dobrze wykonane, a ich jedynym problemem jest w sumie średniej, choć nietragicznej jakości mikrofon. Czy mogę polecić ten produkt? Oczywiście, i to z pełnym entuzjazmem!

promocja